Reprezentant Polski woli tego nie pamiętać. "Nie było za wesoło"
40 lat temu Polska zagrała na mundialu w Meksyku. Dwa pierwsze mecze na zero, a potem wszystko się posypało. W dwóch kolejnych spotkaniach drużyna straciła 7 bramek. Zaraz po mistrzostwach pisano o fatalnej atmosferze, podziale na grupy: warszawską i śląska, ale też młodych i starych, a Ryszard Tarasiewicz przyznał po latach, że już nawet poprosił o paszport, bo chciał wracać do kraju. Interia rozmawiała o Meksyku ze Zbigniewem Bońkiem i Andrzejem Buncolem.

- Muszę powiedzieć, że ja mundialu w Meksyku praktycznie nie pamiętam - przyznaje z rozbrajającą szczerością Andrzej Buncol, czyli piłkarz, który w 1982 roku w Hiszpanii grał turniej życia. - Boniek do Buncola, cudowna akcja! Gol! - emocjonował się legendarny komentator Jan Ciszewski po akcji, która dała nam bramkę z Peru. Mecz wygraliśmy 5:1. To był początek marszu po srebro.
Buncol: "Szukanie dziury w całym"
W Meksyku nie było już zachwytów nad Zbigniewem Bońkiem i Buncolem. Trener Antoni Piechniczek po mistrzostwach napisał raport i przyznał, że za bardzo zaufał piłkarzom, z którymi w 82 roku osiągnął sukces. Buncola zresztą odsunął po 0:3 z Anglią. Już po mundialu zaczęły wychodzić coraz to nowe historie. O fatalnej atmosferze i podziałach w drużynie, ale nie tylko. Selekcjonerowi też się oberwało. Za to, że nie podejmował ryzyka, że nie dawał szansy młodym. Ryszard Tarasiewicz przyznał po latach, że już nawet prosił kierownika drużyny o zwrot paszportu, bo chciał wracać do kraju. Zagrał dopiero z Brazylią.
- My zawsze po latach dorabiamy jakieś legendy. Ktoś coś powie i się dzieje. Podziały? Nie brałem w tym udziału. Miałem swoje zdanie, ale grałem ze wszystkimi - mówi nam Boniek. - To kłamstwo. Nie było żadnych grup w drużynie. Nie było też jednak wyników. A wiadomo, że jak nie ma wyników, to zaczyna się szukanie dziury w całym - dodaje Buncol.
Tajemnica mundialu w Meksyku. Prosta odpowiedź
Ofensywny pomocnik reprezentacji przekonuje nas, że to szukanie nie miało najmniejszego sensu. - Tajemnica tamtego mundialu. Byliśmy po prostu słabi. Wyszliśmy z grupy, ale prawda jest taka, że nie było za wesoło - komentuje Buncol, bo jego zdaniem nawet dwa pierwsze mecze (0:0 z Maroko i 1:0 z Portugalią) trudno nazwać dobrymi. A potem to już się posypało. Przegraliśmy 0:3 z Anglią i potem jeszcze, już w 1/8 aż 0:4 z Brazylią. - Pierwszego gola straciliśmy po karnym z kapelusza - zwraca nam uwagę Boniek.
- To był trudny mundial. Wymagająca grupa z Portugalią, Anglią i mocną drużyną z Afryki, a potem jeszcze Brazylia. Jakbyśmy trafili na kogoś innego, to inaczej by to wyglądało - stwierdza Boniek. - Z Anglią, zanim zaczęliśmy tracić bramki, mieliśmy kilka okazji. Z Brazylią był słupek i poprzeczka, a po golu na 0:1 drużyna umarła na boisku, straciliśmy kompletnie wiarę.
Piekło Monterey, to im zaszkodziło
Boniek i Buncol oburzają się, kiedy przytaczamy im stwierdzenia z raportu Piechniczka o tym, że zostali obdarzeni nadmiernym zaufaniem. - Po porażce każdy jest mądry i mówi, że to mógł zrobić, tak, a nie inaczej. Może i trener Piechniczek mógł dać więcej szans młodym, ale czy to byś coś zmieniło? My też nie byliśmy nasyceni, też chcieliśmy grać i wygrywać - wyrokuje Buncol.
- Z kadry na Hiszpanię do Meksyku pojechało raptem kilku zawodników, a taki Władek Żmuda był, ale praktycznie boiska nie widział. Jakbym miał powiedzieć, co nam zaszkodziło, to prędzej zwróciłbym na pogodę i upały w Monterey, gdzie mieliśmy bazę - wspomina Boniek, a Buncol dodaje: - Najgorsza była ta straszna wilgotność. To na pewno nie pomogło, ale tłumaczyć się tym nie możemy, bo inni grali w tych samych warunkach.
Buncol po mundialu do kadry już nie wrócił, a Boniek zakończył reprezentacyjne granie jeszcze w tym samym roku.












