Raul Jimenez przeżył cudem, wrócił do gry i strzelił najważniejszą bramkę
Był jednym z najlepszych piłkarzy inauguracyjnego meczu mundialu Meksyk - RPA (2:0). Po tym jak strzelił bramkę, po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Za moment podniósł ręce w górę, bo gola zadedykował zmarłemu ojcu. Tak naprawdę Raul Jimenez, mistrz olimpijski z 2012 roku, nie powinien nadal grać w piłkę nożną, a tymczasem w wieku 35 lat strzelił najważniejszego gola w swojej karierze. Tylko cud sprawił, bo tak określi to lekarze, że w ogóle przeżył zdarzenie z listopada 2020 roku.

W 67. minucie inauguracyjnego meczu piłkarskich mistrzostw świata w USA, Kanadzie i Meksyku, w stolicy tego ostatniego kraju wybuchła wielka radość. "El Tri" strzelili właśnie drugiego gola w spotkaniu z RPA, a jego autorem był Raul Jimenez.
To postać wyjątkowa w meksykańskim futbolu. W 125. meczu w barwach narodowych strzelił on 46. bramkę. Chyba najważniejszą w karierze. 35-latek jest drugim najlepszym strzelcem w historii. Przed nim znajduje się tylko Javier Hernandez z 52 golami. Tyle samo goli co Jimenez ma z kolei Jared Borgetti.
Meksykańska fiesta na otwarcie mundialu. Dwa gole, aż trzy czerwone kartki
Złamana czaszka, mózg wepchnięty do środka. Życie Raula Jimeneza zawisło na włosku
Dla Jimeneza bramka strzelona na mundialu miała wyjątkowy wymiar. Dlatego też było tak wiele emocji w jego radości. Tak naprawdę bowiem meksykańskiego napastnika nie powinno być na boisku. Ponad pięć lat temu Jimenez, który grał wówczas w Wolverhampton, starł się z Davidem Luizem z Arsenalu Londyn. To było w listopadzie 2020 roku. Życie Meksykanina nagle zawisło na włosku. Wysoki napastnik stracił przytomność i musiał przejść operację z powodu pęknięcia czaszki i obrażeń mózgu. Po dziewięciu miesiącach od tych wydarzeń powrócił i gra, a na jego głowie od tego czasu jest opaska, która chroni bliznę. To, że znów może grać w profesjonalny futbol na najwyższym poziomie to cud, o czym zresztą mówili lekarze. Sam zawodnik też ma tego świadomość.
Jimenez, który miał wtedy 29 lat, był w najlepszym momencie swojej kariery. Świetnie radził sobie w Premiership. To był czas, kiedy był łączony z Manchesterem United i Barceloną. Nagle jednak jego kariera, a nawet życie się odmieniły. Wystarczyła jednak akcja. Jimenez wrócił, by pilnować bliższego słupka, przy rzucie rożnym Arsenalu. I tyle pamięta z tego wydarzenia. Może i dobrze, bo odgłos zderzenia głową z Davidem Luizem słychać było na całym obiekcie, który był pusty ze względu na pandemię.
Jimenez przeszedł wielogodzinną operację, ratującą życie. Jego czaszka była złamana, a mózg został wepchnięty do środka, dlatego zabieg trzeba było przeprowadzić błyskawicznie. Dobę po operacji Meksykanin już pisał do kolegów, że czuje się dobrze. To było niesamowite, ale wielka w tym zasługa lekarzy.
Choć wrócił do gry w Wolverhampton, to jednak widać było, że ma problemy, Odszedł z klubu i odżył w Fulham. Tam w latach 2023-2026 w 98 meczach zdobył 28 bramek. Zmienił też nieco styl gry. Teraz bardziej zaczął bazować na umiejętnościach technicznych i zaangażowaniu. Niedawno jednak Jimenez podpisał znowu kontrakt z Wilkami.
Dotrzymał obietnicy danej ojcu, uczcił jego pamięć bramką zdobytą... głową
W meczu z RPA wszedł na szczyt swojej kariery. Zdobył swoją pierwszą bramkę w finałach piłkarskich mistrzostw świata, a to przecież dla niego czwarty mundial. Przebył drogę od przerażającego, bliskiego śmierci doświadczenia, do uwielbienia przez kibiców. Co ciekawe, gola zdobył strzałem głową. To był jego znak firmowy przed wypadkiem.
Po tym, jak zdobył bramkę, spojrzał w niebo i uniósł ręce w kierunku nieba, dedykując gola swojemu tacie, który zmarł w marcu tego roku. Jimenez obiecał mu, że zdobędzie bramkę na mundialu. I słowa dotrzymał. Tym samym już w pierwszym meczu MŚ byliśmy świadkami niezwykle poruszającego momentu, graniczącego z cudem.
Zobacz również:













