Puszczają nerwy! Reprezentant Hiszpanii zaatakował Maroko
Hiszpania, która była jednym z kandydatów do medalu podczas mistrzostw świata w Katarze, pożegnała się z turniejem po sensacyjnej porażce z Marokiem w 1/8 finału. Gracze "La Furia Roja" skompromitowali się w konkursie rzutów karnych, nie wykorzystując ani jednego z nich. Mimo to po spotkaniu jeden z graczy tej reprezentacji zaatakował rywali, przelewając na nich swoją frustrację.

Hiszpanie, choć byli stawiani w roli faworyta, nawet do złotego medalu, niespodziewanie kończą swój udział w mistrzostwach świata, a Maroko gra dalej! W spotkaniu nie padły bramki, a drużyna Luisa Enrique przegrała w karnych 0:3. Hiszpanie nie wykorzystali ani jednej "jedenastki"!
Hiszpania - Maroko: Rodri zaatakował rywali
Postawa hiszpańskich piłkarzy wywołała w ich ojczyźnie spore dyskusje. Na trenera Luisa Enrique spadła lawina krytyki, a w mediach pisano i klęsce i sugerowano, że jego dni są policzone. Co więcej, dziennikarze doszli do wniosku, że w pewnym momencie jego rolę przejął Sergio Busquets, który przemawiał do swoich kolegów w zastępstwie selekcjonera.
Jednak nie wszyscy zawodnicy winy szukali na swoim podwórku. Dość zaskakująco wypowiedział się po tym spotkaniu obrońca Manchesteru City Rodri, który zaatakował rywali zarzucając im, że nie zaprezentowali niczego szczególnego.
- Trudno jest znaleźć dla siebie jakieś pocieszenie, kiedy masz świadomość, że bardzo ciężko pracowałeś przez cały rok i dałeś z siebie wszystko, no ale... bez urazy, ale Maroko nie zaprezentowało zupełnie nic! Zostali z tyłu i tylko czekali na kontry. Nie dali niczego od siebie - powiedział Hiszpan.
Z jednej strony faktycznie Marokańczycy raczej wyczekiwali na kontry, z drugiej, mieli kilka bardzo dobrych sytuacji, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i gdyby nie Unai Simon, spotkanie zakończyłoby się jeszcze przed rzutami karnym. A już konkurs "jedenastek" to była prawdziwa klęska Hiszpanów, którzy nie wykorzystali żadnej z trzech prób. Tak że szukanie winnych zacząć należy raczej w swoim gronie.
Maroko wykorzystało swoje atuty i gra dalej. Rodri i jego koledzy wracają do domu, bo nie potrafili pokazać swojej siły na boisku. Wylewanie frustracji w mediach niczego już nie zmieni.







