Pierwszy raz w historii. Gianni Infantino nie miał hamulców. W tle wybory
Trwają pierwsze od 1998 roku mistrzostwa świata ze zmianą formatu rozgrywek. System z 48 zespołami ma swoje plusy i minusy. Całość ocenimy po owocach, ale zmartwieniem może być mniej hitów w fazie grupowej (najlepsi rozbili się na 12 grup) czy poziom kilku najsłabszych zespołów. Decyzja Gianniego Infantino może i ma przyczyny sportowe, ale na pewno nie brakuje też tych politycznych.

W lutym 2016 roku Gianni Infantino wygrał wybory w FIFA z kampanijną obietnicą poszerzenia mistrzostw świata do 40 zespołów. - Przywrócimy szacunek i wizerunek organizacji (...) Jestem przekonany o konieczności rozszerzenia listy uczestników do 40 lub 48 drużyn. Turniej z udziałem 48 drużyn trwałby tyle samo, co obecny, a federacje wyraźnie opowiadają się za mistrzostwami świata z większą liczbą drużyn - mówił Szwajcar.
Dziesięć lat później jasne jest, że jedno z tych zdań nie znalazło pokrycia w rzeczywistości. Czempionat globu w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie potrwa 39 dni, tydzień dłużej niż każdy z kilku ostatnich. Rozpoczyna się 11 czerwca, a skończy 19 lipca. Pytanie, czy kibice nie poczują znużenia futbolem, gdy po trzech tygodniach rywalizacji zdadzą sobie sprawę, że są dopiero za półmetkiem. Zamiast 64 meczów będzie ich 104 - różnicę robią 4 grupy więcej (24 spotkania) oraz nowa faza 1/16 finału (16 konfrontacji).
Przeciwny temu był od początku Karl-Heinz Rummenigge, ówczesny przewodniczący Europejskiego Stowarzyszenia Klubów. Apelował o wycofanie decyzji.
Polityka i handel nie powinny być wyłącznym priorytetem w piłce nożnej
"Wszystko jest częścią planu Gianniego Infantino. Niektóre kontynenty są bowiem niezadowolone i uważają, że miejsca w MŚ nie są rozdzielane w odpowiedni sposób" - pisał wtedy o 32-zespołowym mundialu korespondent BBC Radio 5 Richard Conway.
Wypowiedź jego oraz Rummenigge dotyka sedna sprawy. Infantino może tłumaczyć się rozwojem piłki na całym świecie, chęcią przedłużenia sportowego święta, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że równie ważne - jeśli nie ważniejsze - były dla niego argumenty finansowe i polityczne.
Gianni Infantino chce czwartej kadencji. Rywala na horyzoncie nie widać
Cykl 2023-2027 ma przynieść FIFA aż 73 proc. większe przychody niż poprzedni i ok. 100% wyższe niż te z ostatniego okresu sprzed ery Infantino. Dokąd idą te pieniądze? Między innymi dla krajowych federacji. Każda zrzeszona w FIFA (jest ich 211), otrzymuje do 8 milionów dolarów w każdym cyklu na rozwój w ramach systemu "FIFA Forward", który Infantino wprowadził wchodząc na stanowisko 10 lat temu. Biedniejszym krajom oczywiście znacznie pomaga to w szkoleniu zawodników i budowie stadionów. Dodajmy, że każdy z finalistów MŚ 2026 dostaje 12,5 mln nagrody "startowej". Nie trzeba mówić, jak ważna to kwota dla związków z Curacao, Haiti czy Republiki Zielonego Przylądka.

Jaki zatem działacze z tych mniejszych państw mają argument, by głosować przeciwko Infantino? Wybory na prezesa FIFA są tak skonstruowane, że każda z federacji ma jeden głos. Masowe poparcie tych mniejszych i ich uzależnienie od wypłacanych środków są więc "autostradą" do reelekcji prezesa. Jak czytamy w Yahoo! Finance, francuski dziennikarz piłkarski Simon Bolle przekonuje w swojej nowej książce "FIFA Connection. Inquiry Into the Infantino System", że taki system głosowania jeszcze bardziej utrudnia reformę instytucji od wewnątrz.
Dziś pierwszym kryterium tej globalnej organizacji są pieniądze i prezes nawet nie próbuje tego ukrywać
Wiele o obecnej sytuacji mówi fakt, że w 2019 i 2023 roku Infantino nawet nie miał rywala w walce wyborczej. Nie musiało być przeprowadzane głosowanie, jego kandydatura była zatwierdzana przez aklamację. W 2016 r. uzyskał tę funkcję dzięki zwycięstwu nad oponentami z Bahrajnu i Jordanii. Poniżej dokładne liczby.
Wyniki wyborów na prezesa FIFA, 26 lutego 2016 r.:
Gianni Infantino (Szwajcaria) - 115 głosów (56,10%)
Salman Bin Ibrahim Al-Khalifa (Bahrajn) - 88 głosów (42,93%)
Prince Ali bin Hussein (Jordania) - 4 głosy (1,95%)
Infantino już zapowiedział chęć reelekcji w 2027 roku. Zaniepokojeni kibice mogliby więc zadać pytanie, czy aby zwiększyć swój wynik wyborczy, jest w stanie dopuścić na mundial aż 64 kadry narodowe. Wygląda jednak, że przynajmniej na razie dobrnęliśmy do granicy.
- Gianni nie przeforsowałby głosowania w tej sprawie w Radzie nawet gdyby chciał. Powszechne przekonanie, nie tylko w Europie, jest takie, że udział 64 reprezentacji zaszkodziłyby mistrzostwom świata. Byłoby zbyt wiele mało konkurencyjnych meczów i groziłoby to pogorszeniem modelu biznesowego - zdradziło 8 miesięcy temu "The Guardianowi" anonimowe źródło z FIFA. Ostatnie zdanie tej wypowiedzi wskazuje, że czasem i kwestia pazerności finansowej oznacza niejako ratowanie sportowego widowiska. Tyle że potwierdza to prostą tezę: pieniądz rządzi światem. A już na pewno piłkarskim.





![Polski mur zatrzymał Amerykanów. Najlepsze bloki z meczu USA – Polska [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2IUYTB4LNJR7-C401.webp)



![Polacy wygrali z gigantem. Bartłomiej Bołądź bohaterem [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2ITNJB17VTGW-C401.webp)


