Wygrani mistrzostw świata 2026
Mistrzowie świata - niemiecka solidność i hiszpański temperament
Luisowi de la Fuente udało się sprawić, że Hiszpanie zagrali niemal idealny turniej. Choć zaczęli od niespodziewanego remisu z Republiką Zielonego Przylądka. Selekcjoner zadbał przede wszystkim o obronę i jego podopieczni stracili tylko jedną bramkę przez cały turniej. Może nie byli przesadnie skuteczni, ale potrafili zdominować właściwie każdego rywala w drodze po złoto. W półfinale nie pozostawili złudzeń Francuzom, podobnie jak w finale Argentynie. I jedynie z powodu braku skuteczności kibice mogli drżeć o wyniki. Mecze z Portugalią i Belgią rozstrzygnęli w końcówkach, a z Argentyną dopiero w dogrywce. Mimo że w każdym mieli przewagę w posiadaniu piłki i oddanych strzałach.
Hiszpania nie miała też tylko jednej gwiazdy, bo kreowany na lidera Lamine Yamal rozegrał przeciętny turniej. Miała za to liderów w każdej formacji - świetnego bramkarza Unai Simona, młodego wyjadacza w obronie Pau Cubarsiego, bocznych obrońców Porro i Cucurellę, którzy zapędzali się pod pole karne, bo wiedzieli, że za plecami mają Rodriego i Fabiana Ruiza. Do tego świetny kreatywny pomocnik Olmo, skrzydłowi Yamal i Baena, których pilnowało po dwóch rywali, a do tego zaskakujący instynktem strzeleckim Oyarzabal. I jeszcze świetną ławkę - dwa razy zespół ratował rezerwowy Merino, a finał rozstrzygnął kolejny zmiennik - Torres.
Erling Haaland i wiosłujący Wikingowie
Reprezentacji Norwegii i jej kibicom zawdzięczamy najbardziej spektakularne widowisko, które zaczęło się na trybunach mundialu a objęło cały kraj i internet. Kibice najpierw na stadionie wiosłowali sami, potem po zwycięstwach do "Viking row" dołączyli piłkarze, a następnie gromkie "Ro!" niosło się po całych fiordach, przez platformy wiertnicze, stacje benzynowe, biblioteki po norweski parlament i dwór królewski.
Swoje dołożył Haaland, który nie tylko świetnie grał w piłkę (siedem goli w pięciu meczach) i poprowadził drużynę do wyeliminowania Brazylii, a niewiele zabrakło też do pokonania Anglii. Norweg był oczywiście popularny już wcześniej, ale teraz stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny. Utwór nagrany w nastoletnich czasach trafiła na norweską listę przebojów. Z kolei piosenka "Haaland (Ha Ha Ha)" stworzona przez fanów Manchesteru City stała się hitem internetowym podczas mistrzostw świata 2026, a kibice pod tę melodię nagrywali filmiki, naśladowali styl chodzenia a nawet miny Norwega.
Vozinha i Republika Zielonego Przylądka
Dzięki powiększeniu mistrzostw świata do 48 drużyn mogliśmy być świadkami tak pięknych historii jak debiutu na mundialu reprezentacji Curacao czy Republiki Zielonego Przylądka. Ci drudzy już w pierwszym meczu sprawili olbrzymią niespodziankę i zatrzymali Hiszpanię. Mało tego, okazali się jedyną drużyną, która nie odniosła zwycięstwa, a i tak awansowała do fazy pucharowej - wystarczyły trzy remisy. I do końca występów na mundialu nie przegrali w regulaminowym czasie gry. A w 1/16 finału napędzili stracha Argentynie. Dwa razy doprowadzali do remisu i dopiero samobójcza bramka w 111. minucie ostatecznie wyeliminowała ich mundialu.
Bohaterem spotkania z Hiszpanią, a także kolejnych był Josimar Jose Evora Dias, czyli Vozinha. 40-letni bramkarz ostatnio grający w portugalskim drugoligowcu jest przykładem, że w takim wieku i ze skazywaną na pożarcie drużyną w piłce nożnej wszystko jest możliwe. Zyskał też ogromną popularność w mediach społecznościowych. Przed mundialem na instagramie obserwowało go około 50 tysięcy osób. Błyskawicznie ta liczba zwiększyła się o 60 000 procent - do niemal 30 mln followersów. Podobno plan zatrudnienia Vozinhi miała Wieczysta Kraków.
Piękny ostatni taniec (?) Leo Messiego
39-letni Argentyńczyk pokazał, że nazywanie go najlepszym piłkarzem w historii piłki nożnej, nie jest pozbawione podstaw. Po raz trzeci poprowadził Argentynę do finału, co w historii mundialu udało się tylko Brazylijczykom Cafu, Pele i Ronaldo oraz Niemcom Lotharowi Matthausowi i Pierre'owi Littbarskiemu. I choć Pele jest legendą światowej piłki, to Messi zdobył więcej bramek na mundialach (zagrał też więcej spotkań).
Choć ma już 39 lat to podczas mistrzostw świata pokazał ogromną klasę. Zdobył osiem goli i zaliczył cztery asysty. W meczu z Egiptem to on dał sygnał do ataku. Po jego podaniu Argentyńczycy zdobyli kontaktową bramkę, a potem Messi doprowadził do remisu. Kolejną asystę zaliczył w ćwierćfinale ze Szwajcarią. A popisem był półfinał z Anglią. Messi niby dreptał po boisku, chował się na prawej stronie, ale dwa jego perfekcyjne zagrania pozwoliły Argentynie odwrócić losy meczu i pokonać Anglików 2:1.
Ofensywny futbol - najskuteczniejszy mundial od 1970 roku
Prawie trzy bramki na spotkanie - tak ofensywnego mundalu nie było od… 1958 roku. Wtedy w 35 meczach padło 126 goli (3,6 na mecz). Na wysokości zadania stanęły największe gwiazdy światowej piłki. Kylian Mbappe zdobył dziesięć goli, Messi osiem, Jude Bellingham i wspomniany Haaland po siedem. A do tego Harry Kane i Ousmane Dembele po sześć. Poniżej oczekiwań wypadł jedynie Cristiano Ronaldo (trzy).
W 104 meczach padło 308 goli (średnia 2,96). Na sześciu poprzednich mundialach w XXI wieku średnia ledwie przekroczyła 2,5 bramki na spotkanie. Podczas tego mundialu w meczu o trzecie miejsce padło 10 goli (Anglia - Francja 6:4). Tylko w czterech spotkaniach w historii mistrzostw świata strzelono więcej bramek. Najwięcej w 1954 roku w spotkaniu Austria - Szwajcaria (7:5). Jest też biało-czerwony akcent 11 bramek w spotkaniu Polska Brazylia (5:6).
Najwięksi przegrani mundialu
Niemiecka myśl szkoleniowa
W 1990 roku Gary Lineker stwierdził, że "piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy". To powiedzenie przechodzi już do lamusa. Reprezentacja Niemiec po raz trzeci z rzędu zawiodła podczas mistrzostw świata, choć i tak zagrała lepiej niż w 2018 i 2022 roku, kiedy nie wyszła z grupy. Tym razem w 1/16 finału odpadła po rzutach karnych z Paragwajem.
Selekcjonerem naszych zachodnich sąsiadów był Julian Nagelsmann (po mundialu zrezygnował - zgodził się na 7 mln euro odprawy). Lista zarzutów wobec Niemca jest długa: brak doświadczenia, problemy z komunikacją (wolał wysyłać wiadomości do piłkarzy niż rozmawiać), zawodnicy nie szli za nim, jak w ogień (za pracę podziękował mu tylko jeden), zbyt duża wiara w taktykę, otoczył się teoretykami a w sztabie brakowało byłych reprezentantów Niemiec, obwinianie wszystkich, tylko nie siebie, zły dobór zawodników.
Lepiej spisał się inny niemiecki trener Thomas Tuchel, ale wystarczył jeden mecz, by spadły na niego gromy. Choć reprezentacja Anglii zdobyła brązowy medal (pokonała 6:4 Francję), to zawaliła ogromną szansę, by awansować do finału. W półfinale prowadziła 1:0 z Argentyną i zamiast pójść za ciosem, szkoleniowiec zarządził wycofanie się do obrony. A do tego zaczął wpuszczać kolejnych obrońców. Nic to nie dało, a tylko nakręciło rywali. Argentyńczycy zepchnęli Anglików do rozpaczliwej obrony. Choć cuda w bramce wyczyniał Pickford, to przeważył geniusz Messiego. Dwa precyzyjne podania, Argentyna odwróciła losy meczu i zagrała w finale.
Na Tuchela spadła ogromna krytyka za tzw. "obronę Częstochowy". Anglia zaprzepaściła ogromną szansę, by pierwszy raz od 60 lat zagrać w finale. Po raz 12 od 1966 roku wraca na tarczy i zamiast "footbal is coming home", ponownie "England is going home".
Przerost ambicji Cristiano Ronaldo
"Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym" - śpiewał Perfect, ale Cristiano Ronaldo tej piosenki nie znał, a nawet, jeśli kiedyś mu ją puścił Wojciech Szczęsny, to nie rozumiał słów. Portugalczyk wciąż uważa, że jest w formie jak co najmniej dziesięć lat temu, kiedy Portugalia wygrała mistrzostwo Europy. Jest przekonany, że się nie starzeje i wciąż zachwyca kibiców. Tyle że teraz już niemal wyłącznie w Arabii Saudyjskiej.
Na mundialu zawiódł totalnie. Drużyna odpadła w 1/8 finału. Ronaldo w przeciwieństwie do Leo Messiego nie potrafił znaleźć na siebie sposobu. Wielkie ego wszystko przysłoniło i jak zwykle chciał być najważniejszy, a zespół miał być podporządkowany właśnie niemu. Ronaldo strzelił trzy gole, ale dwa Uzbekistanowi, a trzeciego z rzutu karnego Chorwacji. Cristiano jest wielkim piłkarzem, jednak zejść ze sceny z klasą nie potrafi.
Gianni Infantino (i FIFA)
Zrobił wiele, by nie tylko kibicom, ale też piłkarzom i trenerom obrzydzić piłkę nożną, a przypodobać się bogatym i wpływowym. Zachowuje się jakby mistrzostwa świata były jego prywatnym folwarkiem. Pod płaszczykiem dbania o piłkarzy wprowadza przymusowe trzyminutowe przerwy na nawadnianie. Tak naprawdę zmienia zasady gry i dzieli mecz na cztery części. A to tylko po to, by napchać kieszenie telewizji za reklamy. Przerwa w finale ma trwać dwa razy dłużej niż zwykle? Nie ma problemu. Najważniejsze jest show i kasa za reklamy.
To jeszcze nic w porównaniu do zawieszenia dyskwalifikacji gwiazdy reprezentacji Stanów Zjednoczonych, by mogła zagrać przeciwko Belgii. A to wszytko po telefonie od prezydenta Donalda Trumpa. A do tego niekończące się kontrowersje związane z poziomem sędziowania i rzekome sprzyjanie Argentynie.
Donald Trump i jeden telefon do Infantino
"Jak można karać go za spotkanie, które jeszcze się nie odbyło?" - mówił prezydent USA po tym jak Folarin Balogun, gwiazda amerykańskiej reprezentacji, został ukarany czerwoną i zgodnie z przepisami powinien pauzować w spotkaniu z Belgią. Już to jedno zdanie mówi o znajomości piłki nożnej Trumpa. Gorzej jednak, że prezydent Stanów Zjednoczonych wykorzystał swoją pozycję siły i jednym telefonem wymusił na Infantino zawieszenie dyskwalifikacji zawodnika. Na szczęście nic to jednak nie dało, bo Belgowie rozbili jego rodaków 4:1.
To jednak nie koniec kontrowersyjnych decyzji Białego Domu. Reprezentacja Iranu była poddawana szykanom, choć grała mecze w USA to nie mogli mieć tu bazy treningowej, a na mecze przylatywali z Meksyku i jak najszybciej mieli wracać. A jednemu z czołowych arbitrów Omarowi Abdulkadirowi Artanowi odmówiono wjazdu do Stanów Zjednoczonych.



























