Nerwy do końca. Szalona walka o 2. miejsce. VAR i odpowiedź po 10 minutach
W spotkaniu decydującym o układzie tabeli w grupie L nie brakowało emocji. Pierwsza połowa należała do Chorwatów, którzy schodzili do szatni prowadząc 1:0. Po zmianie stron Ghana doprowadziła jednak do wyrównania po sytuacji, w której interweniował VAR. Ale ostatnie słowo należało do ekipy z Bałkanów, która nie dała złamać, przechylając szalę zwycięstwa na swoją korzyć. Ostatecznie wicemistrzowie świata z 2018 roku wygrali 2:1, dzięki czemu zajęli drugie miejsce w tabeli. Ghana zakończyła zmagania na trzeciej lokacie, ale także może już cieszyć się z awansu do fazy pucharowej.

"4 punkty - Anglia, 4 punkty - Ghana, 3 punkty - Chorwacja, 0 punktów - Panama" - tak przed startem finałowej kolejki wyglądała sytuacja w grupie L. I to najlepiej oddaje stawkę, jaka ciążyła na podopiecznych Zlatko Dalicia oraz Carlosa Queiroza.
Mecz z faworytem mundialu, a tu takie wieści z obozu "katów" Polaków. Absolutna katastrofa
Emocje czuć było także na trybunach i to już w pierwszej fazie spotkania. Bo gdy tylko piłkarze z Ghany niespiesznie rozgrywali piłkę w środkowej strefie, nie mogąc znaleźć odpowiednich rozwiązań, ich poczynaniom natychmiast zaczynały towarzyszyć gwizdy. Ale choć atmosfera była gorąca, przez długi czas nie brakowało nie tyle bramek, co nawet groźnych sytuacji.
Entuzjastyczne okrzyki fanów zebranych na Philadelphia Stadium rozległy się dopiero w 17. minucie, gdy składną kontrę Chorwatów spuentował strzałem z dystansu Nikola Vlasić. Do szczęścia zabrakło mu niewiele, bo 28-letni zawodnik Torino obił słupek.
Amerykanie zaskakują w sprawie. mundialu. Rozmowa z Trumpem. To byłoby szaleństwo
Nieco dalej od celu był kilka minut później Marin Pongracić, który doszedł do uderzenia głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką. Jeden z kolejnych stałych fragmentów gry przyniósł w końcu pierwszy celny strzał w tym meczu. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Ivan Perisic nie zmusił stojącego między słupkami Benjamina Asare do większego wysiłku.
Wobec kolejnych niepowodzeń Chorwaci wrócili do tego, od czego rozpoczęli swoje ataki. W 31. minucie Petar Sucić zdecydował się na płaski strzał ze znacznej odległości, a ta decyzja była... "strzałem w dziesiątkę", bo zapewniła jego drużynie prowadzenie 1:0, które utrzymało się już do przerwy.
Carlos Queiroz nie mógł być zadowolony z tego, co widział na murawie. Dlatego przed startem drugiej połowy dokonał podwójnej roszady. Na murawie pojawili się Kojo Peprah oraz Issahaku Fatawu. Drugi z nich potrzebował zaledwie kilkudziesięciu sekund, by dać sygnał do ataku, oddając groźne, choć koniec końców niecelne uderzenie. Było to jednak jasne ostrzeżenie dla Chorwatów, że prowadzenia nie obronią bez walki.
Podopieczni Zlatko Dalicia rzeczywiście walczyli, chwilami wręcz bohatersko wybijając piłkę w ostatniej chwili spod nóg rywali we własnym polu karnym. Ghana przejęła inicjatywę i chciała spuentować swoje starania bramką wyrównującą. Dlatego też mieli o czym rozmawiać podczas przerwy na nawodnienie piłkarze z Bałkanów.
To jednak piłkarze z Afryki tuż po powrocie do gry trafili do siatki, a ręce w geście triumfu wzniósł Derrick Luckassen. Jego radość została jednak pierwotnie przerwana, bo sędzia Drew Fischer zasygnalizował ofsajd. Na pozycji spalonej znajdował się jednak nie strzelec gola, a Kwasi Sibo, który jednak nie brał bezpośredniego udziału w akcji. Tak po analizie VAR uznał kanadyjski arbiter, ostatecznie uznając trafienie.
Stracony gol nie podłamał jednak Chorwatów, którzy odpowiedzieli. I to stosunkowo szybko. W 83. minucie na 2:1 trafił Nikola Vlasić, wykorzystując dośrodkowanie Luki Modricia z rzutu rożnego.
Dla losów obu ekip ważne było także to, co wydarzy się w meczu Anglii z Panamą, które zakończyło się triumfem "Synów Albionu", gwarantującym im pierwsze miejsce w tabel grupy L. Drugie miejsce zajęli Chorwaci (którzy w 1/16 finału zagrają z drugą drużyną z grupy K), a trzecie reprezentacja Ghany (którą czekać będzie pojedynek z triumfatorem grupy K).










