Mundial jak samochód, czyli ile to wszystko kosztuje. Ceny szokują
W historii piłkarskich imprez nigdy nie było droższego turnieju dla kibica. FIFA i USA absolutnie zwariowały sprawiając, że kilkudniowy wypad na mecz swojej drużyny ma dziś wartość używanego samochodu niezłej klasy. Sprawdziliśmy, jak mocno zasiloną kieszeń trzeba mieć, by oglądać mecze z trybun na drugim końcu świata.

- Moi znajomi polecieli cztery lata temu do Kataru. Za 4 tys. dolarów mieli zapewniony przelot w dwie strony, hotel, wyżywienie i bilety na sześć meczów tamtych mistrzostw. Ja za dwie wejściówki na mecz Brazylii z Haiti zapłaciłem 2,4 tys. dolarów. Oni za 4 tys. spędzili kilka tygodni w Katarze. Ja mam mundial w swoim mieście, a nie jestem w stanie pójść na więcej niż jeden mecz - mówił Interii Alisson De Souza, młody Brazylijczyk mieszkający od ósmego roku życia w Nowym Jorku.

Artur Kurasiewicz, prezes polonijnej odnogi Stali Mielec w tym mieście, wstrzymywał się do końca z kupnem biletów na mecz Norwegia - Senegal, ale ostatecznie na tym stracił - wejściówki zamiast tanieć, drożały. I zahaczyły o tysiąc dolarów za sztukę.

To kibice, którzy mają mundial pod nosem - nie płacą za przelot, czy zameldowanie. Szczęśliwcy, którzy dostali mistrzostwa tanio, nawet jeśli drogo.
Ile to wszystko kosztuje?
Przed amerykańskimi stadionami można spotkać kibiców ubranych od stóp do głów w barwy swoich reprezentacji. Na trybunach trzymają piwo za około 20 dolarów i zajadają burgery kosztujące niewiele mniej. Można odnieść wrażenie, że cena nie ma większego znaczenia, bo ludzie i tak stoją w kolejkach.
- Ceny są absurdalne, ale podobnie to wygląda na meczach Eagles - mówi mi jeden z kibiców na stadionie w Filadelfii, gdzie w sezonie gra miejscowa ekipa w futbolowej NFL.
- Wydaje mi się, że FIFA specjalnie przydzieliła ten turniej USA, by przyzwyczaić ludzi do takich kosztów i później robić to przy okazji każdego następnego turnieju. A później to powtarzać - dodaje wspomniany na początku Alisson. I ludzie faktycznie się przyzwyczajają. Piwo kosztujące około 20 dolarów nie odstrasza. Podobnie jak frytki za 11 dolarów, burgery za 18-20 dolarów czy pizza, za którą trzeba zapłacić niemal tyle samo. Gdy do ceny dochodzi podatek, jedno piwo i jeden skromny posiłek mogą kosztować równowartość około 150 zł.
Nie ma tanich biletów
FIFA reklamowała najtańsze bilety po 60 dolarów. Zgarnęła je garstka szczęściarzy, więc nawet nie ma sensu zaliczać do rachunku takiej kwoty. O "normalnych" cenach na spotkania fazy grupowej już wspominaliśmy. FIFA, likwidując działalność "koników" - pisaliśmy o tym w Interii w tym miejscu - sama się takim stała, kasując po 15 proc. prowizji od odsprzedawanej wejściówki. Przy wejściówce za 400 dolarów robi się z tego 460 dolarów. Przy bilecie za 2735 dolarów - ponad 3145 dolarów. W przeliczeniu to prawie 11,5 tysiąca złotych tylko za możliwość wejścia na jedno spotkanie.
Samochód? Kolejne kilkaset złotych
Spośród miast-gospodarzy, trzy (Boston, Nowy Jork, Filadelfia) znajdują się w odległości, którą śmiało można pokonać samochodem. Wynajem na jeden dzień to koszt około 500 zł (plus paliwo i opłaty za autostrady), co może być kwotą niższą od… parkingów. Najtańsze parkingi, jakie widzieliśmy w otoczeniu mundialowych aren, kosztowały 80 dolarów. W Filadelfii zostawienie samochodu przy stadionie wynosiło już 150 dolarów, czyli blisko 550 zł. Kibic podróżujący samotnie może uratować budżet, korzystając z komunikacji. W Los Angeles całodzienna jazda metrem kosztuje zaledwie pięć dolarów. W innych miastach ceny też nie przerażają (Nowy Jork to 3 dolary za kurs). Nie wszędzie jest jednak równie łatwo. Część amerykańskich stadionów zbudowano na przedmieściach, w otoczeniu ogromnych parkingów, a nie gęstej sieci transportu publicznego. W Teksasie korzysta się z płatnych przejazdów z aplikacji - przynajmniej 70 dolarów za jazdę z centrum.
Ceny noclegów różnią się jeszcze bardziej niż ceny wejściówek. Zależą od miasta, terminu, standardu i odległości od stadionu. W najbardziej budżetowej kalkulacji można założyć około 120 dolarów za pokój. Taki nocleg zazwyczaj będzie jednak oddalony od centrum albo stadionu, a do podanej ceny trzeba doliczyć lokalne podatki. Przyzwoity hotel w rozsądnej lokalizacji to raczej około 200-300 dolarów za noc. Podczas najpopularniejszych spotkań albo w drogich miastach takich jak Nowy Jork, Los Angeles, Miami czy San Francisco rachunek może przekroczyć 500 dolarów.
Do obliczeń przyjmijmy:
- wariant budżetowy: 140 dolarów;
- wariant realistyczny: 250 dolarów;
- wariant drogi: 500-600 dolarów.
A to tylko jedna noc. Kibic przylatujący z Polski raczej nie pokona Atlantyku po to, aby kilka godzin po meczu wrócić na lotnisko. Każdy dodatkowy nocleg może więc powiększyć rachunek o kilkaset lub nawet kilka tysięcy złotych.
Głodny, czy z wyczyszczonym portfelem?
Na stadion można wejść, nie kupując niczego do jedzenia. To najprostszy sposób oszczędzania. Jeśli jednak kibic chce zjeść i napić się podczas trwającego kilka godzin wydarzenia, musi przygotować się na kolejny wydatek.
Przykładowy zestaw:
- piwo: około 20 dolarów,
- burger: około 20 dolarów,
- woda lub napój: 6-9 dolarów.
Po doliczeniu podatku rachunek zbliża się do 50 dolarów, czyli około 180 zł. Dwa piwa, burger i frytki oznaczają już wydatek wynoszący około 80-85 dolarów. Ponad 300 zł za jedzenie, które w większości przypadków trudno nazwać restauracyjnym.
Ile to wszystko wyjdzie razem?
Wariant pierwszy: mundial maksymalnie budżetowy
Załóżmy, że kibic:
- kupił "tani" bilet za 300 dolarów;
- korzysta z komunikacji publicznej za 10 dolarów;
- znalazł nocleg za 140 dolarów;
- na stadionie kupił tylko frytki i wodę za około 19 dolarów z podatkiem;
- nie musi lecieć do innego miasta.
Razem: około 1,65 tys. zł. Plus lot z Polski około 3,5 tys. zł w dwie strony. Mamy zatem ponad 5 tys. zł za obejrzenie jednego meczu ze spędzeniem zaledwie jednej nocy w USA. W wersji budżetowej!
Wariant drugi: realistyczny wyjazd jednego kibica
Załóżmy teraz, że kibic:
- kupuje bilet za 800 dolarów na oficjalnym rynku odsprzedaży;
- zostawia samochód na parkingu za 80 dolarów;
- śpi w hotelu kosztującym 250 dolarów;
- kupuje burgera, piwo i wodę;
- musi polecieć do innego miasta: za bliższy lot i nadawany bagaż płaci łącznie 400 dolarów.
Razem: ok. 6000 zł plus lot z Polski, zatem mamy 10 tys. zł za dwudniowy wypad. A kto leci na dwa dni?
Wariant trzeci: finał i najlepsze miejsce
Najdroższe oficjalne bilety na finał osiągały cenę 10 990 dolarów. Gdyby taki bilet został kupiony z 15-procentową opłatą rynku odsprzedaży, koszt wejścia na stadion wyniósłby około 12 640 dolarów.
Dodajmy:
- parking: 150 dolarów;
- hotel w rejonie Nowego Jorku podczas finału: 1000 dolarów;
- jedzenie i napoje: 85 dolarów;
Zakładamy, że kibic z Polski przyleciał bezpośrednio do Nowego Jorku za 4 tys. zł.
Razem: ok. 55 tys. zł.
Tanio to już było. Na przykład w drogim Katarze.









