Argentyna z kompletem punktów króluje w tabeli grupy J. Obrońcy tytułu w dwóch meczach strzelili dotąd 5 goli - trzy w starciu z Algierią i dwa w meczu z Austrią. A autorem wszystkich z nich został Leo Messi.
Poniedziałkowy dublet pozwolił geniuszowi futbolu zostać - już samodzielnie, a nie do spółki z Miroslavem Klose - najlepszym strzelcem w historii mistrzostw świata. A przecież jego dorobek mógł być jeszcze bardziej okazały.
W premierowym starciu jedno z jego trafień zostało "skasowane" przez sędziego. A w poniedziałek as Interu Miami zmarnował rzut karny, czego początkowo nie mógł sobie darować. Sam opowiedział o tym już po meczu.
- Były chwile, gdy byłem na siebie wściekły za tego karnego, ale udało mi się zrehabilitować. To było niezwykle ważne zwycięstwo, trudne, ciężko wypracowane. Daje nam to spokój na kolejne dni. Wszystko ułożyło się dzisiaj spektakularnie. Jestem zadowolony z wyniku i pracy całej drużyny - powiedział Leo Messi.
Jestem bardzo zmęczony
Zobaczymy więc, czy 38-latek wybiegnie w podstawowym składzie także w niedzielnym meczu z Jordanią, w którym "Albicelestes" nie będą już drżeć o awans.
MŚ 2026: Argentyna - Austria. Messi zabrał głos, co za słowa Rangnicka
Sam rekord Leo Messiego sprawił radość nie tylko jemu samemu, ale i jego kolegom i samemu selekcjonerowi.
- Wszyscy możemy się cieszyć z rekordu Messiego - stwierdził Lionel Scaloni. - To był trudny mecz z silnym przeciwnikiem. Austriacy grają wysokimi piłkami, są bardzo wysocy. Niestrzelony karny nie był jakimś wielkim ciosem. Gdyby padł gol, wszystko wyglądałoby inaczej, ale dalej mieliśmy sytuację pod kontrolą - zaznaczył przy tym.
Głos w sprawie Leo Messiego zabrał także trener rywali Ralf Rangnick, wystawiając mu piękną laurkę.
On jest na zupełnie innym poziomie, jest najlepszy. Kiedy ktoś, kto ma 39 lat, strzela dwa gole w takim meczu, a pięć na początku mundialu, to robi ogromną różnicę. Pokazał dzisiaj, że nie jest jednym z najlepszych, tylko tym najlepszym













