Meksykanka zaskoczyła ws. Trumpa. Sprawa wyglądała na inną
Nowy Jork u progu mundialu nawiedziła skrajna fala upałów. Ale i tak najgoręcej było w klimatyzowanym pomieszczeniu jednego z tutejszych meksykańskich barów, który odwiedziliśmy przy okazji meczu Meksyk - RPA.

Pierwsze zaskoczenie spotkało nas już po tym, jak chcieliśmy się zorientować, czy nowojorscy Meksykanie pałają tak wielką niechęcią do Donalda Trumpa, jak można by się spodziewać. Amerykański prezydent od lat nie czuje miłości do przedstawicieli tego narodu. Szerokim echem odbijały się jego wypowiedzi o tym, że Meksyk celowo przerzuca przez granicę swoich najgorszych obywateli, albo o potrzebie zbudowania muru wzdłuż całej granicy. Jednak wśród tutejszych Meksykanów sprawa nie jest tak zero-jedynkowa.
Marta, dziewczyna, którą spotykamy przy barze, po pytaniu, co powrót Donalda Trumpa na prezydencki stołek zmienił w jej życiu, zaskakuje wyznaniem. - Prawdę mówiąc, choć może to przypadek, w moim życiu zaczęło układać się lepiej. Dostałam niedawno bardzo dobrą propozycję pracy, zaczynam w poniedziałek. Wcześniej pracowałam w Apple'u. Wydaje mi się, że nawet jeśli trudno lubić Trumpa, problem z nim mają tylko ci, którzy "nie mają papierów" na pobyt w USA. Zresztą to nie tylko problem Meksykanów, bo to samo dotyczy Salwadorczyków, czy ludzi z Hondurasu, natomiast jeśli pytasz mnie - kompletnie nie mam odczucia, by wybór Trumpa pogorszył moją sytuację.
Takich głosów było więcej, choć jednocześnie nikt nie mówił o prezydencie USA pozytywnie. Natomiast dało się wyczuć, że do Amor Loco faktycznie przyszło wielu Meksykanów raczej z wyższych sfer.
Polityka na drugi plan
Choć mamy do czynienia z najbardziej upolitycznionym mundialem w historii, te kwestie nie miały żadnego znaczenia w czasie meczu. Styl oglądania meczu przez Meksykanów jest w pewien sposób wyjątkowy - choć wszyscy daliby się pokroić za swoją reprezentację i jej sukcesy, co najmniej równie ważne było spotkanie z ludźmi. Gdy zaczęła się druga połowa, duża część baru nawet nie zwróciła na to uwagi. Gdy siedziałem bez nikogo do towarzystwa, za każdym razem kończyło się to zagadaniem ze strony któregoś z Meksykanów. Hitem był natomiast występ kapeli El Mariachi, która nagle pojawiła się w okolicach końca meczu i grała przez następną godzinę. Cały bar śpiewał i trudno było odnieść wrażenie, że tylko dlatego, że Meksyk na boisku wygrał z RPA. To było coś innego - coś, co by się odbyło nawet przy innym wyniku.
- Żałuję tylko jednego: że nie mogę być dziś w Mexico City - rzuca Marta na koniec. Tutaj też jest pięknie, ale to nie to samo. Tęsknię za tym całym chaosem, za uściskami zupełnie obcych ludzi na ulicy i poczuciem, że cały kraj oddycha jednym rytmem - dodaje. Po czym idzie na parkiet, bo samo do muzyki Mariachi się przecież nie zatańczy.








![Iran uciekł ze strefy zagrożenia. Niemcy pokonani po tie-breaku [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N27E0281EYNF7-C401.webp)

