W ostatnim czasie wokół mundialu wytworzyła się narracja, że sędziowie i FIFA "pchają Argentynę do finału". Kibice grzmią o wielkich sędziowskich skandalach. Historycznych pomyłkach. Rozpętała się prawdziwa burza.
Trudno nie odnieść wrażenia, że to, co obserwujemy, to zbiorowa histeria podyktowana głównie emocjami, a nie obiektywnym podejściem do sprawy. Rzeczywiście - Mateu Lahoz w meczu Holandia - Argentyna w 2022 roku stracił panowanie nad meczem. Poprowadził tamto spotkanie bardzo źle. Największe błędy w historii mundiali były popełniane jednak w innych spotkaniach. I nie chodzi tu o mecz Argentyny z Egiptem z bieżącego turnieju. Obóz reprezentacji z północnej Afryki grzmi oczywiście o "ustawionym meczu", ale nie ma racji. To nadal nic w porównaniu z tym, co działo się w przeszłości.
"Gol widmo" na Wembley. Nadal nikt nie wie, czy rzeczywiście padł
Zacznijmy nie od ewidentnego skandalu, a jednej z największych kontrowersji w historii. Sytuacji do dziś nierozstrzygniętej. W 101. minucie wielkiego finału Anglia - RFN (4:2).
Właśnie wtedy napastnik West Hamu Geoff Hurst oddał strzał na bramkę, po którym piłka odbiła się od poprzeczki i... No właśnie. Wpadła do bramki czy nie? Sędzia uznał gola dla Anglików, a po meczu rozpętała się burza. Niemcy twierdzili bowiem, że piłka na pewno nie przekroczyła linii bramkowej. Hurst natomiast najpierw mówił, że "na sto procent był gol". Pół wieku później natomiast przyznał, "tak naprawdę nie wie".
Technologia również nie rozstrzygnęła sprawy. Badania z wykorzystaniem nowoczesnych technik analizy obrazu z lat 90. wskazały, że zabrakło 6 centymetrów, aby piłka przekroczyła linię. W XXI wieku natomiast kolejne symulacje wykazały, że jednak był gol.
Był rok 1966 roku. Anglia zdobyła wówczas swoje jedyne mistrzostwo świata, a Geoff Hurst ostał pierwszym piłkarzem z hat-trickiem w wielkim finale. Do tej sytuacji jeszcze wrócimy.

Gol nieuznany. Czas meczu dobiegł końca... gdy piłka leciała w pole karne
Rok 1978. Mundial argentyńskiej dyktatury. Junta rządziła krajem w latach 1976-1983 i właśnie na ten okres przypadł jedyny mundial rozgrywany w tym kraju. Do dziś wspominany jako najbardziej polityczna i propagandowa impreza w historii piłki nożnej.
W grupie Brazylia zmierzyła się ze Szwecją. Do ostatniej akcji było 1:1, ale Brazylijczycy mieli jeszcze rzut rożny. Dirceu dośrodkował na głowę Zico, który wbił piłkę do siatki. Sędzia Thomas z Walii nie uznał tej bramki, ponieważ... w trakcie lotu piłki odgwizdał koniec meczu. Skończyło się remisem i wielkim skandalem.
"Myślałem, że nie żyje". Oprawca nie obejrzał nawet żółtej kartki
To był finał mundialu w 1982 roku. Włochy pokonały wtedy RFN, ale do historii przeszedł jeden z najbrutalniejszych fauli w historii.
Przy stanie 1:1 bramkarz RFN wyszedł z bramki do podania Michela Platiniego. Harald Schumacher przy tym wyjściu nie patrzył jednak na piłkę. Wyskoczył, wystawił kolano i z całym impetem wpadł w Patricka Battisona, który kilka minut wcześniej pojawił się na murawie.
Legendarny polski historyk futbolu Leszek Jarosz w swojej "Historii mundiali" napisał, że to nie był zwykły faul. "To była próba próba unicestwienia rywala". Michel Platini w pierwszym momencie myślał, że jego kolega nie żyje. Ostatecznie stracił trzy zęby, miał złamaną żuchwę, wstrząs mózgu i uszkodzone kręgi szyjne.
Harald Schumacher nie obejrzał za ten faul nawet żółtej kartki.

"Ręka Boga"
Tej sytuacji fanom mundialu przypominać nie trzeba. To był rok 1986. W ćwierćfinałowym meczu Argentyna - Anglia Diego Armando Maradona strzelił dwa gole. Jedną najpiękniejszą w historii mundiali. Ale wcześniej miała miejsce "ręka Boga".
Maradona strzelił gola ręką w 51. minucie. Argentyna wygrała tamto spotkanie 2:1, a później wygrała cały mundial. Maradona w dniu swoich 60. urodzin we France Football powiedział, że w ramach najlepszego możliwego prezentu chciałby strzelić Anglikom jeszcze jednego gola - tym razem prawą ręką. - Nie chciał powtórzyć "gola stulecia", też zdobytego z wyspiarzami, chciał powtórzyć "rękę Boga", największe oszustwo w historii mundiali - pisał Leszek Jarosz.
Maradona po meczu nie chciał przyznać się do oszustwa. Powiedział, że "jeśli tak, to chyba była ręka Boga". Stąd nazwa, która przeszła do legendy.
- Ludzie, przecież taki kurdupel nie miał prawa strzelić mi gola głową - Peter Shilton, który wpuścił tego gola, nigdy nie wybaczył Maradonie. - Z wielką satysfakcją śledziłem później wszystkie jego niepowodzenia, afery narkotykowe i skandale dopingowe - mówił po latach angielski bramkarz.

Historyczny wynik Korei Południowej. I historyczne "wałki"
Mundial w 2002 roku obfitował w wielkie niespodzianki, sensacje, emocje i romantyczne historie. Miał wszystko, aby zostać zapamiętanym jako jeden z najlepszych w historii. Sędziowane na korzyść gospodarzy w meczach z Włochami i Hiszpanią popsuło jednak ten obraz.
Korea Południowa zajęła historyczne 4. miejsce, ale zdecydowanie powinna odpaść już wcześniej. Najpierw w meczu z Włochami sędzia Byron Moreno pokazał Tottiemu drugą żółtą, a w konsekwencji czerwona kartkę za rzekome symulowanie - tak naprawdę powinien być rzut karny dla Włochów. W tym samym meczu arbiter nie uznał bramki Damiano Tommasiego. Powodem był spalony, którego w rzeczywistości nie było.
Wielu, w tym Sepp Blatter, mówiło, że w tamtym spotkaniu Włosi sami byli sobie winni, ponieważ razili nieskutecznością. W ćwierćfinale jednak Hiszpanie strzelili dwa gole - oba zostały nieuznane. Wówczas Marca pisała, że La Roja padła ofiarą "napadu stulecia". Były to bowiem bramki zdobyte prawidłowo. W 2026 roku mecze z takim sędziowaniem nie miałyby prawa się wydarzyć.
Burza po tym, co zrobiła FIFA. Gwiazdor zagrożony. Porównują go do Messiego
Piłkarz obejrzał trzy żółte kartki
Wyobraź sobie, że w jakimś meczu na tym mundialu piłkarz Argentyny ogląda dwie żółte kartki i nie zostaje wyrzucony z boiska. Pisano by o skandalu stulecia. A właśnie to wydarzyło się w 2006 roku podczas meczu Chorwacja - Australia. Sędzia Graham Poll pokazał Josipowi Simuniciowi trzy żółte kartki, i dopiero wtedy wyrzucił go z boiska. Wówczas dla tego arbitra mundialowa przygoda dobiegła końca.
"Gol widmo" oddany. Anglicy historycznie oszukani
Pisałem, że wrócimy jeszcze do "gola widmo" z Wembley z 1966 roku. To właśnie ten moment. Po tym spotkaniu Niemcy mówili: "Teraz Anglicy wiedzą, jak się wtedy czuliśmy". Frank Lampard strzelił bowiem pięknego gola z rzutu wolnego na 2:2. Powtórki pokazały, że piłka bardzo wyraźnie przekroczyła linię. Sędzia bramki nie uznał. Skończyło się 4:1 dla Niemców.
To był mecz w ramach 1/8 finału na mundialu w 2010 roku. Incydent ten był jednym z powodów dla wprowadzenia technologii goal-line oraz sędziów zabramkowych.

Wszystkie wymienione wyżej pomyłki sędziowskie są decydowanie poważniejsze niż te, które obserwujemy na tegorocznym mundialu. Naprawdę warto zastanowić się, zanim nazwie się coś "największym skandalem w dziejach". Konkurencja jest bowiem duża.











