Kaci Polaków nie mieli litości. Sześć goli na start mundialu, zaczęło się w 7. minucie
W nocy z 14 na 15 czerwca doszło do spotkania, które z pewnością przyciągnęło uwagę kibiców z kraju nad Wisłą. W optymistycznym wariancie to bowiem "Biało-czerwoni" mieli wówczas zainaugurować swój udział w piłkarskich MŚ. Po odpadnięciu w barażach zaszczyt ten przypadł jednak Szwedom. To oni rozpoczęli imprezę od starcia z Tunezyjczykami. Pierwsza połowa układała się pod dyktando Szwedów, choć rywale zdołali ugodzić ich tuż przed przerwą. W drugiej połowie skandynawska reprezentacja umocniła swoje prowadzenie, wygrywając 5:1.

Ciężko opisać emocje, które jeszcze kilka miesięcy temu towarzyszyły kibicom z kraju nad Wisłą. W marcu reprezentacja Polski walczyła bowiem o możliwość występu na tegorocznych piłkarskich mistrzostwach świata. Niestety, w decydującym pojedynku Jan Urban i spółka musieli uznać minimalną wyższość Szwedów.
To właśnie skandynawska reprezentacja zapewniła sobie jeden z ostatnich biletów na najważniejszą piłkarską imprezę czterolecia. Swój udział w amerykańskim turnieju Szwedzi zainaugurowali w nocy z 14 na 15 czerwca. Ich pierwszymi grupowymi rywalami byli reprezentanci Tunezji.
Koszmarny błąd bramkarza Tunezji. Szwedzi zaskoczeni przed przerwą
Już w pierwszych minutach bramce rywali próbował zagrozić Viktor Gyokeres. Snajper Szwedów popisał się jednak bardzo niecelnym uderzeniem.
W 7. minucie na próbę neutralizacji ataku Szwedów zdecydował się Abdelmouhib Chamakh. Źle wykalkulowane wyjście golkipera sprawiło jednak, że droga do bramki Tunezyjczyków była o wiele słabiej strzeżona. Zamieszanie perfekcyjnie wykorzystał Yasin Ayari, dając swojej ekipie prowadzenie.
Tunezyjczycy mogli odpowiedzieć na to trafienie już w 13. minucie, lecz Kristoffer Nordfeldt popisał się bardzo przytomnym zachowaniem we własnym polu karnym.
W kolejnych minutach pierwszej połowy Szwedzi wciąż narzucali swój rytm gry, spychając Tunezyjczyków do głębokiej defensywy. Ich starania przyniosły efekt w 30. minucie. To właśnie wtedy po indywidualnym rajdzie wynik spotkania podwyższył Alexander Isak.
Wydawało się, że pogromcy Polaków mają całkowitą kontrolę nad przebiegiem meczu. Sytuacja uległa jednak zmianie w 43. minucie. Po dośrodkowaniu w pole karne piłka trafiła na głowę Omara Rekikiego. Uderzenie 24-latka nie dało najmniejszych szans golkiperowi. Była to zarazem jedna z ostatnich akcji tej części spotkania. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:1 dla Szwedów.
Pogromca Polaków ugodził Tunezyjczyków. Wynik ustalił rezerwowy
Druga odsłona zaczęła się natomiast od bardzo intensywnej gry po obu stronach boiska. Nieco lepiej w tej sytuacji odnajdywali się Szwedzi. Ich ataki były jednak niwelowane przez spore kłopoty ze spalonymi. Zbyt prędkie przekroczenie linii defensywy kilkukrotnie skutkowało przerwaniem dogodnej akcji.
W końcu natłok ataków skandynawskiej ekipy musiał przynieść oczekiwane rezultaty. Wydarzyło się to w 59. minucie, kiedy jeden z tunezyjskich defensorów popełnił karygodny błąd przy wyprowadzaniu piłki. Futbolówka trafiła pod nogi Viktora Gyokeresa. Szwedzki snajper tym razem nie miał prawa się pomylić.
Chwilę po zdobyciu czwartego gola doszło natomiast do nieprzyjemnej sytuacji. Jeden ze szwedzkich zawodników - Gabriel Gudmundsson - musiał opuścić plac gry z powodu urazu. Jego miejsce zajął Elliot Stroud. Wyraźnie zdeprymowani Tunezyjczycy wciąż poszukiwali szansy na zdobycie kolejnego gola kontaktowego. Jednocześnie musieli oni nieustannie blokować ataki swoich oponentów.
W 84. minucie na boisku zameldował się Mattias Svanberg. Raptem kilkanaście sekund później cieszył się z trafienia do bramki rywali. Przy dośrodkowaniu znalazł się na wyraźnym spalonym. Zespół VAR sprawdzał jednak, czy przed jego strzałem nie doszło do kontaktu piłki z innym zawodnikiem szwedzkiej ekipy. Tak też się stało. Po zakończeniu analizy gol został ostatecznie zaliczony. Tuż przed końcem doliczonego czasu gry piątego gola dla swojej drużyny zdobył Yasin Ayari. Imponującym wynikiem 5:1 zakończyło się inauguracyjne spotkanie Szwedów.












