Infantino, Trump, gazeta pisząca o zdrajcach. Brutalna prawda o mundialu w USA
- Powiedzmy sobie szczerze: Infantino po prostu lubi, jak się patrzy na jego social media, na to, jak się komunikuje ze światem, itd. Widać, że on lubi być bywalcem salonów politycznych i biznesowych, a bliskość Donalda Trumpa mu to gwarantuje. Dla własnej wygody jest w stanie zrobić wiele - jak choćby wymyślić Nagrodę Pokojową FIFA tylko po to, by wręczyć ją prezydentowi USA - mówi w rozmowie z Interią Michał Banasiak z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej. Mistrzostwa świata startują już 11 czerwca i są pełne podtekstów.

Przemysław Langier (Interia Sport): Dlaczego FIFA wybrała tym razem Amerykę Północną?
Michał Banasiak (analityk relacji polityki i sportu, współzałożyciel Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej): - Ten temat przewijał się od dawna. Amerykanów trochę bolało, że nie udawało im się uzyskać tego mundialu wcześniej - wiemy dokładnie, w jakich okolicznościach ten turniej lądował w Rosji i Katarze. W związku z tym Departament Sprawiedliwości USA i Prokuratura Amerykańska zainteresowały się dość mocno kulisami tamtych decyzji. Pamiętny nalot na kongresie w Zurychu, gdzie zatrzymano działaczy FIFA, był w dużej mierze właśnie sprawką amerkańską, bo tamtejsze prawo daje narzędzia do działania poza granicami, jeżeli znajdzie się pretekst do tego, że sprawa dotyczy interesów USA. W tym wypadku chodziło o korupcję, której ofiarą stał się ten kraj. Przyznanie mundialu Amerykanom było w pewnym sensie puszczeniem "oczka" przez nowe władze FIFA. Po drugie była to też kwestia - przynajmniej wtedy tak się wydawało - bezpiecznego wyboru, bo po wszystkich kontrowersjach związanych z Rosją i z Katarem, FIFA miała poczucie, że wybór USA gwarantuje ciszę i spokój.
Bo "co takiego może się wydarzyć w USA"...
Dokładnie na tej zasadzie. To dobry rynek pod kątem biznesu i stabilne państwo politycznie z zachodniego kręgu. Co może później tak? Jak się później okazało - wiele rzeczy - ale wtedy wręczenie mistrzostw Stanom wyglądało na świetny pomysł.
Z perspektywy Gianniego Infantino wiele się nie zmieniło. Zyskał do tego sojusznika w postaci Donalda Trumpa.
- Na tę relację można spojrzeć z dwóch perspektyw. Z jednej strony mamy Donalda Trumpa, który mając blisko siebie najważniejszego człowieka piłki nożnej, którego kompetencje i możliwości wykraczają poza funkcje zwykłego działacza sportowego, zapewnia sobie gwarancję, że nic nie stanie na drodze przygotowania do turnieju i nic związanego z mistrzostwami nie wydarzy się bez jego wiedzy. To jest dla niego bezcenne w kontekście ochrony czy to prywatnych, czy amerykańskich interesów. Poza tym pamiętamy, że Gianni Infantino stał się w Katarze wręcz ambasadorem ochrony "katarskiego stanu rzeczy" - co Trump pewnie też chętnie przygarnął do siebie. Z kolei z perspektywy Infantino... Powiedzmy sobie szczerze: on po prostu lubi, jak się patrzy na jego social media, na to, jak się komunikuje ze światem, itd. Widać, że on lubi być bywalcem salonów politycznych i biznesowych, a bliskość z Donalda Trumpa mu to gwarantuje. Dla własnej wygody jest w stanie zrobić wiele - jak choćby wymyślić Nagrodę Pokojową FIFA tylko po to, by wręczyć ją prezydentowi USA. Na Infantino wylało się wiadro pomyj za ten gest, był wyśmiewany i wyszydzany, ale miał świadomość, że zorganizował to wszystko dla jednego człowieka. I jeśli ten człowiek - Donald Trump - był zadowolony, to Gianni Infantino mógł tylko zyskać. Po drugie, budując tę relację, Infantino pewnie liczy na to, że mając bezpośredni dostęp do Trumpa, będzie w stanie na niego wpłynąć, ale już widać, że Trump ma znacznie silniejszą pozycję - mówię o sprawie wyprowadzenia się Irańczyków z bazy w USA do bazy w Meksyku.
Relacje Iran - USA są jednymi z najczęściej opisywanych przy okazji startujących mistrzostw. Naprawdę było realne zagrożenie, że Iran nie zagra na turnieju? I jak dziś sami Irańczycy podchodzą do tej sprawy?
- Sytuacja nie jest zero-jedynkowa, bo myślę, że w samym Iranie scenariuszy było bardzo dużo. Gdy pod koniec lutego zaczynała się ofensywa irańsko-izraelska w Iranie, trudno było przewidzieć, jak długo ona potrwa i jakie będzie miała skutki. Wydawało się początkowo, że to będzie błyskawiczna sprawa. Przeciągnęło się w zasadzie do dziś, choć już nie w takim otwartym konflikcie, ale w dalszym ciągu ta sprawa się tli. Wbrew temu, co wiele mediów podnosiło, ani przez moment Irańczycy jednak nie komunikowali, że nie pojadą do Stanów. To znaczy ze strony federacji pierwszego albo drugiego dnia padło, że "w obecnych okolicznościach nie wyobrażamy sobie gry w Stanach Zjednoczonych", ale to było dwuznaczne. Nie niosło ze sobą żadnych konkretnych deklaracji, a w FIFA ani na moment nie zaczęła się dyskusja pod tytułem "planujemy się wycofać". Oczywiście Infantino miał świadomość, że sprawa jest trudna i dlatego gościł niedawno na meczach towarzyskich Iranczyków w Turcji. Infantino poleciał tam, żeby przypilnować sprawy i samemu zorientować się, w jakim ona jest punkcie, ale generalnie Iranczykom od początku zależało na tym, żeby z niczego nie rezygnować. Po pierwsze, jeśli jedziesz na mistrzostwa, dostajesz pieniądze. Po drugie, z powodów politycznych, czyli w momencie, gdy Donald Trump mówi na kolejnych konferencjach, że Iranu już nie ma, trzeba pokazać coś zupełnie przeciwnego. No i trzecia sprawa - mundial to dla nich też po prostu platforma, żeby "odkłamać" obraz, który jest często kreowany przez administrację amerykańską: że to są źli ludzie, że trzeba ich zniszczyć, a tutaj będziemy mieli piłkarzy, którzy pojadą i tak, jak każda inna reprezentacja, będą po prostu grać.
Kwestia Iranu jest też ciekawa z innego powodu - Irańczycy może i nie pałają sympatią do USA, ale wewnątrz kraju nie ma jednego zdania na temat ich własnej władzy. Mundial zawsze daje okazję, by pokazać to światu.
- Tak, to jest ciekawe, jak będzie wyglądała polityka flag. Prezes irańskiej federacji mówił, że nie chce, by na trybunach były widziane inne niż te oryginalne. Te inne to flagi ze złotym lwem, czyli sprzed rewolucji islamskiej. To, czy one będą dopuszczone, czy nie, to też będzie sygnał, na ile Amerykanie się zaangażowali, by forsować swoją narrację polityczną wokół występów Iranu.
A piłkarze? Spodziewasz się ze strony reprezentacji Iranu jakichś gestów protestu wobec polityki USA? Na terenie tego kraju mogłoby to być coś uderzającego.
- Niedawno przed meczem piłkarze stali z plecakami dziecięcymi, co miało być holdem dla ofiar ataku na szkołę dla dziewcząt. Przed innym meczem mieli zdjęcia z osobami zabitymi w czasie tej wojny. Na mundialu to nie przejdzie. FIFA też się nie zgodzi na to, żeby na przykład założyli czarne opaski, bo to by było uznane jako gest polityczny. Natomiast jestem rzeczywiście ciekawy, na ile piłkarze będą chcieli coś zrobić. Byłbym w stanie na przykład wyobrazić sobie, że po strzelonych bramkach będą salutować. To taki wojskowy element, który się czasami pojawia na meczach. Z drugiej strony taki salut byłby odebrany jako wsparcie dla obecnej władzy w Iranie, a nie wiem, czy oni chcieliby być z tym łączeni...
Przypominam sobie z Kataru, że gdy pracowałem wokół meczu USA - Iran, odniosłem bardzo mocne wrażenie, że ze strony kibiców z USA Iran był rywalem, jak każdy inny. Bez większych emocji. Natomiast ze strony Irańczyków było gigantyczne napięcie. To odzwierciedla ogólne podejście tamtejszych społeczeństw do tego konfliktu?
- Coś w tym jest. Ameryka w Iranie jest prezentowana jako "wielki szatan". Wielokrotnie na różnych manifestacjach były palone amerykańskie flagi. Gdy Iran przegrał z Anglią 2:6, gazeta "Hayhan" dała nagłówek: "Iran - 2; Anglia, Saudyjczycy, Izrael, zdrajcy wewnętrzni i zagraniczni - 6". Ta porażka była bardzo upolityczniona.








