Ile polski "konik" zarabiał na MŚ? FIFA zamknęła mu biznes
- Nie wyobrażam tam sobie w obecnych warunkach lecieć do USA i handlować biletami - mówi Interii Dariusz*, polski "konik" zajmujący się "zawodowo" handlem biletami na duże imprezy. Mówi o tym, jak takich jak on, pokonała FIFA i ujawnia, ile do tej pory zarabiał przy okazji takich imprez.

Korespondencja z mundialu w USA
"Konikami" potocznie nazywa się osoby, które skupują bilety na najbardziej oblegane wydarzenia, aby następnie odsprzedawać je z zyskiem. Można ich spotkać przed stadionami i halami koncertowymi, ale obecnie znaczna część handlu przeniosła się do internetu: na zamknięte grupy, komunikatory i platformy sprzedażowe. Konik zarabia na różnicy między ceną zakupu a kwotą, którą jest gotowy zapłacić kibic lub fan niemający już dostępu do oficjalnej puli. Im większe zainteresowanie wydarzeniem i mniejsza dostępność wejściówek, tym wyższa staje się cena na rynku wtórnym. Teoretycznie działa rynkowo. Praktycznie - w wielu przypadkach odbiera wielu możliwość zakupu biletu po cenie nominalnej.
FIFA próbuje ten rynek maksymalnie ograniczyć. Oficjalnym miejscem zakupu wejściówek pozostaje serwis FIFA, a bilety, z których właściciel nie może skorzystać, można wystawiać na fifowskim Marketplace. Organizator ostrzega, że wejściówki kupowane z innych źródeł mogą być nieważne. Jeśli światowej federacji coś związanego z biletami udało się na tych mistrzostwach, to właśnie niszczenie biletowego "podziemia".
*imię rozmówcy zostało zmienione
Polski "konik" ma problem
Dariusz, do którego dotarliśmy, zna ten rynek od dziesięcioleci. Na mundial do USA nie przyjechał jednak jako handlarz. Jak przyznaje, odstraszyły go nie tylko koszty podróży, lecz także możliwe konsekwencje.
- Jak większość kibiców, odstraszyły mnie koszty oraz - jak się spodziewam - problemy z otrzymaniem wizy. Poza tym FIFA wywarła wielką presję na USA. Handel ze strony koników jest tam zakazany i ja sobie nie wyobrażam tam siebie w takiej roli - mówi Dariusz.
Jego zdaniem zmiana nie polega wyłącznie na ściganiu ludzi sprzedających bilety pod stadionami. Tradycyjnych handlarzy wypierają wielkie platformy internetowe, które potrafią ustalać ceny na podstawie zainteresowania konkretnym wydarzeniem. Dariusz wymienia z nazwy jeden serwis, z którym współpracę zaczęła FIFA, destabilizując w ten sposób czarny rynek.
- Ten serwis działa na zasadzie algorytmu. Ustala ceny biletów w zależności od kilku czynników, na przykład zainteresowania meczem. Im mniejsza dostępność biletów, tym wyższa cena - tłumaczy.
W jego ocenie tradycyjny "konik" zostaje zastąpiony przez znacznie większego pośrednika, który może robić właściwie to samo, ale w sposób zautomatyzowany i działając na ogromną skalę. Dariusz nie ukrywa frustracji.
- Także w Polsce, już nie tylko w przypadku imprez sportowych, ale też koncertów, ten serwis staje się monopolistą powoli wyrzucającym zawód konika na margines. A przecież jest wolny rynek. Gdzie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów? - pyta.
Sytuację podczas obecnego mundialu ocenia jednoznacznie. - Na tych mistrzostwach maksymalnie ograniczono rynek wtórny. FIFA walczy z tym, jak może. Odsprzedanie biletu poza oficjalnymi kanałami może się skończyć jego anulowaniem - podkreśla.
Pierwsze bilety sprzedał jako nastolatek
Dariusz zajmuje się handlem wejściówkami niemal od dziecka. W rozmowie z nami opowiada swoją historię, która zaczyna się już w wieku 13 lat. - Miałem sąsiada, który czasami dawał mi dwa bilety. Kiedyś przechodziłem, usłyszałem, ile ktoś chce za takie wejściówki, obróciłem się i po prostu je sprzedałem - wspomina.
Z czasem okazjonalny handel zamienił się w sposób na życie. Dariusz łączył zarabianie z podróżowaniem oraz udziałem w meczach i koncertach. - Jest to połączenie hobby i zarabiania. Jestem też kibicem. Dochodzi do tego podróżowanie. Jak się lubi to, co się robi, to nie jest się ani jednego dnia w pracy - mówi.
Wie, że działa nielegalnie, choć chciałby to zmienić. Ale nie przejść na jasną stronę mocy, tylko robić dalej to samo, lecz przy innym prawie. - Gdyby to było legalne, myślę, że mógłbym dużo więcej zarabiać. Można byłoby oprzeć się na kredytach, jakiejś obrotówce, bardziej się rozwijać i oficjalnie reklamować. A tak jest to jednak czarny rynek - dodaje bez zająknięcia.
Ile zarabia "konik"?
Ile można zarobić na odsprzedaży biletów? Dariusz twierdzi, że po rozłożeniu całorocznych dochodów na dwanaście miesięcy wyciągał średnio od dwóch do trzech tysięcy euro miesięcznie. Zastrzegał jednak, że działalność jest mocno sezonowa: latem wydarzeń jest więcej, zimą ruch wyraźnie spada.
Mundial do tej pory stanowił dla handlarzy jeden z najważniejszych okresów. Podczas turnieju w Katarze przez ręce Dariusza przeszły - jak sam szacował - setki wejściówek. Nie na każdej zarabiał fortunę. Część biletów pochodziła od zagranicznych agencji i biur podróży kupujących duże pule, a konik otrzymywał jedynie niewielką prowizję za znalezienie klienta.
Największy pojedynczy zarobek osiągnął dzięki wejściówce na ceremonię otwarcia igrzysk olimpijskich. Bilet miał dostać za darmo od przedstawicieli jednej z federacji, która dysponowała nadwyżką wejściówek. Według jego relacji sprzedał go później za około dwa tysiące funtów.
Sam uważa się więc bardziej za pośrednika niż naciągacza.
- Jestem uczciwym człowiekiem, który pomaga ludziom, a przy okazji coś zarabia. Nigdy nikogo nie oszukałem na biletach. Moim zadaniem jest dostarczyć wejściówkę, a nie kogoś oszukać - mówi. My pozostawiamy to czytelnikom do oceny.
Eliminacja
FIFA chce dziś całkowicie wyeliminować z tego procesu osoby takie jak Dariusz. Nie likwiduje przy tym rynku wtórnego, lecz przejmuje nad nim kontrolę. Bilet nadal może zmienić właściciela, ale pod warunkiem, że taka transakcja odbędziesię w oficjalnym systemie i na warunkach ustalonych przez organizatora.
Dla kibiców oznacza to większą ochronę przed fałszywymi wejściówkami. Dla "koników" - utratę pola działania. A dla Dariusza obecny mundial jest dowodem na to, że czasy handlarza stojącego przed stadionem z plikiem papierowych biletów nieodwołalnie odchodzą do przeszłości.
Oficjalna platforma FIFA pozwala wystawiać i kupować odsprzedawane bilety aż do godziny przed rozpoczęciem spotkania. FIFA podkreśla jednocześnie, że wejściówki pozyskane poza jej kanałami mogą zostać uznane za nieważne lub anulowane.








![Liga Narodów: Japonia wygrywa z Belgią w Osace bez straty seta [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2AZFRMVK79OM-C401.webp)