Meksykanie jako pierwszy zespół na tegorocznym mundialu już po drugim meczu zapewnili sobie awans do fazy pucharowej. Nasi południowi sąsiedzi znaleźli się natomiast nad przepaścią na własne życzenie. W poprzednich konfrontacjach Europejczycy za każdym razem otwierali wynik spotkania, ale najpierw dali się pokonać Korei Południowej, następnie podzielili się punktami z Republiką Południowej Afryki.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem poznaliśmy odpowiedz na jedno z najważniejszych pytań zadawanych sobie przez sympatyków futbolu z Ameryki Południowej. W wyjściowym składzie nie znalazł się Guillermo Ochoa, dla którego byłoby to piękne ukoronowanie kariery. Selekcjonerowi współgospodarzy imprezy nie ma co się jednak dziwić. Raul Rangel potrzebuje być w rytmie przed kolejnymi spotkaniami.
Obie drużyny od samego początku się nie oszczędzały. Kibice regularnie oglądali twarde pojedynki, arbiter z tego powodu raz po raz przerywał grę. Poza faulami było też blisko ekspresowego trafienia dla Czechów. Przed upływem dziesięciu minut rywalizacji kapitalną sytuację zmarnował Denis Visinsky. Futbolówka o centymetry minęła lewy słupek. 23-latek mógł tylko złapać się za głowę. A wraz z nim podający do niego Pavel Sulc.
Zawodnik Viktorii Pilzno był najaktywniejszym podopiecznym Miroslava Koubka. Najwidoczniej dał o sobie znać spory głód gry, ponieważ dwie poprzednie potyczki Visinsky obejrzał jedynie z ławki rezerwowych. Na rywali starali się naciskać także jego koledzy, lecz bez efektów. Zero celnych strzałów mówiło samo za siebie. Czesi po przerwie potrzebowali konkretów, by pozostać za oceanem przynajmniej kilka dni dłużej.
Barcelona podjęła decyzję. Szykuje się głośne odejście. To już przesądzone
Kibice zmotywowali meksykańskich piłkarzy. Dwa gole po przerwie
Meksykanie do szatni schodzili natomiast w akompaniamencie gwizdów. Ich fani również oczekiwali więcej. W przypadku Europejczyków mały przełom nadszedł tuż po wznowieniu gry. Celnie na bramkę uderzał Tomas Holes. Golkiper z łatwością złapał futbolówkę, a kilka minut później wraz z zespołowymi partnerami cieszył się z objęcia prowadzenia. Miejscowi ruszyli z kontratakiem. Opanowaniem zaimponował Luis Romo. Poradził on sobie z trzema otaczającymi go przeciwnikami i skierował piłkę w stronę pola karnego Czechów.
Do niej dopadł rozpędzony Mateo Chavez Garcia, który wpisał się na listę strzelców. Gracze Miroslava Koubka podłamali się na tyle, że po godzinie przegrywali 0:2 i myślami mogli być w samolocie lecącym do ojczyzny. I o ile Europejczycy płakali ze smutku, o tyle Meksykanie ze wzruszenia. Na boisku pojawił się mający aż sześć mistrzostw świata na koncie Guillermo Ochoa. Lepszego pożegnania z mundialami 40-latek mógł sobie wyobrazić. Już z nim między słupkami wynik na 3:0 ustalił Alvaro Fidalgo.













