Gol w doliczonym czasie. Hit rozstrzygnięty w rzutach karnych. Popis bramkarza
Faza 1/16 finału mistrzostw świata już przyniosła kilka hitów. Pierwszym z nich zakończył się awansem Brazylii po dramatycznym meczu. W drugim w nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego mierzyły się ze sobą siódma drużyna rankingu FIFA - Maroko oraz ósma - Holandia. Mimo miejsc w rankingu faworyta upatrywano w zespole z Europy. Boisko pokazało, że mierzyli się dwaj godni przeciwnicy. Spotkanie skończyło się wynikiem 1:1, a w rzutach karnych wygrali Marokańczycy 3:2.

Przed startem mistrzostw świata w USA, Kanadzie i Meksyku grono tych największych faworytów było dość jasne. W tym znalazło się miejsce dla dwóch europejskich potęg: Francji i Hiszpanii oraz jednej drużyny z Ameryki Południowej - Argentyny. Gdzieś dalej pojawiała się, choćby ósma w rankingu FIFA Holandia.
Niemcy uderzają w dramatyczne tony. Atak kanclerza. Błyskawiczna kontra
Z kolei w roli "czarnego konia" wymieniano Maroko, choć trudno przyjąć, że siódma drużyna rankingu FIFA miałaby okazać się czarnym koniec. Mowa raczej o zespole, który powinien dotrzeć przynajmniej do ćwierćfinałów. Los chciał jednak, że jedna z tych ekip musiała odpaść już w 1/16 finału.
Holandia - Maroko. Rzuty karne rozstrzygnęły o wyniku
Obie spotkały się bowiem ze sobą w największym hicie tej fazy. Patrząc na ranking nieznanczym faworytem w walce o 1/8 mundialu powinni być Marokańczycy. Eksperci wskazywali jednak nieznaczną przewagę po stronie Holandii, która wygrała swoją grupę w naprawdę dobrym stylu.
Wydawało się, że pewne jest jedno - na murawie w Monterrey będzie się działo. Zgodnie z przewidywaniami tak właśnie było, choć nie oglądaliśmy wielu sytuacji, które można byłoby określić mianem "stuprocentowych", to bramkarze i tak mieli sporo roboty. Częściej zatrudniany był Verbruggen.
Golkiper "Pomarańczowych" najpierw został wystawiony na próbę po strzale głową z rzutu rożnego, spisał się doskonale. Później doskonale zachował się także przy bardzo mocnym kopnięciu z dystansu w wykonaniu Achrafa Hakimiego. Dzięki niemu Holandia zachowała do przerwy czyste konto.
Miał pracować z kadrą, skończyło się ogromnym wstydem. Teraz ogłasza powrót
Swoje zasługi po drugiej stronie miał także Bono. Marokańczyk interweniował raz, ale bardzo skutecznie sparował piłkę nad poprzeczkę bramki i wybronił czyste konto swojego zespołu. Do przerwy mieliśmy wynik 0:0, ale nie było to bez wątpienia nudne 0:0. Emocji nie brakowało.
W drugą połowę zdecydowanie lepiej weszli Marokańczycy. Jeszcze przed upływem 10 minut gry mieli dwie bardzo dobre okazje. W pierwszej z nich Hakimi kopnął z ostrego kąta w poprzeczkę, a przy drugiej kapitana Maroka zatrzymał fenomenalnym wślizgiem w polu karnym Van De Ven. Hakimi z uznaniem potraktował tę interwencję rywala.
Do przerwy na nawodnienie zdecydowanie bliżej gola byli Marokańczycy. Po niej wszystko się zmieniło. Jedna długa piłka zagrana na wprowadzonego z ławki Weghorsta. Ten zgrał futbolówkę za plecy, gdzie wybiegł rozpędzony Summerville. Skrzydłowy upadając na murawę zdołał dograć w środek pola karnego.
Na wystawioną piłkę nabiegł rozpędzony Cody Gakpo. Skrzydłowy Holandii wpakował ją do siatki między nogami bramkarza i zalał się łzami. Holender kilka dni temu stracił nienarodzone dziecko. Od tego momentu Maroko miało około 20 minut na wyrównanie rezultatu meczu.
Żadna z prób w regulaminowym czasie gry nie przyniosła właściwie żadnego zagrożenia. W pierwszej z sześciu doliczonych minut ekipa z Afryki w końcu zdecydowała się na środek najbardziej bezpośredni - dośrodkowanie w pole karne. Piłkę "wrzucił" wprowadzony cztery minuty wcześniej na boisko Talbi.
Zimną krew w szesnastce rywali zachował środkowy obrońca Issa Diop. Fatalnie z piłką minął się Virgil Van Dijk, a defensor Maroka w końcu zdołał skruszyć mur, który stworzyła reprezentacja Holandii i wpakował piłkę do siatki. Tym golem 29-latek doprowadził do dogrywki.
W tę lepiej weszli Marokańczycy. Znakomitą sytuację sam na sam z bramkarzem miał Rahimi. Jeszcze lepszą, kolejną paradą, popisał się Verbruggen, który ponownie uratował zespół. Na tym zakończyły się szanse bramkowe w dogrywce. Choć Maroko kompletnie dominowało, to nic z tego nie wynikało. Skończyliśmy więc z wynikiem 1:1.
Ten oznaczał, że zobaczymy kolejną na tym turnieju serię rzutów karnych. Pierwszą "jedenastkę" perfekcyjnie wykonał Koopmeiners. Bezpośrednio po nim pomylił się El Aynaoui, który kopnął mocno, ale w poprzeczkę. Chwilę później w słupek kopnął Justin Kluivert.
Kolejny do piłki podszedł ten, który mógł dać Maroko prowadzenie w dogrywce. Rahimi znów przegrał pojedynek z Verbruggenem, ale ten jakimś cudem wrzucił piłkę do siatki i Maroko doprowadziło do remisu. Jako kolejni strzelali Veghorst i Talbi. Obaj kopnęli mocno, w górny róg, doprowadzając do wyniku 2:2.
Następny do piłki podszedł Timber. Wyprowadzić z równowagi przeciwnika próbował Bono i udało mu się to zrobić. Holender nie trafił nawet w bramkę. Na jego szczęście chwilę później pomylił się także Hakimi, który kopnął bardzo mocno, ale trafił jedynie w słupek. Od tego momentu przeszliśmy do zasady "nagłej śmierci".
W piątej serii jako pierwszy strzelał Summerville. Młody skrzydłowy kopnął mocno pod poprzeczkę, ale Bono nie położył się na ziemi i fenomenalnie wybronił ten strzał jedną ręką w stylu bramkarza z piłki ręcznej. Dzieła dla Maroko dokończył Saibari. Napastnik "Lwów Atlasu" zmylił bramkarza, ale w przeciwieństwie do Hakimiego trafił do siatki. Tym samym Maroko po karnych wygrało 3:2 i w 1/8 finału zmierzy się z Kanadą.








![Polacy pokazali moc w zagrywce. Najlepsze asy serwisowe meczu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2C282O8659UJ-C401.webp)
