Głośno o meczu Argentyny. Największe oszustwo w historii MŚ. Są twarde dowody
Dokładnie 40 lat temu na Estadio Azteca świat zobaczył akcję uznawaną do dzisiaj na najwspanialszą szarżę w historii finałów MŚ. Została przeprowadzona w meczu Argentyna - Anglia. Zmierzono ją i policzono bardzo dokładnie - 52 metry, 44 kroki, 12 dotknięć piłki lewą nogą w 10,87 sekundy. Od początku do końca ciężar realizacji wziął na siebie Diego Armando Maradona. Koszulkę, w której tego dokonał, całkiem niedawno sprzedano na aukcji za ponad 7 mln funtów. Przez lata niewiele osób wiedziało, że przed legendarnym meczem ten sam trykot został kupiony na ulicznym bazarze Tepito, w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic Mexico City.

Na poniedziałkowy wieczór zaplanowano spotkanie Argentyna - Austria w drugiej serii gier grupowych MŚ 2026. Od rana światowe media zdominował jednak zupełnie inny mecz "Albicelestes". To z powodu zbieżności dat - 22 czerwca 1986 roku doszło do starcia gigantów, które przez lata obrosło sakralną legendą.
Argentyna - Anglia 2:1. Ćwierćfinał mundialu sprzed czterech dekad. Obie bramki dla zwycięzców zdobył Diego Armando Maradona. Po ostatnim gwizdku okrzyknięty największym oszustem i bogiem futbolu.
Cztery dekady po spektaklu na Estadio Azteca. Meksykańskie szwaczki i misja specjalna pod osłoną nocy
W pamiętnym spotkaniu do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis. W 51. minucie Maradona skierował piłkę do siatki ręką. Z początku nie przyznał się do nieuczciwego zagrania. Tłumaczył, że "to była głowa Maradony i ręka Boga".
Cztery minuty później przeprowadził fenomenalną akcję, rozpoczynając drybling na własnej połowie i kończąc go strzałem do pustej bramki. Wszystko trwało dokładnie 10,87 sekundy. W tym czasie pokonał 52 metry, zrobił 44 kroki, dotknął piłki 12 razy tylko lewa nogą.
W ten sposób za "największe oszustwo w dziejach futbolu" przeprosił najwspanialszą szarżą w historii finałów MŚ.
O kulisach tego meczu powiedziano i napisano już wszystko. Ale nawet po 40 latach kibice odkrywają poboczne historie, o których do tej pory nie słyszeli. Jak choćby ta z meksykańskimi szwaczkami, które w noc poprzedzającą ćwierćfinał miały stoczyć szaleńczą walkę z czasem, by zdążyć przygotować dla Argentyńczyków meczowe stroje.
Występ w fabrycznych trykotach - mowa o drugim komplecie, w kolorze niebieskim - nie wchodził w grę. Koszulki wykonane były z grubej bawełny. Przy nieznośnych upałach, jakie panowały wówczas w Meksyku, piłkarze czuli się w nich jak w ciężkiej zbroi. W meczu z Urugwajem w 1/8 finału (1:0) doświadczyli morderczego wysiłku. O powtórce nie chcieli słyszeć.
Wyprodukowanie nowego kompletu i dostarczenie go zawodnikom na czas okazało się niemożliwe. To wtedy dyrektor techniczny argentyńskiej ekipy, Ruben Moschella, ruszył w miasto. Zapuścił się na gigantyczny bazar uliczny Tepito, w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Mexico City. Handel tanią odzieżą był tam podstawowym źródłem dochodu dla tych, którzy nie parali się akurat działalnością przestępczą.
Wysłannik wrócił do bazy z dwoma modelami koszulek. Były szyte najprostszym ściegiem z drugiego sortu materiałów. Selekcjoner Carlos Alberto Bilardo uznał, że żadna z nich nie nadaje się na warunki meczowe. Kazał odnieść je na bazar.
"Ale ta koszulka wygląda pięknie. Pokonamy w niej Anglię" - miał wtedy powiedzieć sam Maradona. To zmieniało postać rzeczy. Moschella wrócił na targowisko i dokupił jeszcze 36 sztuk.
Potem w pośpiechu ściągnięto do ośrodka meksykańskie szwaczki, które - jak głosi legenda - w szalonym tempie pracowały przez całą noc poprzedzającą mecz z Anglią. Ręcznie przyszywały emblematy argentyńskiej federacji wycięte wcześniej ze starych dresów, pamiętających jeszcze rok 1978. Numery do koszulek, skrojone w formacie przewidzianym dla futbolu amerykańskiego, przytwierdzały gorącym żelazkiem.
Argentyna zakończyła tamten niezwykły turniej tytułem mistrza świata. Półfinał i finał rozegrała już w podstawowym komplecie strojów, Były wykonane w dobrej technologii z wykorzystaniem "oddychających" materiałów.
Właścicielem koszulki Maradony z ćwierćfinału przez wiele lat był Steve Hodge, z którym "boski Diego" wymienił się odzieniem po końcowym gwizdku. W 2022 roku trykot został sprzedany na aukcji za ponad 7 mln funtów. Nabywca pozostaje do dzisiaj anonimowy.
Rodzina Maradony utrzymuje, że kupujący został oszukany. Autentyczna koszulka miała nigdy nie trafić nie tylko na aukcję, ale nawet do Hodge'a. Specjalistyczne badania, oparte na komputerowej analizie porównawczej, nie potwierdziły tych rewelacji.













