Dziekanowski: Mundial jak stół uginający się od przystawek
Faza grupowa mistrzostw świata powoli dobiega końca, znamy już większość drużyn, które zagrają w kolejnej fazie (czyli 1/16 turnieju). Z jednej strony tak ogromna liczba meczów sprawia, że wieczorne sesje przed telewizorem mogą ciągnąć się do białego rana. Z drugiej - na pewno turniej traci na jakości, stracił pewien pierwiastek ekskluzywności.

Naprawdę trzeba być fanatykiem, żeby na przykład od drugiej nad ranem oglądać spotkanie Republiki Zielonego Przylądka z Arabią Saudyjską. Nie chcę odbierać przyjemności tym, którzy na takie egzotyczne mecze czekają, ale nie są to widowiska, które przyciągają na stadiony i przed telewizory każdego kibica. Trochę zrobiła nam się piłkarska opera mydlana, taki tasiemiec.
Zaskoczenie. Messi pozbawiony 1. miejsca. FIFA znienacka ogłasza
Dariusz Dziekanowski: W mistrzostwach świata powinni grać ci naprawdę najlepsi
Czasem zajmuje chwilę, by przyzwyczaić się do nowego, ale jak na razie można poczuć się tak, jakby na oczekiwanym przez cztery lata przyjęciu, stół przez bardzo długi czas uginał się od półmisków z przekąskami i czekanie na główne dania stawało się irytujące. W tym miejscu wspomnę mundial w Meksyku sprzed 40 lat, w którym miałem zaszczyt brać udział, a w którym występowały 24 ekipy. I chociaż grupę, w której grała reprezentacja Polski, z dzisiejszej perspektywy uznalibyśmy za grupę śmierci (Anglia, Portugalia i Maroko), to prawdziwą atmosferę piłkarskiego święta poczułem dopiero, gdy w 1/8 mierzyliśmy się z Brazylią. Bo w mistrzostwach świata powinni grać naprawdę najlepsi, awans powinien być poprzeczką, po przeskoczeniu której wiemy, że drużyna prezentuje odpowiednio wysoki poziom. Nie chodzi tu o przegląd poziomu futbolu we wszystkich zakątkach świata. A w mojej ocenie, obecnie w fazie grupowej mamy do czynienia z powtórką eliminacji do turnieju.
Wiadomo, że mającym w nogach kilkadziesiąt klubowych meczów zawodnikom trudno czasem mentalnie zmotywować się do gry z drużyną znajdującą się w rankingu bliżej setnego miejsca niż pierwszej dziesiątki. To trochę tak, jak na Wimbledonie faworyci musieliby przejść fazę gry z rywalami z drugiej setki. Tutaj przynajmniej różnica byłaby taka, że mecze trwałyby tylko około godziny. Kwestia zarabiania pieniędzy nie powinna przyćmić jakości oferowanego produktu.
Z pozytywów tegorocznego turnieju na pewno należy wymienić awans do kolejnej rundy drużyn gospodarzy, czyli USA, Kanady i Meksyku. To podtrzyma i tak zaskakująco wysoką frekwencję na stadionach. Bo zazwyczaj odpadnięcie gospodarza sprawia, że lokalna społeczność traci zainteresowanie turniejem. W tym roku specyfika jest inna, bo turniej rozgrywany jest w trzech krajach, ale na szczęście w każdym z nich święto będzie trwało, a może nawet nabierało dodatkowych kolorów.
Do kolejnej fazy awansują też faworyci. Nie będę oryginalny, jeśli w tym gronie wymienię Anglię, Francję, Niemców. Mam mieszane odczucia, jeśli chodzi o obrońców trofeum, czyli Argentynę. Na razie ten zespół gra trochę tak, jak ekipa z MŚ w Katarze 2022 roku. Wtedy taktyka polegała na tym, że "bronimy w dziesięciu i liczymy na przebłysk geniuszu Leo Messiego". Teraz jest niestety podobnie.
Pozytywem jest również to, że błyszczą gwiazdy, czyli wspomniany Messi, błyszczy Cristiano Ronaldo. Widać, że obaj nie przyjechali na turniej, by odcinać kupony, ale żeby zostawić po sobie kolejną ważną pieczątkę. To podnosi prestiż turnieju, bo skoro weteranom się chce, to powinno się chcieć także tym młodszym. Zobaczymy jak obaj będą dawać radę, gdy zacznie się gra o wyższą stawkę.
Z drużyn, które mogą sprawić niespodziankę stawiam na Norwegię. Jest w tym zespole kilku czołowych zawodników topowych europejskich klubów (Odegaard z Arsenalu czy Haaland z Manchesteru City), którzy nadają ton, ale mają też solidne wsparcie od swoich kolegów. Znowu odniosę się do 1986 roku i reprezentacji Danii, która długo zachwycała (w grupie wyprzedziła późniejszych finalistów, czyli ekipę RFN) i dopiero w 1/8 trafiła na Hiszpanów, co skończyło się porażką 1:5. Norwegowie mogą zrobić w tym mundialu więcej.
Jednej rzeczy wciąż oczekuję - że w tych mistrzostwach objawią się młode gwiazdy. Na razie jedynym, który ma szansę wejść na poziom Messiego i Ronaldo jest Lamine Yamal, którego na co dzień podziwiamy w Barcelonie. Czekam na nowe objawienia.










![Liga Narodów: Japonia wygrywa z Belgią w Osace bez straty seta [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2AZFRMVK79OM-C401.webp)

