Czy Polska pasowałaby do trwających mistrzostw świata? Zaskakujące wnioski
Polska nie gra na mistrzostwach świata, ale co by było, gdyby grała? Pewnie wielu kibiców z naszego kraju zadaje sobie to pytanie, więc spróbujmy sprawdzić, czy na bazie danych z pierwszej kolejki fazy grupowej my byśmy tam w ogóle pasowali. Zaznaczamy - tekst jest czysto teoretyczną zabawą, choć bazującą na liczbach.

Korespondencja z USA
Jan Urban w ostatnich tygodniach zaczął głośno zastanawiać się, czy w barażowym meczu ze Szwecją faktycznie nie powinien mocniej zabezpieczyć środka pola. W rozmowie z Interią niedawno mówił, że być może lepszą opcją byłoby postawienie na Jakuba Modera, który zapewniłby więcej balansu między defensywą, a ofensywą, jednak ten wniosek powstał na bazie analizy wstecznej - zawsze skutecznej, jak mówi piłkarskie powiedzenie. Awans na mistrzostwa świata doprowadziłby do innych wniosków, zwłaszcza, że "gra się zgadzała". Naród też przyznałby w takiej sytuacji rację selekcjonerowi i wszyscy byśmy zgodnie stwierdzili, że skoro najlepszych zawodników mamy w grze do przodu, to grajmy do przodu.
Zerkamy w liczby
Polacy ze Szwecją mieli 68 proc. posiadania piłki. Na mistrzostwach takiej średniej na pewno byśmy nie podtrzymali, zwłaszcza że były symptomy pozwalające twierdzić, że to Szwedom na piłce zupełnie nie zależało, ale byłby to model, do którego polska kadra - po awansie - by dążyła. Sprawdźmy zatem, jak kończyły się skrajne przypadki posiadania piłki w pierwszej kolejce mundialu.
Najbardziej skrajny przykład stanowiła Turcja. Miała przeciwko Australii 72 procent posiadania, oddała 30 strzałów, a mimo to przegrała 0:2. Australijczycy utrzymywali się przy piłce przez zaledwie 28,3 procent czasu, najrzadziej ze wszystkich uczestników mundialu, wykonali aż 55 wybić, ale byli zdyscyplinowani i skuteczni. Skąd my to znamy.
Czy to dowód, że średni zespół powinien wyłącznie się bronić? Nie.
Paragwaj został zepchnięty przez USA do głębokiej defensywy, miał około 35 procent posiadania, wypracował zaledwie 0,47 gola oczekiwanego i przegrał 1:4. Tunezja przeszła eliminacje bez straty bramki, ale gdy jej plan defensywny rozpadł się po pierwszych błędach, przyjęła pięć goli od Szwecji. Można znaleźć również przykład ofensywnej gry, która zadziałała. Korea Południowa miała z Czechami 61,7 procent posiadania, wygrała w golach oczekiwanych 1,84 do 0,81 i zwyciężyła 2:1. Czesi próbowali gry bezpośredniej i stałych fragmentów. Zdobyli nawet prowadzenie po dalekim wrzucie z autu, ale przez większość meczu nie potrafili opuścić własnej połowy. Najwidoczniej przeciwko Koreańczykom bardziej pasowałby "Urban ball".
Wniosek nie brzmi więc: "trzeba atakować" albo "trzeba się bronić". Drużyny średniej klasy najbardziej zyskują na elastyczności. Powinny umieć zagrać wyżej przeciwko słabszemu przeciwnikowi, lecz przeciwko faworytowi przejść do średniego bloku i szukać szybkiego ataku. Nie potrzebują 65 procent posiadania. I nawet jeśli znajdziemy przykłady, w których styl polskiej kadra z meczu ze Szwecją najprawdopodobniej obroniłby się w danym meczu na mundialu, ten turniej bez Polski powinien dać Janowi Urbanowi do myślenia. Drużyny z naszej półki muszą zaakceptować dopasowywanie się do rywala, zamiast buńczucznego "gramy swoje".
Jednocześnie patrząc na niezwykle wysoką średniej bramek na mecz, można odnieść wrażenie, że ominął nas turniej wyjątkowo przyjazny dla drużyn takich jak Polska: niedoskonałych, nierównych, ale posiadających kilku piłkarzy zdolnych rozstrzygnąć pojedyncze spotkanie. Teoretycznie ofensywna odwaga Urbana mogłaby być na nim atutem. Sprawdźmy zatem, czy tak wysokie wyniki wzięły się z przypadku (ewentualnie odchylenia od normy), czy zostały solidnie wypracowane.
Dużo strzelają. Za dużo. To odchylenie od normy
Pierwsza kolejka mundialu 2026 była zdecydowanie bardziej ofensywna pod względem wyników, ale niekoniecznie pod względem liczby i jakości tworzonych sytuacji. Na razie jest to bardziej turniej nadzwyczajnej skuteczności niż rekordowej produkcji okazji.

Pierwsza seria spotkań obecnego mundialu przyniosła zatem o około 23 procent więcej goli na mecz niż faza grupowa w 2018 roku i o 25 procent więcej niż w 2022 roku. Średnia 3,13 była najwyższą dla pierwszej kolejki mistrzostw świata od 1958 roku, ale nie przywiązujmy się do tego. Zanim stwierdzimy, że to totalnie ofensywny mundial, warto zerknąć w fakty.
Po zsumowaniu wartości xG z 24 pierwszych spotkań otrzymujemy około 59,1 oczekiwanego gola, czyli:
•2,46 xG na mecz;
•3,13 rzeczywistego gola na mecz;
•około 15,9 gola więcej niż wynikało z jakości sytuacji;
•skuteczność około 27 procent powyżej xG.
Innymi słowy: gdyby piłkarze wykorzystywali okazje ze standardową skutecznością, pierwsza kolejka zakończyłaby się nie 75, lecz mniej więcej 59 golami.
To zasadniczo zmienia interpretację. Wyniki sugerują ofensywny festiwal, ale xG pokazuje raczej przeciętną liczbę dobrych sytuacji i ponadprzeciętne wykończenie.
Świetnym przykładem jest Szwecja. Strzeliła Tunezji pięć goli z sytuacji wycenianych łącznie na około 1,36 xG. Stany Zjednoczone zdobyły cztery bramki przy 1,35 xG. Austria trafiła trzy razy przy 1,66 xG, a Argentyna trzy przy 1,23. Jednocześnie Hiszpania nie zdobyła bramki, mimo że wypracowała 2,29 xG przeciwko Republice Zielonego Przylądka.
To nie był więc równomierny potok sytuacji. Raczej mieszanka pojedynczych wysokich zwycięstw, znakomitych strzałów i kilku zespołów wyjątkowo mocno przekraczających swoje xG.
Szczególnie interesujące były mecze, w których faworyci mieli piłkę, oddawali mnóstwo strzałów, ale tworzyli niewiele naprawdę dobrych sytuacji.
Hiszpania, Turcja, Szwajcaria i Urugwaj oddały co najmniej po 25 uderzeń, a żadna z tych drużyn nie wygrała. Średnia jakość strzału wynosiła:
•Hiszpania - 0,08 xG;
•Urugwaj - 0,06 xG;
•Turcja - zaledwie 0,04 xG.
To znaczy, że przeciętny turecki strzał miał teoretycznie około czterech procent szans na zakończenie się golem. Było dużo uderzeń, ale często z dystansu, pod presją lub z niekorzystnego kąta.
Można więc powiedzieć, że słabsze drużyny bronią dzisiaj lepiej niż dawniej. Nie zawsze odbierają rywalom możliwość strzelania, ale potrafią wypchnąć ich poza najbardziej niebezpieczne strefy. Hiszpania miała 74 procent posiadania przeciwko Republice Zielonego Przylądka, lecz nie przełożyła dominacji na bramkę.
Badanie oparte na danych Stats Perform wyliczyło dla całych turniejów:
•MŚ 2018 - 171,7 xG w 64 meczach, czyli około 2,68 xG na spotkanie
•MŚ 2022 - 175,2 xG, czyli około 2,74 xG na spotkanie.
Pierwsza kolejka obecnego mundialu znajduje się na poziomie około 2,46 xG na mecz. To o osiem procent mniej niż średnia całego turnieju w 2018 roku i o dziesięć procent mniej niż w 2022.
To z kolei pozwala dojść do wniosku, że Polska mogłaby dobrze odnaleźć się na turnieju. Na siedem meczów o punkty, jakie zagrał Jan Urban, aż w sześciu strzeliliśmy więcej goli, niż wynikało to z xG - zatem sytuacji wypracowanych. Jedyny występ z niższym dorobkiem, niż wypracowany - miał miejsce w domowym spotkaniu z Holandią. Polska za kadencji Urbana zdobyła 14 bramek z 9,56 xG - aż o 4,44 gola więcej, niż wskazywała jakość sytuacji - co idealnie wpisuje się w trend mundialu. Ale to już gdybologia, gdyż - jak wiadomo od ukazania się jednej z piosenek Kazika - gdyby to najczęstsze słowo polskie.











