Czekanie na cud. Trudno uwierzyć, do czego są zdolni kibice na mundialu
Strefa kibica na stadionie Red Bulls Nowy Jork - paradoksalnie postawionym kilkanaście kilometrów za Nowym Jorkiem - zaczyna się wypełniać na pół godziny przed meczem Brazylia - Szkocja. Mimo że sam mecz jest rozgrywany w Miami, jakieś 2 tys. km na południe od stanu New Jersey, na trybunach pojawia się kilkaset, może ponad tysiąc fanów obu drużyn. Oglądają mecz na telebimach, dopingują, przeżywają, mimo że ich mundial to lizanie lizaka przez papierek.

Korespondencja z Nowego Jorku
Paula spotykam tu z całą rodziną. - Nie jesteśmy zbyt normalni, ale dla nas to pierwsze mistrzostwa świata od dawna. Aż tak mnie nie porąbało, bym płacił po 2 tys. dolarów za bilety na mecz, ale dla tej atmosfery i tak warto - mówi.
- Dobrze rozumiem, że przyleciałeś tutaj bez biletu, tylko po to, by wejść do strefy kibica i oglądać mecz na telebimie?
Paul: - Tak. Różne cuda zdarzają się z biletami, więc trochę liczyliśmy na to, ale ceny rosną zamiast spadać. Byliśmy w Bostonie na meczu z Haiti, wróciliśmy do Szkocji, a wczoraj z powrotem przylecieliśmy do Nowego Jorku. Jestem wściekły na FIFA, bo piłka należy do ludzi, a nie do elit, ale jeśli da się ją przeżywać razem, to chcemy to robić.

Times Square centrum (mistrzostw) świata
W żadnym z czterech do tej pory odwiedzonych przeze mnie miast, nie ma lepszej atmosfery mundialu, niż w Nowym Jorku. Nie ma się co dziwić, że budżetowi kibice wybierają właśnie to miasto, choć - paradoksalnie, skoro mówimy o taniej wersji mundialu - jest ono najdroższe w USA. Times Square, najbardziej rozpoznawalne skrzyżowanie świata, stało się nieoficjalnym punktem zbiórki całego turnieju. Przekonujemy się o tym za każdym razem, bo gdybyśmy chcieli wziąć udział w wyzwaniu i znaleźć tu co najmniej po jednym kibicu w koszulce każdego z 48 finalistów, pewnie w 2-3 godziny by się to udało. W innych miastach - nie ma szans. Trwa tu jedna wielka mistrzowska impreza, za którą nie trzeba dodatkowo płacić.
Oczywiście miejscowi starają się to wykorzystać. Kwitnie nie tylko handel uliczny, ale jest to złoty czas też dla "profesjonalnych" fotografów proponujących szybkie retuszowane zdjęcia z tłem w postaci tysiąca ekranów, a także religijnych nawoływaczy - Times Square nie da się przejść, nie słysząc, że Jezus jest królem. Misjonarze cieszą się powodzeniem, zwłaszcza że łączą swoje przesłanie z występem mocno roznegliżowanych tancerek (naprawdę).
- Pogadamy tylko, jeśli masz do sprzedania bilet - rzuca jeden z kibiców Anglii, którego chcę spytać, czy ma wejściówkę na mecz z Panamą. W sumie to odpowiada, zanim zapytałem. - Przylecieliśmy tu całą grupą, bez biletów. Ale to Nowy Jork, miasto cudów. My czekamy na swój - dopowiada, otwiera piwo i pyta złośliwie, jak tam wyniki Polski na mundialu. Nie wygląda na przejętego, że przyleciał na darmo - i pewnie tak nie uważa.

Oczywiście ta wersja mundialu jest tania, dopóki w strefie kibica nie kupi się czegokolwiek. Mały napój gazowany to wydatek 32 zł. Hot dog cenowo nosi znamiona wykwintnego dania w dobrej restauracji.
Kultura parkingowego grilla
Można integrować się na Times Square, ale swoje złote chwile przeżywa też kultura parkingowego grilla. W USA to standard - przed meczami NFL kibice potrafią pojawić się wokół obiektu na 5-6 godzin wcześniej, rozstawić grille, pogrupować się i zacząć imprezę. Nie wszyscy później wchodzą na stadion i tak samo to wygląda na tegorocznym mundialu. Inna sprawa, że parkingi kosztują więcej niż najtańsze bilety na mecze, które rzekomo w obieg oddała FIFA (kosztowały 60 dolarów, tylko nie sposób znaleźć szczęśliwca, który właśnie tyle zapłacił).
Z głośników leci muzyka. Na rusztach pojawiają się burgery, kiełbaski, skrzydełka i wszystko, co da się przygotować na przenośnym grillu. Obok stoją samochody udekorowane flagami. Ktoś rzuca piłką, ktoś gra w popularne gry parkingowe, ktoś częstuje jedzeniem osoby, które poznał kilka minut wcześniej. Budżetowy mundial też jest piękny. Bo mundial to coś więcej niż mecz na stadionie. Można tego nie rozumieć obserwując z daleka, ale im więcej czasu spędzi się z tymi ludźmi, tym większego sensu nabiera ich podejście do tego turnieju.









