Kilkanaście godzin temu na boisku w Miami działo się sporo nie tylko pod względem sportowym. Niestety byliśmy także świadkami wielu kontrowersyjnych momentów. Spore wątpliwości wzbudziło zwłaszcza trafienie Jude'a Bellinghama na 1:1. Powtórki pokazały, że piłka po wybiciu przez norweskiego bramkarza prawdopodobnie uderzyła w kabel od kamery znajdującej się nad boiskiem, zmieniając tym samym swój lot.
Problem jednak w tym, iż czujniki znajdujące się na futbolówce nie wykazały żadnego kontaktu, dlatego trafienie zostało uznane. Więcej goli w podstawowym czasie już nie padło, wobec czego triumfatora wyłoniła dogrywka. Ale podczas niej także zawrzało po tym, gdy Clement Turpin w 101 minucie odgwizdał rzut karny. Na murawę padł wtedy Djed Spence. Radość "Synów Albionu" nie trwała długo. Powód? Interwencja VAR, która doprowadziła do zmiany decyzji.
Mundial. Clement Turpin jedną decyzją mógł pogrzebać swoje szanse na finał
To właśnie wspomnianej sytuacji w studiu TVP Sport przyjrzał się Rafał Rostkowski. "Jeśli sędzia Turpin miał jeszcze szansę na poprowadzenie finału, to moim zdaniem po tej decyzji ją stracił. Popełnił poważny błąd w sytuacji, na którą arbitrzy byli szczególnie uczulani przed mundialem - by nie odgwizdywać rzutów karnych ani wolnych po próbach wymuszenia faulu poprzez włożenie nogi przed rywala" - przyznał, nie mając litości dla francuskiego arbitra.
Gdyby FIFA rzeczywiście podjęła decyzję o odsunięciu tego sędziego od najważniejszych spotkań, byłby to dla niego spory cios. Na pewno ucieszyliby się wtedy w Norwegii. Skandynawowie długo nie zapomną zwłaszcza wspomnianych przez nas scen z pierwszej połowy, gdzie mogła namieszać nowoczesna kamera. Po zmianie stron z kolei 44-latek anulował trafienie Skandynawów, ponieważ dzięki analizie VAR zauważył przewinienie Erlinga Haalanda. Gwiazdor odepchnął swojego rywala.
"Brawo Bellingham i sędzia" - napisał po ostatnim gwizdku tata napastnika Manchesteru City. I nie był on w tej opinii odosobniony, zwłaszcza w ojczyźnie. Potencjalne wykluczenie Clementa Turpina z finału to także dobra informacja dla Szymona Marciniaka. Polacy wciąż czekają na moment, kiedy Płocczanin pojawi się z gwizdkiem po raz trzeci na kończącej się powoli imprezie za oceanem.













