Chociaż kibice w Polsce liczyli na to, że Szymon Marciniak po raz drugi z rzędu może sędziować w wielkim finale mistrzostw świata, to ostatecznie wybrano do tej roli Slavko Vincicia. Słoweniec, który zakończył już karierę, "Biało-czerwonym" najbardziej będzie kojarzył się z poziomu spotkania ze Szwecją, po którym podopieczni Jana Urbana nie pojechali na mundial.
Szymon Marciniak podczas ostatniego łączenia z "Kanałem Sportowym" miał okazję ujawnić, jak na arbitrów działa olbrzymia frekwencja na meczu, podejście zawodników do sędziego, czy ogólna atmosfera panująca na obiekcie - a ta przecież potrafi nawet przytłoczyć. I okazuje się, że niezwykle istotne są tutaj decyzje przełożonych.
- Ludzie, którzy cię wyznaczają na mecz, czyli szefostwo - czy to jest turniej mistrzostw świata, Europy, czy Ligi Mistrzów - no to znają sędziów swoich bardzo dobrze. Wiedzą, kogo gdzie mogą wysłać i na jaki mecz. Czy jak wyjdziesz na stadion - jak było teraz w Lyonie 60 tysięcy - czy to cię napędzi, czy to cię rozproszy - tłumaczył.
Po poworcie z Ameryki Północnej, polski arbirter został wyznaczony przez UEFA do sędziowania rewanżowego spotkania pomiędzy Lyonem i Spartą Praga w eliminacjach Ligi Mistrzów. Ostatecznie spotkanie to zakończyło się zwycięstwem Francuzów 3:0 (4:2 w dwumeczu), a Polak zwrócił uwagę właśnie na fakt, że obiekt "OL" może pomieścić blisko 60 tysięcy widzów.
Co ciekawsze, Marciniak wielokrotnie miał okazję spotkać się z wyraźną ulgą i zadowoleniem zawodników, kiedy ci widzieli właśnie jego postać przed wyjściem na murawę.
- Sędzia dobry, doświadczony tylko się cieszy, kiedy jest dobra atmosfera i kiedy widzi dobrych zawodników. I vice versa. To też jest miłe, kiedy stoisz w tunelu, pochodzą dwie drużyny i mówią, że cieszą się strasznie, że to jesteś ty - bo to jest ważny dla nich mecz. I gdzieś ten kredyt zaufania jest dla ciebie duży, to to wszystko napędza - dodał.
Chociaż Marciniak celowo nie podał nazwy rozgrywek, w których najczęściej sędziuje mu trudniej, to z uśmiechem na ustach wyjaśnił, że najgorsze są dla niego spotkania, gdzie brakuje płynności. Faule, wybicie piłki i przerwy w grze nawet co kilka podań. - Mój Boże Święty... Grajmy w piłkę panowie, proszę was - cytował swoje wypowiedzi do zawodników z murawy w takich sytuacjach.














