Brzydki zapach wokół mundialu. FIFA depcze własne zasady
W środę FIFA rozpoczęła otwartą sprzedaż biletów na mistrzostwa świata. Ceny zwalają z nóg i pokazują jasno, jaki kierunek obrała ta organizacja pod przywództwem Gianniego Infantino. Sam Szwajcar dopisuje właśnie kolejny skandal do swojej bogatej listy.

Jednym z najważniejszych powodów, dla których FIFA przez długie lata była odporna na prośby środowiska w kwestii wprowadzenia sędziowskich powtórek, było zachwianie wizją równości piłki nożnej na całym świecie. Tłumaczono, że ma ona pozostać grą dla wszystkich, a uruchomienie systemu z powtórkami będzie wiązać się z jej rozwarstwieniem - tam, gdzie będą pieniądze, futbol stanie się innym sportem, niż w miejscu, gdzie ich nie ma. Niezależnie na ilu płaszczyznach można było zgadzać się lub nie z tego typu myśleniem, przynajmniej w teorii przyświecała temu jakaś większa idea. Patrząc na ruchy dokonywane przez dzisiejszą FIFA, jedyną ideą są już pieniądze. Z cen biletów na zbliżające się mistrzostwa świata jednoznacznie wynika, że ze sportu dostępnego dla ludzi, uczyniono sport dostępny dla milionerów. Równość? Tak, ale tylko, jeśli jesteś jednym z bogatszych ludzi na świecie.
Poruszający wpis współwłaściciela Wisły Kraków
Fundamentem pomysłu na napisanie tego tekstu stał się zamieszczony w mediach społecznościowych wpis Petera Moore'a, współwłaściciela Wisły Kraków, w przeszłości prezesa Liverpool FC oraz jednej z najważniejszych osób w EA Sports, twórcy legendarnej serii FIFA. Moore nie kryje oburzenia działaniem FIFA.
Czytamy: "To ciężar, który bardzo mnie przytłacza, i nie mogę już dłużej milczeć na ten temat. Mam 71 lat. Miałem szczęście uczestniczyć w pięciu mistrzostwach świata, zaczynając od 1986 roku. Te turnieje nie były dla mnie tylko wydarzeniami, były rozdziałami mojego życia. Chodziło w nich o więź, o kulturę, o stanie ramię w ramię z ludźmi z każdego zakątka świata, zjednoczonymi przez grę, którą kochamy. Ale to, co widzę teraz, rozrywa mi serce.
Obecna strategia dynamicznego ustalania cen na nadchodzące mistrzostwa świata wydaje się całkowicie oderwana od samej duszy futbolu. Tak, ten turniej odbędzie się głównie w Stanach Zjednoczonych i tak, to rynek premium. Ale futbol nigdy nie miał być produktem luksusowym zarezerwowanym dla najwyższego licytującego. Należy do ludzi. Zawsze należał. Z nostalgią wspominam USA 94 i wszystko, co wtedy zrobiliśmy, by wypełnić stadiony i ożywić grę dla Amerykanów, którzy dopiero zanurzali palce w wodzie pięknej gry.
W tej chwili czuję, że przeciętny, pełen pasji kibic - ci, którzy oszczędzają przez lata, przemierzają kontynenty, wnoszą kolory, hałas, ducha - jest wypychany na margines. Zastępowany modelem, który stawia na przychody ponad rzeczywistość.
To niebezpieczna droga, bo gdy raz stracisz autentycznego fana, tracisz esencję tego, co czyni mistrzostwa świata wyjątkowymi. Mówię to nie tylko jako kibic, ale jako ktoś, kto spędził życie w grze i wokół niej. W czasach mojej pracy w EA Sports stawaliśmy ramię w ramię z FIFA, gdy najbardziej tego potrzebowali. Nasza gra utrzymywała miliony fanów w kontakcie z futbolem i z mistrzostwami świata, gdy zaufanie do organizacji było na najniższym poziomie. Pomagaliśmy podtrzymywać płomień.
Dlatego ten moment wydaje się jeszcze bardziej rozczarowujący.
To może być jeden z ostatnich mundiali, w których będę miał szansę uczestniczyć, i zastanawiam się, czy gra, którą kochałem przez całe życie, powoli oddala się od ludzi takich jak ja - a co ważniejsze - od następnego pokolenia, które zasługuje na to, by poczuć to, co ja czułem w 1986 roku. Mistrzostwa świata powinny jednoczyć świat. Nie dzielić go ceną. Futbol zasługuje na coś lepszego. I kibice też. FIFA, załatwcie to… Jeszcze nie jest za późno".
Ceny z innej galaktyki. Tej, w której przebywa szef FIFA
Gianni Infantino już dawno zatracił się w rzeczywistości luksusu, spływających milionów i profitów z tytułu pełnionej funkcji. Piłkę nożną zawsze budowali ludzie - on ich wyklucza. Świat stał się dla niego Gianni-centryczny. Krytyka spływa z każdej strony, także od dużych postaci, z którymi niedawno podawał sobie rękę. Zbigniew Boniek. - Gianni Infantino był dobrym żołnierzem, ale gdy został generałem, to się kompletnie pogubił - mówił mi kilka lat temu w wywiadzie.
Pogubienie trwa w najlepsze. W środę FIFA rozpoczęła ostatni etap sprzedaży biletów - tym razem można je nabywać już bez losowania, jak wcześniej. W oficjalnej sprzedaży - nie w drugim, nieoficjalnym obiegu - cena za bilet pierwszej kategorii na finał przekroczyła już 10 tys. dolarów. Według fanów, którzy uzyskali dostęp i udostępnili zrzuty ekranu, bilety na około 40 ze 104 meczów mistrzostw świata były w środę droższe niż w jakiejkolwiek poprzedniej fazie sprzedaży. "The Athletic" twierdzi, że w przypadku finału mówimy o cenach w najwyższej kategorii 6,3 tys. dolarów w październiku, 7,9 tys. dolarów w listopadzie, 8,7 tys. dolarów w grudniu i 11 tys. dolarów obecnie. Bilety kategorii 2 na finał wyceniono na 7,4 tys. dolarów. Bilety kategorii 3 kosztowały 5,8 tys. dolarów - ponad dwukrotnie więcej niż pierwotna cena.
W obu półfinałach ceny wzrosły powyżej 3 tys. dolarów. Podwyżki cen dotyczyły również wszystkich czterech ćwierćfinałów i kilku innych meczów pucharowych.
Oczywiście przy obłożeniu mundialu 48 drużynami z całego świata oraz kosztownych podróżach, wciąż są mecze, na które bilety się nie sprzedają najlepiej. FIFA jednak nie wydaje się zmartwiona - kosmicznie wygórowanych cen nie obniża. Najwyżej trybuny będą świecić pustkami. W każdym przypadku należy się liczyć z wydatkiem przynajmniej kilkuset dolarów za jedną wejściówkę.
FIFA jednocześnie łamie własne założenia. Jakiś czas temu ogłosiła, że maksymalna cena za bilet pierwszej kategorii na finał, zamknie się w kwocie 6,7 tys. dolarów.
Gianni Infantino, czyli zamiłowanie bogactwa i władzy
Infantino, czyli człowiek kojarzący się przed laty z procedurą losowań europejskich pucharów w UEFA, dziś jest postacią, do której przyklejają się dwie rzeczy - pieniądze oraz afery. Z głównego motto FIFA "Piłka jednoczy świat" (ang. "Football Unites the World") uczynił wymówkę dla swoich działań. Zasada ta jest regulanie deptana. Pod płaszczykiem jednoczenia, FIFA sprzedaje piłkę bogaczom.
Jedną z najbardziej pamiętnych i krytykowanych chwil prezydentury Infantino była długa przemowa przed mistrzostwami świata 2022 w Katarze. W obliczu oskarżeń o łamanie praw człowieka, śmierć tysięcy migrantów przy budowie stadionów oraz dyskryminację, Infantino mówił: - Dziś czuję się Katarczykiem, Arabem, Afrykaninem, gejem, niepełnosprawnym, pracownikiem migracyjnym (...).
Porównał też krytykę Zachodu wobec Kataru do hipokryzji, przypominając o problemach w Europie (rasizm, kolonializm). Organizacje praw człowieka, takie jak Amnesty International czy FairSquare, uznały wypowiedź za obraźliwą. Krytycy oskarżyli Infantino o bronienie interesów gospodarza turnieju kosztem ofiar systemu pracy przymusowej.
FIFA przyznała Arabii Saudyjskiej organizację mundialu w 2034, mimo iż do tej pory system geograficznie rotował gospodarzami - w XXI wieku nie zdarzało się, by turniej wracał szybko w ten sam region. Decyzja o mistrzostwach dla Saudów zbiegła się w czasie z finansowaniem przez nich klubowego mundialu, dzięki czemu pieniądze szerokim strumieniem popłynęły do FIFA. Infantino spotykał się także z Władimirem Putinem, a w 2026 roku zasugerował zniesienie "banu" (zawieszenia) na rosyjską piłkę nożną. Najświeższy i jeden z najgłośniejszych skandali wybuchł pod koniec 2025 roku. Podczas losowania grup mistrzostw świata 2026 w USA Infantino wręczył Donaldowi Trumpowi pierwszą w historii Nagrodę Pokojową FIFA. Wcześniej na Instagramie chwalił Trumpa, mówiąc, że "zdecydowanie zasługuje" na Pokojową Nagrodę Nobla. Organizacja FairSquare złożyła formalną skargę do Komisji Etyki FIFA, oskarżając Infantino o cztery naruszenia zasady neutralności politycznej (art. 15 Kodeksu Etyki FIFA). Zdaniem NGO nagroda dla urzędującego prezydenta USA oraz publiczne poparcie dla jego polityki to jawne złamanie statutów FIFA, które zabraniają angażowania się w politykę.
Gianni Infantino przyszedł do FIFA jako "człowiek zmian" po największym kryzysie w historii organizacji. To mu się udało. Organizację o setkach plam na życiorysie zmienił w taką o ich tysiącu.











