Brazylia zaskoczona, była jak dzieci we mgle. Nagle wszystko się odwróciło
Remis Brazylii z Marokiem (1:1) na otwarcie mistrzostw świata dla tych drużyn nie jest sensacją, ale przebieg początku tego spotkania - owszem. Mecz pozostawił mnóstwo pytań, ale gdybyśmy mieli odpowiedzieć na takie, czy to właśnie te drużyny są faworytem grupy, w której występują jeszcze Szkocja i Haiti, trudno byłoby zaprzeczyć.

Korespondencja z Nowego Jorku
Gdyby zahibernować kogoś kilka lat temu, a teraz pobudzić do życia i kazać oglądać mecz Brazylii z Marokiem, pierwszym pytaniem, które by zadał, byłoby "który jest rok". W piłce wszystko zmienia się niesamowicie szybko. Brazylia wciąż straszy nazwą i indywidualnościami, ale przynależność Maroka do światowej czołówki nie była czymś, czego byśmy oczekiwali wchodząc w trzecie dziesięciolecie obecnego wieku. Odhibernowana osoba zostałaby zatem zaskoczona zarówno faktem, że grające na ogromnym MetLife Stadium drużyny są sąsiadami z rankingu FIFA (Brazylia - 6., Maroko - 7.), ale i tym, jak długo ta niżej notowana ekipa wyglądała lepiej.
Niespotykana dominacja
Maroko przebijało Brazylię od początku meczu dosłownie we wszystkim - również w atrybutach, które byśmy dopasowali raczej do Canarinhos. Szokująco wyglądały po pierwszej połowie statystyki drybligów - Brazylia miała pięć skutecznych, Maroko dwanaście. Ale ekipę z Afryki pod każdym względem oglądało się wyśmienicie. Było narzucenie swojego stylu gry, był niezwykle skuteczny wysoki pressing, były sytuacje bramkowe, było zmuszanie rywala do błędu, przy pełnej kontroli po swojej stronie boiska. To właśnie bezpośrednio z błędów Brazylijczyków Maroko oddało dwa groźne strzały, a gol był efektem nastawienia, z jakim półfinalista ostatniego mundialu wyszedł na boisko.
W 21. minucie Brahim Diaz podał do Ismaila Saibariego między parę brazylijskich stoperów, a ten mając przed sobą tylko Alissona, po prostu przerzucił nad nim piłkę.
Wśród myśli, które musiały przechodzić przez głowy kibiców, pojawiła się jedna podstawowa: kiedy Brazylia pojawi się na boisku. Z tym, że Brazylia nie musiała tego robić, bo niektóre sprawy załatwiają indywidualności. Canarinhos nie mają ich już jedenastu, jak w najlepszych czasach, ale Vinicius Junior jest postacią, która może zrobić coś z niczego. Tak też się stało, gdy kompletnie nic nie zwiastowało gola.
Był mecz, zniknął mecz
Niestety bramka, którą traktowaliśmy jako tę, która jeszcze nakręci ten mecz, kompletnie go zabiła. Maroko - grające bez żadych kompleksów - jakby je nabyło. Drużyna, która tak pięknie grała w piłkę przez pół godziny, w drugiej połowie - aż do dziesiątej doliczonej minuty gry - nie oddała żadnego (choćby niecelnego) strzału! Brazylia - nie była w stanie poważnie zagrozić bramce Bono. Z najlepszego spotkania mistrzostw, po przerwie zrobił się mecz na dotrwanie do końca.
Tylko cały czas nieodgadnione jest pytanie - czy Maroko tym starciem potwierdziło na stałe swoje miejsce w czołówce, czy jednak Brazylia wysłała sygnał, że stawianie jej w roli faworyta turnieju jest grubą przesadą.









