Bóg nie jest Europejczykiem
No i zaczął się prawdziwy Mundial. Za nami ledwo pierwsze cztery mecze 1/16 finału, a sensacja goni sensację. Lepsi na boisku, chociaż w dramatycznych okolicznościach, jak na razie - na sam koniec wygrywają. Po golach strzelonych w doliczonym czasie gry albo po dogrywkach i nerwowych, acz ekscytujących, konkursach rzutów karnych. Niespodziewanie - Europa znalazła się w totalnym odwrocie.

Porażki Holendrów i Niemców to spore zaskoczenie. Zwłaszcza Niemcy muszą czuć wielki dyskomfort, bo to już trzeci Mundial z rzędu, kiedy nie mogą nijak nawiązać do radosnego dla nich turnieju w Brazylii. Turnieju, którego symbolem nie jest nawet sam finał, i symboliczna wygrana z Argentyną, ale legendarna deklasacja gospodarzy w półfinale aż 7:1! Jest zatem do czego równać i to zdaje się być dzisiaj największym przekleństwem niemieckiej piłki, bo porzeczka dla jej reprezentacji wciąż wisi bardzo wysoko.
A propos zaś Brazylii, to odwrotnie niż Niemcy, jest ona na jak najlepszej drodze do odbudowy swojej tradycyjnie wysokiej pozycji w światowym futbolu. Może to jeszcze nie jest Brazylia na miarę wspomnień o czasach Pelego, Sokratesa, Romario czy Ronaldo, ale już dobrze rokuje. A mecz z niezwykle groźną i cybernetycznie poukładaną Japonią dowiódł, że nie tylko Vinicius Junior i Casemiro ciągną tę drużynę do przodu. Za nimi już idą ze wsparciem Rayan, Cunha i Martinelli. No i na ławce mają genialnego stratega Carlo Ancelottiego, który dla swoich podopiecznych nawet nauczył się władać biegle portugalskim i korzysta z tego umiejętnie cementując zespół w trudnych chwilach.
Żal mi Holendrów, nie tylko z tego powodu, że to nasi rywale z grupy eliminacyjnej, z którymi w dwumeczu nie przegraliśmy. To wielka tradycja piłki otwartej, nowoczesnej i ofensywnej. I to jednako - tej z czasów Johana Cuyffa, Marco van Bastena czy Arjena Robbena. Współcześni Holendrzy są piłkarsko dobrzy a nawet bardzo dobrzy, ale na mądrze poukładaną, lepiej nawet od Japonii, drużynę z Maroka to było za mało. Oczywiście rzuty karne to gra nerwów i loteria, w której padały trupy po obu stronach, ale Pan Bóg bardziej wspierał graczy najlepszej drużyny z Maghrebu, tak samo jak Paragwajczyków w meczu z Niemcami. I chociaż sercem byłem za Holandią, to uważam, że nadprzyrodzona moc tym razem wybrała dobrze, a Maroko, tak jak cztery lata temu, zajdzie daleko w tym turnieju.
A piłkarski Pan Bóg i jego wybory? No cóż - przestał pomagać Europie. Chyba, że tak jak dzisiaj wieczorem w meczu Francja - Szwecja, po prostu nie będzie miał wyjścia.









