Bitwa za plecami faworytów. 4 gole w Seattle. Dali sobie szansę na awans
O ile to zestawienie Szwajcaria - Kanada wyglądało na ciekawsze z tych kończących grupę B, to kto zdecydował się na oglądanie Bośni i Hercegowiny z Katarem, na pewno nie może żałować. Pierwsza połowa przyniosła 3 gole i 2 słupki. Widać było, że tylko zwycięstwo da szanse na awans do 1/16 finału któremuś z tych zespołów. W Seattle lepsi okazali się Bośniacy. Mogą powoli szykować się na fazę pucharową, choć na oficjalne potwierdzenie muszą jeszcze poczekać kilka dni.

Pierwsze ostrzeżenia Bośniacy wysłali błyskawicznie. 70 sekund po pierwszym gwizdku sędziego Jesusa Valenzueli zza pola karnego uderzył Ermedin Demirović, a za chwilę to samo uczynił Ivan Sunjić. Katarczycy nie zamierzali być statystami, skonstruowali zaraz dwa szybkie ataki, lecz ich podania prostopadłe były blokowane. Spróbowali trzeci raz i Akram Afif niemal znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, piłkę w ostatniej chwili wybił mu wspomniany Sunjić.
W okolicach 17. minuty faworyci meczu ponownie przejęli kontrolę i oblegali połowę gospodarzy mundialu sprzed czterech lat. Przez pierwsze pół godziny gry w statystykach strzałów obejrzeliśmy wynik 6:0. Ten szósty okazał się "złotym", a taktyka uderzania zza "szesnastki" w końcu popłaciła. Kerim Alajbegović dostał futbolówkę od Ivana Basicia, wybiegł ze światła bramki, ale huknął tak mocno i precyzyjnie, tuż przy lewym słupku, że Mahmud Abunada nie zdążył z interwencją.
Chwilę później kibice mogli się poczuć jak w 2014 roku. Sead Kolasinac wrzucił z okolicy linii bocznej do Edina Dżeko. Snajper próbował jeszcze podawać, ale nabił Sultana Al-Brake, któremu zapisano gola samobójczego. Szybko poszukał bramki dla siebie, ale trafił w słupek. 0:2 oznaczało bardzo trudną sytuację ekipy z Azji.
Nie poddawała się jednak i w 42. minucie złapała kontakt. Ładnie rozegrała akcję od linii obrony, przez pomoc aż do ataku. Wrzutka z prawego skrzydła przeszła przez całe pole karne, ale zebrał ją Edmilson Junior i wyłożył Hasanowi Al-Haydosowi. Jeszcze przed przerwą mogło zrobić się 2:2, lecz tym razem to Pedro Miguel obił słupek. Nieoczekiwanie w trzecim kwadransie zrobiło nam się "meczycho", co dobrze zapowiadało drugą część gry. Można było odczuć, że oba zespoły potrzebują kompletu punktów, by móc myśleć o awansie do fazy pucharowej.
MŚ 2026. Bośniacy zrobili swoje. Muszą czekać, ale ze spokojem
Druga połowa była spokojniejsza. Działo się znacznie mniej. Zespoły rzadziej docierały w przeciwne pole karne, a jak już to robiły, to brakowało dokładności Demiroviciowi czy Afifowi. Bośnia przy takim wyniku miałaby końcowo 4 punkty i tylko kataklizm mógłby ją zepchnąć poza najlepszą ósemkę zespołów z drugich miejsc. Kanady wyprzedzić i tak nie mogła, musiałaby spełnić nierealny scenariusz, strzelając jeszcze 7 goli. Forsowanie tempa nie było więc w jej interesie.
Były pojedyncze strzały, dryblingi, ale niemrawe. Dopiero w 80. minucie impas przerwał Ermin Mahmić. Zachował się najlepiej w zamieszaniu w polu karnym i trafił na 3:1. Tak bardzo się ucieszył, że zdjął koszulkę i obejrzał za to żółtą kartkę. Z podopiecznych Julena Lopeteguiego mogło "zejść powietrze", odwrócenie losów spotkania i tym samym ich sytuacji byłoby sportowym cudem.
Tak jak cztery lata temu, Katar zamknął tabelę swojej grupy. Zanotował gorszy bilans bramkowy niż wtedy (-8 przy -6 w 2022 r.), ale pamiętajmy, że wtedy nie zdobył ani punktu, a na tym turnieju zdobył historyczne oczko na starcie ze Szwajcarią. Zespół Sergeja Barbareza z 4 punktami zajął 3. pozycję. Nie musi się martwić o awans, choć jeszcze nie można oficjalnie przybić mu plakietki uczestnika fazy pucharowej. Taki urok nowego formatu MŚ.
Poniżej zapis naszej relacji na żywo, statystyki i składy.











