Na długo przed startem tegorocznych mistrzostw świata wiadomo było, że bilety na mecze nie będą należały do najtańszych. Ba, już za wejściówki na spotkania z fazie grupowej zapłacić trzeba było naprawdę spore pieniądze. Sam Donald Trump na wieść o astronomicznych cenach za bilety na mundial nie krył zaskoczenia i przyznał, że on nie miejscu fanów futbolu nie wydałby tak ogromnej kwoty tylko po to, aby zasiąść na trybunach i obejrzeć mecz z bliska.
"Nie wiedziałem o tym. Szczerze mówiąc, nie zapłaciłbym tyle" - stwierdził prezydent USA w rozmowie z "New York Post", dając do zrozumienia, że FIFA nie powinna żądać aż tak wysokich kwot za obejrzenie meczów mistrzostw świata na żywo.
Zawrzało po tym co zrobił Trump, nagła fala krytyki. "Odruch wymiotny"
A jednak znaleźli się fani futbolu, którzy nie bali się głębiej sięgnąć do kieszeni, aby nabyć wejściówki nawet na mecz finałowy z udziałem Hiszpanii i Argentyny. Jak poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych dziennikarz Alex Silverman, mecz o mistrzostwo oglądać można było ze specjalnej strefy położonej tuż przy murawie za jedyne... milion dolarów, a więc blisko 3,8 mln złotych.
"Widok z miejsc na boisku za 1 milion dolarów sprzedanych przez dostawcę usług hospitality On Location na finał Mistrzostw Świata FIFA na stadionie MetLife. Znajduje się po słonecznej stronie stadionu, więc kapelusze przeciwsłoneczne są w cenie" - przekazał mężczyzna.
Wieczór pełen emocji na MetLife Stadium
Bez względu na to, czy oglądali finał mistrzostw świata z trybun stadionu czy przed telewizorem, piłkarscy kibice nie mogli narzekać na brak wrażeń. Choć ani Hiszpania, ani Argentyna nie zdołały otworzyć wyniku spotkania w podstawowym czasie, nie brakowało kontrowersyjnych scen i interwenci Slavko Vincicia, który pod koniec pierwszej połowy meczu rozpoczął rozdawanie żółtych kartek. W doliczonym czasie drugiej połowy czerwony kartonik obejrzał Enzo Fernandez i dalszą część rywalizacji "Albicelestes" kontynuowali już w osłabieniu. Pierwsza bramka padła dopiero w drugiej połowie dogrywki - wówczas Emiliano Martineza zdołał przechytrzyć Ferran Torres.
Robert Lewandowski pojawił się na finale mundialu i się zaczęło. "Ikona"












