Reklama

Reklama

Zszokował świat ogrywając Real w Lidze Mistrzów: "Złota Piłka dla Benzemy"

Frank Castaneda, kolumbijski piłkarz, który wiosną strzelał gole w Ekstraklasie dla Warty Poznań, jest jednym ze stosunkowo nielicznych, którzy mogą o sobie powiedzieć, że pokonali Real Madryt Carlo Ancelottiego. I to w Lidze Mistrzów! W finale będzie jednak trzymać kciuki za rodaka - Luisa Diaza z Liverpoolu. Finał Liverpool - Real w sobotę o godz. 21, transmisja w Polsacie Sport Premium i na Polsat Box Go.

Kolumbijczyk Frank Castaneda walnie przyczynił się do tego, że Warta Poznań utrzymała się w Ekstraklasie. Po ostatnim ligowym spotkaniu życzył powodzenia kolegom z poznańskiej ekipy w kolejnym sezonie. Sam jednak szykuje się do nowej przygody, w innym klubie.

- Jesteśmy szczęśliwi, że udało nam się utrzymać Wartę w Ekstraklasie. Fundamentalną sprawą była praca trenera Dawida Szulczka, pomogły też oczywiście zimowe transfery. To była praca całego zespołu i jestem bardzo zadowolony, że udało nam się osiągnąć nasz cel - podkreśla Castaneda w rozmowie z Interią.

Reklama

Dobra gra Kolumbijczyka na wiosnę sprawiła, że zaczęły się nim interesować m.in. Legia Warszawa czy Górnik Zabrze. Problem w tym, że Castaneda wcześniej podpisał umowę obowiązującą od lata w innej lidze - w Tajlandii. Trzeba byłoby zapłacić stosowną kwotę zawartą w specjalnej klauzuli, by tę umowę anulowano. Informowały o tym SportoweFakty. 

- Bardzo mi się podobała gra w Ekstraklasie. Poznań to też świetne miasto. Zobaczymy, co się wydarzy w najbliższej przyszłości. Mówi się rzeczywiście sporo o zainteresowaniu mną innych klubów Ekstraklasy. Pewnie niebawem się wszystko wyklaruje. Przy czym oczywiście kończy się już moja przygoda w Warcie. Zrealizowałem cel, który przede mną postawiono, gdy przychodziłem do tego klubu i teraz czas zrobić kolejny krok. Będę jednak zawsze wdzięczny kolegom z Warty za zaufanie i wsparcie. Życzę im jak najlepiej - zaznaczał 27-latek. - Uważam, że bardzo dobrze zaaklimatyzowałem się do realiów tej ligi - ocenia.

Finał Ligi Mistrzów. Frank Castaneda za Liverpoolem

Jeszcze kilka miesięcy temu Castaneda - zamiast po boisku w Grodzisku - biegał po murawach Ligi Mistrzów. Wraz z Sheriffem Tyraspol sprawił ogromną sensację i pokonał Real Madryt na Santiago Bernabeu. Teraz - mając świadomość, że "Królewscy" dotarli aż do finału Ligi Mistrzów - jeszcze bardziej docenia tamto osiągnięcie.

- To było wspaniałe doświadczenie - pokonać Real na Santiago Bernabeu. Niewiele zespołów było w stanie dokonać czegoś takiego w Lidze Mistrzów. To, że ich ograliśmy było chyba czymś niewytłumaczalnym dla wielu - uśmiecha się Castaneda. - Przecież gra tam tak wiele gwiazd. Te wspomnienia na zawsze zostaną w naszych głowach.

Możliwość gry przeciwko Luce Modriciowi czy Karimowi Benzemie to rzecz, o której można kiedyś opowiadać wnukom. Czy przed zbliżającym się finałem LM miałby jakąś receptę dla Liverpoolu Juergena Kloppa, jak skutecznie stawić czoła "Królewskim"?

- Liverpoolowi rad nie trzeba - śmieje się Castaneda. - To wspaniały zespół, zasłużenie znalazł się w finale Ligi Mistrzów. Życzę przede wszystkim powodzenia Kolumbijczykowi, mojemu rodakowi, który jest w składzie "The Reds" - Luisowi Diazowi.

Wygląda na to, że to właśnie za ekipę Kloppa będzie ściskał kciuki oglądając finał. - Real to też świetna drużyna, więc szykuję się na znakomite starcie. Ja będę jednak wspierał mojego rodaka, bo chciałbym, aby Kolumbijczyk wzniósł Puchar Europy. Teoretycznie na co dzień jestem kibicem Realu, ale tym razem sercem jestem z Luisem Diazem - deklaruje.

Który z zawodników "Królewskich" zaimponował mu najbardziej? - Graczem, który zrobił na mnie największe wrażenie, gdy rywalizowaliśmy przeciwko sobie był Karim Benzema. Na co dzień staram się bardzo śledzić to, jak porusza się na boisku, w jakimś sensie identyfikuję się z jego sposobem gry. Próbuję kopiować niektóre jego zagrania i triki - przyznaje Kolumbijczyk. - Jest na dobrej drodze do zdobycia następnego trofeum Złotej Piłki - przewiduje.

Dla Castanedy Francuz na ten moment jest przed Robertem Lewandowskim. - Obaj wyczyniają wielkie rzeczy na boisku. Jednak Benzema jest teraz mimo wszystko lepiej postrzegany, z racji tegorocznych dokonań w Lidze Mistrzów, niż Lewandowski. W końcu dotarł aż do finału - zaznacza. - Ale to, czego dokonywał Lewandowski w Bayernie też robiło wrażenie. Poprzednia Złota Piłka - moim zdaniem - należała się "Lewemu". Niestety tak się nie stało. To była niesprawiedliwość. Ale pewnie nadal będzie zdobywał wiele indywidualnych wyróżnień.

Czytaj także: Kapitan Wisły o przyszłości. "Nigdy nie powiedziałem, że czuję się oszukany"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL