Reklama

Reklama

Zawsze będziesz szedł sam. Loris Karius i los bramkarza po błędzie

Słyszysz hasło "Liverpool - Real" i masz przed oczami błędy Lorisa Kariusa z finału Ligi Mistrzów 2018. Niemiecki bramkarz, na którego zawsze będzie padał cień goli straconych z Realem Madryt, jest dziś tylko rezerwowym Unionu Berlin i jego powrót do Liverpoolu po zakończeniu wypożyczenia wydaje się nierealny. Ćwierćfinał Ligi Mistrzów Liverpool - Real w środę o godz. 21, transmisja telewizyjna w Polsacie Sport Premium, transmisja internetowa na Ipla.tv.

Ostatni gwizdek finału Ligi Mistrzów. Gareth Bale unosi ręce w górę, Loris Karius pada na kolana i zwiesza głowę. Bale przybija piątki z kolegami z Realu. Karius jest sam, nie podchodzi do niego żaden z kolegów z Liverpoolu, klubowe hasło "You'll never walk alone" na chwilę przestaje być aktualne. W końcu to właśnie Gareth Bale, którego strzał Loris Karius spektakularnie przepuścił, podchodzi pocieszyć niemieckiego bramkarza i podnieść go z murawy. Choć jeśli ten błąd był spektakularny, to jak określić skalę katastrofy przy pierwszym golu, gdy Niemiec rzucił piłką w Karima Benzemę, a futbolówka wpadła do bramki? 

Reklama

Juergen Klopp, choć ma przecież w zwyczaju bronić swoich piłkarzy, zaraz po meczu niespecjalnie wspiera Lorisa Kariusa. Zrobi to później, po informacji, że bramkarz we wcześniejszej fazie meczu mógł doznać wstrząśnienia mózgu. W pierwszych chwilach po finale Juergen Klopp rzuca tylko myśl, że takiej sytuacji nie życzyłby najgorszemu wrogowi.

Loris Karius staje się "najgorszym wrogiem" dla wielu zawiedzionych kibiców Liverpoolu. Wpisy w internecie i prywatne wiadomości muszą być dla niego przytłaczające. Policja sprawdza wiadomości, w których internauci życzą bramkarzowi śmierci. Na drugim biegunie są wiadomości ze wsparciem, ale w takich sytuacjach szala z negatywnymi reakcjami zawsze będzie mocniej obciążona. Sam Loris Karius wrzuca do sieci wpis z przeprosinami za swoje błędy, pisze o nieprzespanej nocy. Ale zły sen z finału Ligi Mistrzów w Kijowie może go już nigdy nie opuścić.

Liverpool - Real. Jerzy Dudek: Wierzę, że pewnej nocy Loris Karius zaśnie normalnie

Jerzy Dudek, gdy Dariusz Wołowski pytał go o Lorisa Kariusa, wspominał swój błąd w barwach Liverpoolu w meczu z Manchesterem United, po którym gola zdobył Diego Forlan. - Nie ma pewności, czy Loris Karius z tego wszystkiego wyjdzie. To nie był ligowy mecz z Wigan, ale finał Ligi Mistrzów, który naznaczy Kariusa na długo. A może nawet na zawsze. Będą go wytykali palcami na ulicy, tak jak mnie w 2002 r. Ale jeśli okaże się mocny, wróci. Dramat sportowca, zwłaszcza w tak wielkim meczu, porusza wyobraźnię milionów. Ale jest wiele poważniejszych nieszczęść życiowych, w których wyrok bywa nieodwołalny. Karius zawalił Liverpoolowi finał, ale nikt od tego nie umarł. Zachowajmy odpowiednią miarę rzeczy - mówił były bramkarz reprezentacji Polski w Gazecie Wyborczej. - Nie znam Kariusa, ale wierzę, że pewnej nocy w końcu zaśnie normalnie, obudzi się rano, otworzy okno, poczuje świeże powietrze i siłę, by żyć normalnie. A potem znów wejdzie między słupki bez lęku. I pokaże, ile jest wart - dodawał Jerzy Dudek.

CZYTAJ TEŻ: Kazimierza Deynę chciały Real i Milan. Przeszedł do Anglii, tam zaczął pić

Problem Lorisa Kariusa polegał na tym, że to był ostatni mecz sezonu, nie miał - tak jak Jerzy Dudek w finale Pucharu Ligi - okazji do szybkiej rehabilitacji. Juergen Klopp sprowadził do Liverpoolu Alissona Beckera. Loris Karius wyleciał na wypożyczenie na drugi koniec Europy, do tureckiego Besiktasu.

Liverpool - Real. Loris Karius przez Turcję do Niemiec

Między ostatnim meczem w Liverpoolu, czyli finałem Ligi Mistrzów, a debiutem w Besiktasie, mijają ponad trzy miesiące. W pierwszym meczu w Turcji Loris Karius długo spisuje się nieźle, zatrzymuje kilka strzałów i jeden pojedynek z napastnikiem Bursasporu, ale w 86. minucie gry źle reaguje przy dośrodkowaniu i pozwala rywalowi na zdobycie gola. Media ciągle wracają do goli z finału z Realem, rana pozostaje niezagojona. Trener Senol Gunes początkowo broni swojego nowego bramkarza, ale wraz z kolejnymi błędami ma go coraz bardziej dość. Po słabym meczu z Konyasporem, trener publicznie mówi, że "coś jest nie tak z podejściem Kariusa do gry, z jego motywacją". Obserwując konta społecznościowe niemieckiego bramkarza można mieć wrażenie, że wszystko u niego jest ok, że krytyka wręcz po nim spływa, taki rodzaj pancerza wybrał sobie Niemiec. Zdjęcia czy filmiki z drogich, wypasionych samochodów, irytują tureckich kibiców, tamtejsze media, ale też niemieckich ekspertów piłkarskich. - Twoje ego powinno odpowiadać twoim umiejętnościom - zżyma się Dietmar Hamann, którego cytuje magazyn "11Freunde" w tekście "Na zawsze w Kijowie".

CZYTAJ TEŻ: To miało być pożegnanie Zbigniewa Bońka. Dziwny gol dał puchar

Gdy Besiktas zalega z wypłatą kilku pensji, Loris Karius rozstaje się z Turcją. Plotki mówią o przejściu do Herthy, ale wybiera inny klub z Berlina - Union. W stolicy swojej ojczyzny bramkarz znów czuje się swobodnie, ale okazuje się, że trener Urs Fischer nie widzi dla niego miejsca w bramce. Podstawowym bramkarzem Unionu jest Andreas Luthe. I byłby nim bez przerwy, gdyby nie kontuzja. Pod koniec stycznia tego roku w meczu z Borussią Moenchengladbach Luthe musi zejść z boiska, zastępuje go Loris Karius. Broni pewnie, w czterech meczach Bundesligi wpuszcza tylko jednego gola, niemieckie media zastanawiają się, czy poradził sobie ostatecznie z koszmarem z Kijowa. 

Ale gdy Andreas Luthe wraca do zdrowia, o tym, ile waży jeden błąd, Loris Karius może znów dumać na ławce rezerwowych. Trener uważa, że Karius jest po prostu słabszy od kolegi z zespołu. Do połowy 2022 roku ma wciąż ważną umowę z Liverpoolem, ale trudno się go spodziewać z powrotem w drużynie Juergena Kloppa. Tym bardziej, że bez Niemca liverpoolczycy najpierw wygrali Ligę Mistrzów, a potem mistrzostwo Anglii. Liverpool zaprasza nawet Lorisa Kariusa na finał Ligi Mistrzów 2019, ale Niemiec grzecznie dziękuje za zaproszenie, nie chce skupiać na sobie uwagi przy tej okazji.

Krótko po finale Ligi Mistrzów 2018, fatalny błąd w finale mistrzostw świata w Rosji popełnia Hugo Lloris, który wyprowadzając piłkę daje się zablokować Mario Mandżukiciowi. To też mecz, na który patrzy cały świat, ale całą optykę zmienia wynik - Francja mundial i tak wygrała, zmieniły się tylko rozmiary pewnego zwycięstwa nad Chorwacją, z 4-1 na 4-2.

"Bramkarz to specyficzny typ wygnańca - kozła ofiarnego, który był zawsze pod ręką, gdy reszta drużyny potrzebowała zrzucić na kogoś winę. Wszystkie najbardziej wpływowe postacie miały swoje kozły ofiarne: Marks winił kapitalizm, Freud winił seks, Dawkins winił religię, Larkin obwiniał swoich rodziców, a doktor Atkins - ziemniaki. Piłkarze mieli skłonność do obwiniania bramkarza" - pisał znany angielski dziennikarz Jonathan Wilson w książce "Bramkarz czyli outsider". Gdyby publikacja wydana w Polsce w 2014 roku miała doczekać się wznowienia i rozszerzenia, z pewnością powinien się w niej znaleźć rozdział o Lorisie Kariusie.

Liverpool - Real, transmisja tv i internetowa (stream online)

Mecz Liverpool - Real Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w środę o godz. 21, transmisja telewizyjna w Polsacie Sport Premium, transmisja internetowa w Ipla.tv. Pierwszy mecz Real wygrał z Liverpoolem 3-1. Tak, jak finał Ligi Mistrzów z Lorisem Kariusem. 

Bartosz Nosal

Reklama

Reklama

Reklama