Zaciekła batalia o finał LM. Cios za cios w Madrycie. Kluczowa decyzja VAR
Atletico Madryt zremisowało 1:1 z Arsenalem Londyn w pierwszym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Obie bramki padły z rzutu karnego. Goście objęli prowadzenie tuż przed przerwą za sprawą źle nam się kojarzącego Viktora Gyokeresa. Po zmianie stron wyrównał niezawodny Julian Alvarez. W końcówce arbiter podyktował kolejną "jedenastkę" dla ekipy z Premier League. Po wnikliwej analizie VAR decyzję jednak anulował. Rewanż już we wtorek na Emirates Stadium.

Po wtorkowym hicie w Paryżu, gdzie mecz PSG - Bayern zakończył się rezultatem 5:4, kibice nie wierzyli w radosną kanonadę również w Madrycie. Nic dwa razy się nie zdarza. Tu decydować miała maestria gry w destrukcji.
W stolicy Hiszpanii meldował się zespół legitymujący się najskuteczniejszą defensywą w bieżącej edycji Ligi Mistrzów. Do fazy ćwierćfinałowej londyńczycy stracili ledwie pięć bramek w 12 spotkaniach.
Atletico - Arsenal. Cios za cios na Estadio Metropolitano. Bramki padały tylko z rzutów karnych
Zgodnie z przewidywaniami od pierwszych minut mecz nie zasługiwał na miano spektaklu. Finezja taktyczna i bardzo nieliczne akcje podbramkowe. Wyczekiwanie na pierwszy błąd rywala.
Najgroźniejsze uderzenie w tej części gry oddał Julian Alvarez. Po próbie Argentyńczyka piłka szybowała pod poprzeczkę bramki Arsenalu. Na posterunku był jednak David Raya.
Kiedy wydawało się, że do przerwy utrzyma się bezbramkowy remis, w polu karnym gospodarzy faulowany przez Davida Hancko był Viktor Gyokeres. Do wykonania "jedenastki" podszedł sam poszkodowany. Uderzył bez precyzji, ale na tyle mocno, że po chwili Jan Oblak wyciągał piłkę z siatki.
Druga odsłona rozpoczęła się od szturmu "Los Colchoneros". Alvarez z rzutu wolnego trafił tylko w boczną siatkę, ale niebawem ustawił futbolówkę na jedenastym metrze. Rzut karny dla madryckiej ekipy arbiter podyktował tym razem za zagranie ręką Bena White'a.
Argentyński snajper przymierzył idealnie. Siła strzału też była bez zarzutu. Raya nie podjął nawet próby interwencji i zrobiło się 1:1.
Losy spotkania w 64. minucie rozstrzygnąć mógł Antoine Griezzmann. Upadając, zdołał oddać kąśliwe uderzenie. Gdyby piłka zmierzała w światło bramki, golkiper "Kanonierów" nie miałby szans na skuteczną paradę. W tej sytuacji gości uratowało jednak spojenie słupka z poprzeczką.
Groźnie pod bramką Atletico zrobiło się jeszcze w samej końcówce. Po kolejnej ryzykowanej interwencji Hancko, sędzia jeszcze raz wskazał na "wapno". Rzut karny ostatecznie został jednak anulowany. Analiza VAR wykazała, że Eberechi Eze w tej sytuacji nie był faulowany.
Przed rewanżem nikt nie jest bliżej wielkiego finału w Budapeszcie. O awansie zadecyduje starcie w Londynie. Dniem prawdy będzie najbliższy wtorek.













