Po pierwszym spotkaniu, które odbyło się przed tygodniem w Poznaniu, kibice Breidablika raczej nie spodziewali się, że ich piłkarze odwrócą losy spotkania. Pozostało im jednak walczyć o uratowanie honoru i postanowili z tego skorzystać.
Już od początku meczu chcieli oni zaskoczyć piłkarzy "Kolejorza", zapuszczając się raz po raz pod ich pole karne i mogło to przynieść korzyść już po nieco ponad kwadransie gry.
Aron Bjarnason dostał świetne podanie za plecy obrońców, wpadł w pole karne, zatańczył i przełożył sobie defensora, po czym uderzył w poszukiwaniu długiego słupka. Na jego nieszczęście, trafił jedynie w słupek. Futbolówka wróciła w pole, ale minęła wszystkich jego kolegów.
Zaledwie pięć minut później ten, który sprawił Lechowi spore problemy, musiał opuścić boisko ze względu na uraz, który uniemożliwił mu grę. W jego miejsce zameldował się 23-letni Valgeir Valgeirsson.
Od tego momentu ofensywa gospodarzy mocno siadła i co najgorsze dla Islandczyków, obrona Breidablika nie miała zamiaru prezentować się lepiej, niż w pierwszym meczu. Koszmarny błąd obrony i nieporozumienie w polu karnym wykorzystał Filip Szymczak, który dał się nabić, a później podał wzdłuż bramki do Mikaela Ishaka. Lider Lecha dołożył nogę i posłał piłkę obok bramkarza.
To trafienie tylko napędziło gości z Poznania, którzy coraz większą liczbą zawodników zapędzali się pod pole karne islandzkiej ekipy. Defensorzy dwoili się i troili w polu karnym, ale interesowało ich tylko wybicie i gra na uwolnienie.
Jeszcze przed przerwą serca obrońców Breidablika mogły zamrzeć, bowiem zapachniało rzutem karnym. Na murawę, z głośnym okrzykiem padł Antoni Kozubal, ale sędzia był niewzruszony. Nie odgwizdał przewinienia i nie miał zamiaru zmieniać swojej decyzji.
W ostatniej akcji pierwszej połowy gospodarze mieli świetną okazję, aby pokonać bramkarza "Kolejorza", ale Asgeir Orrason z pewnością będzie chciał o tym jak najszybciej zapomnieć. Zamiast kopnąć piłkę do bramki, to potknął się o futbolówkę i padł na murawę. Obrońcy Lecha w tym czasie wybili ją jak najdalej.
Trener nie miał zamiaru forsować swoich kluczowych zawodników przy wyniku 8:1 i po przerwie na murawę nie wyszedł już Ishak. W jego miejsce pojawił się ściągnięty niedawno Luis Palma.
Szkoleniowiec Breidablika z kolei w szatni musiał popisać się umiejętnościami motywacji swoich piłkarzy, bowiem rzucili się oni na gości z Poznania, odbierając piłkę już pod polem karnym i wrzucając w pole karne raz po raz. Gdyby popisali się tylko lepszym wykończeniem, "Kolejorz" miałby kłopoty.
Agust Thorsteinsson, który pojawił się w drugiej połowie, dał swojej drużynie świetną zmianę i napędził kontrę Islandczyków, ale reszta drużyny nie nadążyła za akcją i 20-latek posłał piłkę w puste pole karne.
W ostatnich minutach meczu Robert Gumny wyszedł z kontrą Lecha, ale rozwiązał ją najgorzej, jak tylko mógł. Przegapił moment na podanie i wpadł w pole karne, gdzie został osaczony. Gdy wycofał piłkę do Palmy, ten dodatkowo nieczysto uderzył piłkę.
Arbiter Adam Ladebäck zlitował się nad piłkarzami z Islandii i nie doliczył do drugiej połowy ani minuty, a dwumecz zakończył się wynikiem 8:1 dla Lecha.










![Siatkarze rozpoczęli walkę o medale ME. Oto akcje pierwszego dnia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N9VMV9HNWK3PC-C401.webp)
