Wściekle rzucili się na Barcelonę. Już cieszyli się z wygranej. Rzut karny w ostatniej akcji meczu
FC Barcelona już 11 lat czeka na końcowy triumf w piłkarskiej Lidze Mistrzów. Na drodze Roberta Lewandowskiego i spółki stanęło Newcastle United, które w pierwszym meczu 1/8 finału zrobiło wszystko, aby uprzykrzyć życie gigantowi. Kibice gospodarzy już świętowali zwycięstwo, kiedy to w doliczonym czasie gry Lamine Yamal podszedł do rzutu karnego. Losy dwumeczu rozstrzygną się dopiero w rewanżu, ale Hansi Flick na pewno ma o czym myśleć.

FC Barcelona na triumf w Lidze Mistrzów czeka od 2015 roku i czy w tym sezonie spełni swoje marzenia? "Duma Katalonii" ma za sobą dobrą fazę ligową, w której zajęła piąte miejsce. To pozwoliło zespołowi awansować bezpośrednio do 1/8 finału, gdzie gra rozpoczyna się od początku, a każde potknięcie może odrzeć z marzeń.
FC Barcelona gra o marzenia. Pierwszą przeszkodą Newcastle
Pierwszą przeszkodą dla hiszpańskiego zespołu jest Newcastle United. Anglicy zajęli w fazie ligowej 12. miejsce i żeby znaleźć się na tym etapie Champions League musieli jeszcze wyeliminować Karabach Agdam (9:3 w dwumeczu - przyp. red.).
Barcelona jest faworytem kibiców oraz bukmacherów. Nic w tym dziwnego. Obie ekipy już mierzyły się ze sobą na inaugurację obecnego sezonu Ligi Mistrzów. Wówczas na St James' Park 2:1 triumfowali Katalończycy po dwóch trafieniach Marcusa Rashforda. Honorowego gola dla angielskiego zespołu zdobył w 90. minucie Anthony Gordon.
Newcastle wściekle rzuciło się na rywali. Lewandowski niewidoczny
Polscy kibice zastanawiali się czy we wtorkowy wieczór od pierwszej minuty będą mogli oglądać Roberta Lewandowskiego. Trener Flick zdecydował, że to jest ten moment, gdy 37-latek jest potrzebny od początku.
Gospodarze od samego początku narzucili wysokie tempo. Już jedna z pierwszych akcji mogła zakończyć się golem. Sandro Tonali uderzył piłkę głową, niepewnie interweniował Joan Garcia, a sytuację ostatecznie wyjaśnił Pau Cubarsi, który wybił futbolówkę daleko od pola karnego. Bramkarz "Blaugrany" był zresztą bardzo nerwowy w pierwszej fazie spotkania. "Sroki" najlepszą okazję miały w 16. minucie spotkania. Anthony Elanga znalazł się w sytuacji sam na sam z Garcią, ale górą był hiszpański bramkarz. Tyle, że arbiter uznał, że napastnik był na pozycji spalonej.
Podopieczni Flicka częściej bywali przy piłce, ale kompletnie nic z tego nie wynikało. Strzały Raphini i Lamine Yamala były blokowane, a Lewandowski był praktycznie niewidoczny i zanotował tylko sześć kontaktów z piłką. Tym samym w pierwszej połowie nie oglądaliśmy bramek.
Barcelona zatrzymana. Gospodarze dopięli swego
Początek drugiej połowy był nieco spokojniejszy niż to, co działo się w pierwszej części meczu. "Sroki" próbowały konstruować akcje od własnej bramki. W 55. minucie William Osula w tempo wbiegł w pole karne Barcelony, ale jego wykończenie było fatalne i piłka poszybowała daleko nad bramką. To napędziło gospodarzy do jeszcze szybszych ataków, które napędzane były na skrzydłach. Szczególnie groźny na prawej stronie był Elanga.
Lewandowski nie błyszczał, ale też miał swoją okazję, aby pokonać Aarona Ramsdale'a. W 66. minucie otrzymał podanie wzdłuż bramki od Raphini i wślizgiem uderzył futbolówkę. Ta jednak przeleciała obok słupka. To był ostatni akcent z udziałem 37-latka, ponieważ chwilę później został on zmieniony przez Rashforda. Zresztą Katalończycy praktycznie przez całe spotkanie nie mieli pomysłu na to, jak sforsować obronę rywali.
Zupełnie inaczej niż rozpędzający się z każdą minutą gospodarze. W 74. minucie piłka pierwszy raz zatrzepotała w siatce. Harvey Barnes strzelał zza pola karnego. Piłka odbiła się od słupka i wpadła pod nogi Joelintona. Ten skierował ją do siatki, ale był na pozycji spalonej. Newcastle działało w myśl zasad, że "kropla drąży skałę" i "co się odwlecze, to nie uciecze". W 86. minucie Jacob Murphy wrzucił piłkę w pole karne, tam sporo miejsca miał Barnes, który z bliskiej odległości pokonał golkipera Barcelony.
W doliczonym czasie gry Barcelona rzutem na taśmę wywalczyła remis. Malick Thiaw sfaulował Daniego Olmo w polu karnym, a sędzia wskazał na jedenasty metr. W tej sytuacji nie pomylił się Lamine Yamal, który ustalił wynik spotkania.
Rewanżowe starcie Spotify Camp Nou zaplanowano na środę (18 marca) o godz. 18:45.















