Reklama

Reklama

Wołowski: Wielki remis na Emirates

Theo Walcott porwał Arsenal do boju dopiero na 20 minut przed końcem. Kanonierzy uratowali remis, choć przegrywali już 0-2, bo do tego czasu mecz był znakomity dzięki Barcelonie.

Dwa gole Zaltana Ibrahimovicia na początku drugiej połowy wydawały się rozstrzygać rywalizację w hicie ćwierćfinałów. Barca bezwzględnie zdominowała Arsenal, choć nie aż tak jak na początku.

Reklama

Przez pierwszy kwadrans drużyna Pepa Guardioli dała na Emirates pokaz siły. Manuel Almunia bronił w tak niewiarygodnych sytuacjach, jakby chciał udowodnić, że jest nadczłowiekiem. W jednej z akcji wygrał dwa pojedynki sam na sam: raz z Ibrahimoviciem, raz Xavim. Posiadanie piłki przez Barcelonę przekraczało wtedy 70 proc.

Szwed, który do transferu do Barcelony tego lata nie zdobył bramki w fazie pucharowej Champions League, teraz ma już trzy. Wykorzystał dwa błędy Almunii sprawiając, że losy rywalizacji zdawały się rozstrzygnięte.

Wtedy do gry wszedł jednak Walcott i porwał Arsenal. Bezradni Kanonierzy ruszyli do heroicznej walki wpędzając dominującego rywala w niewiarygodne kłopoty. Barca straciła Pique (w rewanżu na Camp Nou nie zagra za kartki), straciła też drugiego ze stoperów Puyola, który wyleciał z boiska na Emirates i dwie bramki. Za tydzień w Arsenalu nie zagra zdobywca drugiej bramki Fabregas.

Bliżej półfinału jest Barca, ale na Camp Nou wyjdzie z dziurą w tyłach. Na środku obrony zagrają Milito z Marquezem znacznie słabsi od podstawowej pary stoperów. To gwarantuje emocje do końca. Po godzinie na Emirates wydawało się, że rewanż będzie już bez znaczenia, dziś wiadomo: wciąż wszystko jest możliwe.

POROZMAWIAJ O MECZU Z DARKIEM WOŁOWSKIM

Arsenal - Barcelona 2-2: Przeczytaj relację z meczu

Dowiedz się więcej na temat: bramki | FC Barcelona | Theo Walcott | Dariusz Wołowski | remis

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje