Reklama

Reklama

Wołowski: W obronie Barcelony

Gerard Pique żąda szacunku dla drużyny Pepa Guardioli przypominając jej ostatnie dokonania. Dziś o ten szacunek Barcelona musi jednak powalczyć na Camp Nou, w półfinałowym meczu z Chelsea, do którego przystępuje po dwóch kolejnych porażkach.

Zapraszamy na tekstową relację na żywo z tego meczu. Początek we wtorek o 20.45

"Czas lamentu dobiegł końca" - napisał na twitterze Thiago Alcantara apelując, by okres żałoby po przegranym Gran Derbi skrócić do minimum. Faktycznie w ostatnich czterech latach Barcelona przegrywała rzadko, a jeśli już, to natychmiast potrafiła brać rewanż na rywalach. Tymczasem teraz ma za sobą 180 minut na boisku, w którym zdobyła zaledwie jednego gola. W środę przegrała na Stamford Bridge 0-1, w sobotę 1-2 na Camp Nou z Realem Madryt tracąc szansę na obronę mistrzostwa Hiszpanii. Rewanż z Chelsea, którego stawką jest finał Champions League na Allianz Arena, stał się więc ostatnią deską ratunku dla Katalończyków.

Reklama

Początek nowej ery?

Po sobotnim Gran Derbi hiszpańska prasa ogłosiła początek nowej ery. I o to wścieka się Pique uważając, że nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien wątpić w klasę jego kolegów. "Hiszpania to chyba jedyny kraj, w którym zmianę epoki ogłasza się po jednym meczu" - ironizował. Sami Katalończycy nie kwestionują jednak wagi rewanżu z "The Blues". Decydują się losy najważniejszego trofeum. Jeśli drużyna Guardioli nie pojedzie na Allianz Arena, będzie to dla niej nokautujący cios.

Szacunku dla Barcelony nie stracili piłkarze Chelsea, mimo iż nie przegrali z nią żadnego z ostatnich pięciu meczów. Bramkarz Petr Czech powtarza, że to mimo wszystko Katalończycy wciąż są bliżej finału. Fernando Torres pociesza się, że w futbolu nie zawsze wygrywa lepszy i ten bon mot stanowi nadzieję dla jego drużyny.

Powszechnie przewiduje się, iż broniący jednego gola przewagi ze Stamford Bridge goście ustawią dziś "autobus" między słupkami bramki Czecha. Potwierdzają to słowa Torresa. "Niektórzy uważają, że aby pokonać Barcelonę, trzeba zabrać jej piłkę. Tymczasem my uznajemy to za niemożliwe. Poszukamy na Camp Nou innych sposobów na drużynę Guardioli". Trener Roberto di Matteo jest z kolei przekonany, że aby zagrać na Allianz Arena, trzeba zdobyć dziś gola. Dlatego tak ważny jest dla niego Didier Drogba. Strzelec zwycięskiej bramki w pierwszym meczu ma kłopoty zdrowotne, ale na Camp Nou przyjechał.

Trener Chelsea ma zapewne rację. W tym sezonie na Camp Nou Barca grała 27 meczów i tylko raz rywale nie stracili bramki. Było to spotkaniu z Sevillą, gdy w 90. minucie Leo Messi nie wykorzystał rzutu karnego. W pozostałych spotkaniach goście tracili od jednego do dziewięciu goli. Dlatego wzorem dla Chelsea może być aktywna obrona, jaką zastosował w sobotę Real Madryt. Zabójcza kontra dała "Królewskim" gola na wagę mistrzostwa Hiszpanii.

Messi i reszta

Katalończycy drżeli natomiast o Leo Messiego, który nie trenował w niedzielę, tuż po przegranym Gran Derbi. Madrycka prasa donosiła, że był w depresji, katalońska, że miał lekki uraz. Wczoraj ćwiczył normalnie, ma grać od początku, tylko jak? Czy to będzie ten Messi, który zdobył 14 goli w Champions League i 41 w Primera Division, czy ten, który w ostatnich 180 minutach spędzonych na boisku, nie oddał naprawdę groźnego strzału?

Problemem Barcy nie jest jednak Argentyńczyk, ale pozostali strzelcy drużyny, którzy są rażąco nieskuteczni. Alexis Sanchez i Cesc Fabregas zmarnowali genialne szanse na Stamford Bridge, Xavi Hernandez przegrał pojedynek z Ikerem Casillasem w Gran Derbi. W obliczu rywala "murującego" swoją bramkę, Messi cofa się do pomocy stwarzając okazje innym. Nie jest w stanie asystować i strzelać jednocześnie.

Barca liczy na gole Alexisa Sancheza. Casillasa pokonał 120 sekund po wejściu na boisko. Tyle że potem wyglądał na przemęczonego. W sześć dni drużyna toczy trzy kluczowe mecze, w których decydują się losy sezonu. W sobotę, podczas Gran Derbi Real górował nad Barcą szybkością i siłą.

Obrona Katalończyków też nie była ostatnio nienaganna. Javier Mascherano zawalił przy bramkach Drogby (środa) i Cristiana Ronaldo (sobota), Carles Puyol przy golu Samiego Khediry w Gran Derbi. Po dwóch meczach na ławce, do składu wraca więc Pique. Ma być mężem opatrznościowym. Piłkarz zapewnia, że nie jest skłócony z trenerem, że włożyłby obie ręce do ognia, by Guardiola przedłużył kontrakt. Ale oczywiście woli być na boisku, mieć wpływ na losy zespołu. Zwłaszcza w meczu roku.

Kolejne pięć trofeów

Aby udowodnić, że dwie ostatnie porażki nie były początkiem końca wielkiej drużyny Pique odwołał się do sytuacji po ubiegłorocznym finale Pucharu Króla w Walencji. Barca przegrała z Realem po dogrywce, by kilka dni później wziąć rewanż w półfinale Champions League. "Wtedy też wielu z was ogłaszało koniec epoki" - mówił do dziennikarzy. "Tymczasem my zdobyliśmy kolejne pięć trofeów".

Bez względu na wszystkie dokonania Barcelony, dzisiejszy mecz z Chelsea zdecyduje o przyszłości drużyny. Takiego zdania jest Guardiola. Trener Barcy opóźnił wczorajszy trening o 25 minut, by przed nim wygłosić do piłkarzy kolejną długą i płomienną mowę. Margines błędu się wyczerpał. Gdyby dziś coś poszło nie tak, skutki mogłyby być opłakane.

To starcie śledzi cały świat i niemal nikt nie jest obojętny. Połowa ma nadzieję, że hegemonia Katalończyków dobiega końca, inni, że ten futbol, który uważają za siódmy cud świata, jeszcze raz zwycięży.

W erze Ligi Mistrzów nikt nie obronił trofeum, Barca wciąż na to szansy nie straciła. Gdyby się udało, dwie ostatnie bolesne porażki drużyna odkupiłaby.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Zobacz zestaw par półfinałowych Ligi Mistrzów

Barca na okrągło! 24 h na dobę! Nie przegap żadnego newsa! Zaprenumeruj informacje na jej temat!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL