Wielkie kontrowersje w meczu Barcelony z Atletico. UEFA nie pozostawia wątpliwości
FC Barcelona nieoczekiwanie przegrała z Atletico Madryt 0:2 (0:1) w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów, ale po spotkaniu niemal w takim stopniu, co o meczu samym w sobie, mówi się o sędziowskich kontrowersjach. Interii udało się potwierdzić wytyczne UEFA w kontekście dwóch kluczowych decyzji.

Barcelona od początku spotkania nie wyglądała najlepiej, jednak aż do końcówki pierwszej połowy była stroną przeważającą. Wtedy jednak doszło do pierwszej zaskakującej decyzji sędziego. Doświadczony Istvan Kovacs uznał, że Pau Cubarsi sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Giuliano Simeone, ale hiszpańskiemu obrońcy pokazał zaledwie żółtą kartkę. Decyzję zmienił dopiero po podejściu do monitora. Po obejrzeniu powtórki uznał, że prawidłową wyceną przewinienia jest czerwona kartka.
Oczywista czerwona kartka
Sytuacja zaskoczyła o tyle, że na pierwszy rzut oka możliwe wydawały się tylko dwa sprzeczne rozwiązania: albo sędzia puszcza grę (nie dopatrując się żadnego przewinienia - z tym, że tu było ewidentne), albo przy odgwizdaniu faulu pokazuje czerwoną kartkę. Poprosiliśmy w tej sprawie o komentarz aktywnego arbitra będącego na bieżąco z wytycznymi UEFA. Nie miał wątpliwości - to podręcznikowa czerwona kartka ze względu na to, że piłka zmierzała w kierunku bramki, a Cubarsi był ostatnim obrońcą, który pozbawił przeciwnika realnej szansy na zdobycie bramki (tzw. DOGSO, ang. Denying an Obvious Goal-Scoring Opportunity). Kovacs z kolei najwidoczniej uznał, że piłka nie była pod kontrolą napastnika, natomiast - jak słyszymy - liczy się przede wszystkim prawdopodobieństwo przejęcia kontroli nad nią. Wydaje się, że Simeone faktycznie nie miałby problemu z opanowaniem tego zagrania. Gdyby z kolei Cubarsi najpierw zatrzymał piłkę, a upadek spowodował ułamek sekundy później, mielibyśmy do czynienia ze "zwykłym" faulem i żółtą kartką (za tzw. SPA, ang. stop promising attack, zatrzymanie obiecującej okazji bramkowej).
Barcelonie należał się rzut karny
O ile zatem sędzia podjął początkowo błędną decyzję w wyżej opisanych okolicznościach i naprawił ją po konsultacji z VAR, o tyle wytyczne UEFA raczej nie pozostawiały wielkiego pola do interpretacji w drugiej, jeszcze bardziej kontrowersyjnej sytuacji. Chodzi o moment wznowienia gry od bramki przez bramkarza Atletico i zachowanie jego obrońcy. Juan Musso podał piłkę w kierunku Marca Pubilla, a ten... zastopował ją ręką, po czym sam wznowił grę z linii piątego metra. Arbiter uznał, że miał do tego prawo, najwidoczniej zagrania Musso nie interpretując jako wznowienia gry.
Problem w tym, że według naszych informacji, jakiś czas temu UEFA analizowała dokładnie tego typu zdarzenia. Sędziom pokazywano materiały z dwóch meczów, w których sędziowie podjęli dwie różne decyzje. W meczu Arsenalu z Bayernem Monachium Niemcy nie otrzymali za to karnego, podczas gdy arbiter spotkania Club Brugge - Aston Villa już wskazał na jedenasty metr za identyczne zachowanie obrońcy angielskiego zespołu. Sędziom przekazano, że prawidłową decyzją jest rzut karny, zatem można w tym przypadku mówić o poważnym błędzie Kovacsa.
Po spotkaniu Hansi Flick poszedł o krok dalej i twierdził, że Pubillowi należała się także żółta kartka, która w przypadku tego zawodnika byłaby już drugą - zatem siły by się wyrównały. Tutaj jednak niemiecki trener nie miał racji, gdyż na taką kartkę "nie ma paragrafu" - nie było to ani przerwanie korzystnej akcji, ani niesportowe zachowanie. Zgodnie z oczekiwaniami UEFA karny jednak powinien zostać podyktowany.












