Liga Mistrzów to marzenie dla polskich klubów. W 33-letniej historii zespołom znad Wisły tylko trzykrotnie udało się dostać do tych elitarnych rozgrywek. Były to Legia Warszawa (1995, 2016) i Widzew Łódź (1996). W tym sezonie do walki o elitarne rozgrywki staje Lech Poznań, który w maju świętował swoje dziewiąte mistrzostwo Polski. Poznaniacy sześciokrotnie pukali do bram raju, ale za każdym razem bez powodzenia. O tym, jak to wyglądało w 2010 roku wspominał w rozmowie z Interią Sport były obrońca Kolejorza, Marcin Kikut.
Los był łaskawy dla Lecha Poznań. Mistrz Islandii pierwszą przeszkodą
Lech Poznań miał sporo szczęścia w losowaniu. W drugiej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów los przedzielił mu Breidablik Kopavogur. Rywal Lecha to dwukrotny z rzędu mistrz Islandii. W pierwszej rundzie kwalifikacyjnej wyeliminował albańską Egnatię Rrogozhinę - po wyjazdowej porażce 0:1, u siebie wygrał aż 5:0.
O krok od niespodzianki. Jeden gol zadecydował. Potencjalny przeciwnik Lecha wcale nie taki mocny
- Skorzystaliśmy ze wszystkich możliwych źródeł, by dowiedzieć się o tym zespole jak najwięcej. Rozmawiałem też z Gislim o Breidabliku. Moi analitycy też wykonali swoją pracę i rozpracowali przeciwnika. Na pewno jest to zespół, który chce grać w piłkę, a nie tylko kopać ją daleko przed siebie. Mają w składzie wielu dobrych piłkarzy. Są bardzo agresywni, często stosują wysoki pressing na rywalu. I bardzo ważna będzie nasza organizacja gry w momencie, gdy będziemy pod presją. Nie może wpadać w panikę - tłumaczył na przedmeczowej konferencji trener Lecha, Niels Frederiksen.
Kolejorz był zdecydowanym faworytem meczu, ale wiele osób miało obawy przed starciem z islandzkim rywalem. Tym bardziej, że poznaniacy zaliczyli falstart do sezonu 2025/26. Najpierw przegrali mecz o Superpuchar Polski z Legią Warszawa 1:2, a w piątkowej inauguracji PKO BP Ekstraklasy zostali zdeklasowani przez Cracovię 1:4. Na domiar złego te dwie porażki przydarzyły się na domowym stadionie, który był zawsze twierdzą mistrza Polski.
Trener Frederiksen przed meczem dokonał trzech zmian w wyjściowym składzie w stosunku do piątkowej klęski z Cracovią. Od pierwszej minuty szansę dostali Mateusz Skrzypczak, Filip Szymczak i Afonso Sousa. Lechici rozpoczęli walkę o swoje marzenia przy wsparciu 25 tysięcy fanów. I bardzo szybko chcieli zaznaczyć, że to oni są faworytami dwumeczu. Ta sztuka im się udała już 4. minucie, kiedy to wynik otworzył Antonio Milić. Chorwacki stoper wykorzystał doskonałe dośrodkowanie Joela Pereiry z rzutu rożnego.
Bardzo aktywny w pierwszej części spotkania był Filip Szymczak, który robił dużo szumu na prawej stronie boiska. Islandczycy mieli bardzo duże problemy, aby upilnować pomocnika Kolejorza. Nawet jak odzyskiwali futbolówkę, to mieli spore problemy, aby wyjść z nią z własnej połowy boiska.
VAR w roli głównej. Trzy rzuty karne w pierwszej połowie
Gdy im się ta sztuka udała to od razu strzelili gola. W 26. minucie wyszli z groźnym kontratakiem. Milić nieco ostrzej zaatakował rywala, a sędzia bez mrugnięcia wskazał na rzut karny. Sytuacja była jeszcze analizowana przez VAR, ale nic to nie zmieniło. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Hoskuldur Gunnlaugsson, który pokonał Bartosza Mrozka. Tym samym przyjezdni wyrównali wynik spotkania, co było sporym zaskoczeniem.
Chwilę później goście przeszli drogę z nieba do piekła. Najpierw stracili zawodnika, a kilka minut później drugiego gola. Mikael Ishak wychodził na czystą pozycję z bramkarzem, ale został sfaulowany przez Viktora Margeirssona. Arbiter pokazał obrońcy Breidabliku żółtą kartę, choć równie dobrze mógł go wyrzucić z boiska. Sędzia Jasper Vergoote dał sobie szansę i ponownie skorzystał z wideoweryfikacji. Po obejrzeniu powtórek zmienił swoją decyzję i 31-letni Islandczyk musiał opuścić boisko.
Gra w przewadze to była woda na młyn dla gospodarzy, którzy postanowili urządzić sobie strzelaninę. Najpierw jednak ponownie w roli głównej wystąpił belgijski sędzia, który nie dostrzegł pierwotnie faulu na Miliciu w polu karnym. Gdy jednak obejrzał powtórkę sytuacji to nie miał wątpliwości i wskazał na rzut karny, który Ishak zamienił na gola.
Bezapelacyjnym bohaterem pierwszej połowy był Pereira. Portugalczyk w 42. minucie otrzymał na piętnastym metrze podanie od Michała Gurgula i świetnie przymierzył w światło bramki. Przy jego strzale Anton Einarsson był ponownie bez szans. Jeszcze w doliczonym czasie gry poznaniacy strzelili czwartego i piątego gola. Najpierw Ishak po raz drugi wykorzystał rzut karny, a następnie Leo Bengtsson wykończył koronkową akcję swojego zespołu.
Lechici prowadzili do przerwy czterema bramkami (5:1), ale schodzili do szatni pełni obaw o zdrowie Sousy. Portugalczyk pod koniec pierwszej połowy ucierpiał w starciu z rywalem i musiał opuścić plac gry.
Lech Poznań zrobił swoje. Rewanż będzie formalnością?
Jeszcze przed przerwą na boisku pojawił się Gisli Thordarson, który zastąpił kontuzjowanego Sousę. Na drugą połowę nie wyszli z kolei Milić i Antoni Kozubal. Zastąpili ich Alex Douglas i Timothy Ouma, który debiutował w barwach Kolejorza. 21-letni Kenijczyk, wypożyczony ze Slavii Praga, pokazał w kilku sytuacjach, że ma olbrzymie umiejętności piłkarskie.
Lechici w drugiej połowie jednak nie forsowali zbytnio tempa gry. Można rzec, że starali się dokończyć spotkanie, jak najmniejszym nakładem sił. Tym bardziej, że już w sobotę czeka ich ligowe starcie z Lechią Gdańsk. Sytuacje strzeleckie były jednak kwestią czasu. I tak oto w 78. minucie o strzał z dystansu pokusił się Filip Jagiełło, który sprawił, że islandzki bramkarz skapitulował po raz szósty, ale nie ostatni. W 85. minucie mieliśmy czwarty rzut karny w spotkaniu i trzeci dla Lecha. A jak jedenastka to Ishak, który się nie myli w takich sytuacjach. Dla Szweda był to też pierwszy hat-trick w barwach Kolejorza.
Rewanż pomiędzy Lechem, a Breidablikiem zaplanowano na przyszłą środę (30 lipca, godz. 20:30). Jeśli poznaniacy utrzymają zaliczkę, a jest to wielce prawdopodobne, to w trzeciej rundzie eliminacji zmierzą się ze zwycięzcą dwumeczu Lincoln Red Imps - Crvena zvezda Belgrad. W pierwszym spotkaniu na Gibraltarze triumfował mistrz Serbii 1:0.














