Reklama

Reklama

Sześciu portugalskich trenerów w piłkarskiej Lidze Mistrzów

Moda na Portugalczyków? Już nie tylko Jose Mourinho. W zespołach piłkarskiej Ligi Mistrzów pracuje aż sześciu trenerów z Portugalii.

Największa liczba trenerów jaką w tej edycji Ligi Mistrzów może pochwalić się Portugalia wynika - zdaniem mediów - z panującej w Europie mody na młodych szkoleniowców z tego kraju. Szlak przetarli im Mourinho i jego sportowy agent Jorge Mendes.

Reklama

Obaj w wywiadach przyznają, że ten popyt to pośrednio zasługa legendarnego trenera Bobbyego Robsona, który w latach 1992-1996 prowadził lizboński Sporting oraz FC Porto, gromadząc wokół siebie zdolnych młodych asystentów. Dziś dwóch z nich - Mourinho i Andre Villas-Boas - są w grupie sześciu portugalskich szkoleniowców występujących ze swoimi ekipami w Lidze Mistrzów. Pierwszy prowadzi londyńską Chelsea, drugi Zenit Petersburg.

W opinii komentatorów telewizji RTP pasmo sukcesów Mourinho, zapoczątkowane od wygrania LM z FC Porto w 2004 roku, zaczęło budować w Europie wizerunek portugalskiego trenera: młodego, zdolnego i bardzo dobrze rozumiejącego się z zawodnikami.

Po ostatniej kolejce LM, w której FC Basel niespodziewanie pokonało faworyzowany FC Liverpool 1-0, media okrzyknęły Paula Sousę "następcą Mourinho" i "cudotwórcą".

44-letni szkoleniowiec szwajcarskiego klubu, przed laty piłkarz m.in. Juventusu Turyn i Borussii Dortmund, przyznał, że w portugalskich trenerach drzemie duży potencjał, lecz z powodu różnych barier, głównie kompleksów, nie jest on w pełni wykorzystywany.

"My, Portugalczycy jesteśmy o wiele lepsi w rzeczywistości niż we własnym mniemaniu. Posiadanie sześciu trenerów wśród drużyn grających w Lidze Mistrzów jest najlepszym potwierdzeniem naszej wysokiej wartości. Musimy zacząć w siebie wierzyć" - powiedział w wywiadzie dla dziennika "A Bola".

Innym wskazywanym przez portugalskie media "następcą" Mourinho jest Marco Silva, szkoleniowiec Sportingu. Obaj spotkali się we wtorek w meczu grupy G Ligi Mistrzów w Lizbonie, gdzie 1:0 wygrała Chelsea.

"Silva potrzebował zaledwie trzech lat, aby z przeciętnego piłkarza stać się czołowym portugalskim trenerem. W bardzo krótkim czasie z drugoligowego Estoril Praia zrobił europejskiej klasy drużynę" - przypomniało Radio Renascenca.

Podobną przeszłość mają również Andre Villas-Boas i Leonardo Jardim, którzy także spotkali się w ostatniej kolejce LM w bezbramkowym meczu Zenitu z AS Monaco. Pomimo braku piłkarskiego doświadczenia szybko weszli do trenerskiej elity. Drzwi do kariery Villas-Boasowi otworzył Bobby Robson angażując w sztabie juniorów FC Porto. W ten sposób 16-letni Portugalczyk trafił na Mourinho, którego asystentem był przez kilka sezonów. Pierwszym samodzielnym sukcesem Villas-Boasa było wygranie z FC Porto Ligi Europejskiej w 2011 roku.

Także Jardim rozpoczynał pracę trenerską bardzo wcześnie. Jako 27-latek szkolił seniorów maderskiego AD Camacha nie posiadając żadnych doświadczeń piłkarskich. Okazały się one zbyteczne. W 2010 roku z zespołem Beira Mar awansował do I ligi, a w ciągu kolejnych czterech lat dowodził liczącymi się w Europie ekipami, takimi jak Sporting Braga, Olympiakos Pireus i Sporting Lizbona. Podczas tegorocznych wakacji 40-letni trener podpisał kontrakt z AS Monaco.

Dziś zarówno Villas-Boas, Jardim, jak i Mourinho wykonują pracę dla rosyjskich przedsiębiorców: zarządzających Zenitem władz koncernu Gazprom, sterującego Chelsea Romana Abramowicza oraz włodarza AS Monaco - Dmitrija Rybołowlewa. Poza tym Mourinho i Jardim mają wspólnego menedżera - Jorge Mendesa. Zdaniem mediów, to właśnie czołowy agent piłkarski świata jest głównym autorem sukcesu portugalskiej myśli szkoleniowej.

"Mendes ma także Jorge Jesusa kierującego Benfiką Lizbona. Bez inicjatywy i kontaktów przedsiębiorcy zapewne usłana wieloma sukcesami, ale i znaczącymi porażkami kariera tego szkoleniowca mogłaby mieć zupełnie inny przebieg. Także zakontraktowanie Mourinho i Jardima w czołowych klubach ma związek z siłą negocjacji Mendesa" - uważają komentatorzy RTP.

Kierujący Krajowym Związkiem Trenerów Piłki Nożnej (ANTF) Jose Pereira przyznał, że rekordowa obecność portugalskich szkoleniowców w rozgrywkach LM jest powodem do dumy i potwierdzeniem, że włodarze europejskich klubów mają zaufanie do trenerów znad Tagu.

"To historyczny rezultat, który należy za wszelką cenę utrzymać. Nie będzie to łatwe i trudno spodziewać się, aby w najbliższej przyszłości udało się powiększyć tę liczbę" - dodał Pereira.

Bardziej optymistyczni są portugalscy dziennikarze, którzy przyszły sezon w LM wróżą dwóm innym trenerom ze "stajni" Mendesa: zdymisjonowanemu we wrześniu selekcjonerowi narodowej drużyny Paulo Bento oraz Nuno Espirito Santo, prowadzącemu rewelacyjną w tym sezonie w Primera Division Valencię CF.

Dowiedz się więcej na temat: Jose Mourinho | Andre Villas-Boas | Liga Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje