Powiedzieć, że po odejściu Xabiego Alonso Bayer Leverkusen to nie jest ta sama drużyna, to jakby niczego nie powiedzieć. Wielu zawodników, którzy stanowili o sile "Aptekarzy" odeszło i nowy trener, Kasper Hjulmand, musi radzić sobie z bałaganem, który dodatkowo zostawił po sobie Erik ten Hag. Spotkanie 1. kolejki Ligi Mistrzów, przeciwko FC Kopenhadze, zaczęło się jednak fatalnie.
Jako pierwszy drogę do bramki znalazł już w 9. minucie Jordan Larsson - syn legendarnego Henrika Larssona. 28-latek urwał się Edmundowi Tapsobie i głową skierował piłkę do bramki po dośrodkowaniu spod linii końcowej boiska. To był jednak łagodny początek tego, co miało nastać później.
Spokojny początek i szalona końcówka. Bayer ratuje punkt w samej końcówce - znów
W 82. minucie Alejandro Grimaldo po raz kolejny w swojej karierze udowodnił, że ma niezwykle ułożoną nogę podczas wykonywania stałych fragmentów gry. Hiszpański wahadłowy uderzył tuż pod poprzeczkę i bramkarz Kopenhagi, Dominik Kotarski był bez szans. Było 1:1.
Zaledwie 5 minut później gospodarze znów cieszyli się jednak z prowadzenia. Wszystko za sprawą świetnej akcji i rozrzucenia piłki do prawego skrzydła. Tam Rodrigo Huescas, nawet nie podnosząc głowy, wrzucił piłkę w pole karne. Okazało się, że skrzydłowy Robert znalazł się dokładnie tam, gdzie być powinien. Brazylijczyk zgubił pilnującego go obrońcę i głową skierował piłkę na długi słupek.
Kibice zgromadzeni na Parken mogli mieć nadzieję, że to już koniec emocji na ten wieczór, ale nic bardziej mylnego. Leverkusen wiedząc, że nie ma już niczego do stracenia, rzuciło się do ataku.
Claudio Echeverri ustawiony po lewej stronie boiska postanowił płasko wrzucić piłkę w pole karne rywali i na jego szczęście, defensywa Kopenhagi wyręczyła rywali. Pantelis Hatzidiakos starał się interweniować i zablokować piłkę, ale na jego nieszczęście, skierował futbolówkę do własnej bramki, kompletnie myląc rywala.
W ostatnich sekundach Bayer jeszcze próbował zgarnąć komplet punktów, ale drogi do bramki już nie znalazł.











