Reklama

Reklama

Świat piłki wywrócony do góry nogami. Protokoły sprzyjają Wyspiarzom

"Covidowy protokół" wywrócił wszystko do góry nogami. Jak pisze Bożydar Iwanow, okoliczności zmuszają fanów i ekspertów do sprawdzania tego, czego nigdy wcześniej nie musieli.

Dlatego w wielu przypadkach gospodarz jest gospodarzem tylko na papierze. De facto jedno ze spotkań toczone jest na neutralnym terenie. Nie trzeba nikomu specjalnie długo tłumaczyć, że w systemie "mecz - rewanż" ma to olbrzymie znaczenie.

Reklama

Loty z Wysp Brytyjskich do wielu miejsc w Europie są zakazane, chyba, że pasażer zdecyduje się na kwarantannę, co jak wiadomo w przypadku zawodowego piłkarza nie jest możliwe. Spotkanie "Roji-Blancos" z "The Blues" przymierzane było do rozegrania przy Łazienkowskiej w Warszawie, ale w końcu odbędzie się w Bukareszcie.

Dla ekipy Diego Simeone to pierwsza kiepska informacja, bo wiemy, że choć gorący temperament fanów z Wanda Metropolitano w tym wirusowym okresie i tak by jej nie pomógł, to jednak ciągle Atletico jest zupełnie innym zespołem na wyjeździe i u siebie. Pod wodzą Argentyńczyka na własnym obiekcie nie przegrało w fazie play-off żadnego spotkania. Dziś - de facto - zagra jednak na obcym terenie.

W tej całej sytuacji najgorsze jest jednak coś innego. W połowie marca - jeżeli sytuacja pandemiczna na to pozwoli - piłkarze z Madrytu udadzą się do południowego Londynu. Protokół związany z koronawirusem "sprzyja" więc tym, którzy mają gorszą sytuacją w swoim kraju. Innymi słowy: pomaga Anglikom.

Na razie skorzystał na nim Liverpool, bo pierwsze spotkanie z RB Lipsk rozegrał nie w Niemczech, a w Budapeszcie. Wynik? 2-0 dla "The Reds". Patrzę na czwartkowe rezultaty Ligi Europy z udziałem angielskich klubów, które grały na "wyjazdach", czy w tym wypadku na neutralnym terenie, i co widzę: Wolfsberger - Tottenham 1:4, Real Sociedad San Sebastian - Manchester United 0:4. Z tego trendu wyłamał się jedynie Arsenal, ale tragedii też nie ma. 1:1 z Benficą to niezły rezultat. Ekipa z Lizbony "gościła" "Kanonierów" w Turynie...

Pucharowy charakter tej fazy rozgrywek został więc nieco naruszony, ale każdy rozumie wyjątkowość sytuacji i się na nią godzi. Pewnie w grę wchodzą też spore odszkodowania finansowe, które w obecnych okolicznościach każdy chętnie przyjmie. I nikt nie podnosi głosu, że mecz u "siebie" spotkaniem u "siebie" nie jest, a jednak grając rewanż wystąpi na angielskim terenie.

Czy w związku z zaistniałą okazją i druga potyczka nie powinna być grana na neutralnym boisku? Porażki Wolfsbergera czy Realu Sociedad jeszcze nie wzburzą takich dyskusji. Ale jeżeli na tym etapie odpadłoby Atletico, pewnie parę tego typu głosów usłyszymy. To przecież mimo kiepskiego ostatnio okresu ciągle lider La Liga. I jeszcze kilka tygodni temu powiedzielibyśmy, że to zdecydowany faworyt rywalizacji z Chelsea. Dziś nikt już tego nie powie. Nie tylko dlatego, że "Los Colchoneros" ulegli w sobotę Levante...

Bożydar Iwanow

Czytaj więcej na Polsatsport.pl!

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje