Reklama

Reklama

Superliga. Imperium zła kontratakuje

​Powszechny opór wobec Superligi jest naturalny, ale czy uzasadniony? Nikt nie wie jak będzie wyglądała, wszyscy wiedzą, że niedobrze.

Reklama

Niechęć FIFA i UEFA jest zrozumiała. Organizacje, które od dziesięcioleci miały monopol na światowy i europejski futbol na powstaniu Superligi na pewno stracą. Argument, że opierają się nowym rozgrywkom dla wspólnego dobra, lub dla dobra mniejszych klubów jest jednak hipokryzją. Maksymalizacja zysków to nie  jest wymysł 12 wielkich klubów, które założyły Superligę.

Jak FIFA dba o kibica

Reklama

Najbliższe piłkarskie mistrzostwa świata odbędą się zimą w Katarze. Z pewnością FIFA podjęła taką decyzję dla dobra wspólnego kibiców i całej futbolowej rodziny. Szef ligi hiszpańskiej Javier Tebas, który najgłośniej protestuje przeciw Superlidze, chciał organizować mecze  La Liga w USA, żeby zarobić więcej kasy. Hiszpańska federacja, także wróg Superligi, powołała do życia turniej o Superpuchar Hiszpanii rozgrywany w Arabii Saudyjskiej. Też z pewnością z myślą wyłącznie o wygodzie hiszpańskich kibiców.

Każdy chce robić na zawodowej piłce wielką kasę. Federacje, władze lig, FIFA i UEFA wkurza to wtedy, gdy chce tę kasę robić kto inny.

Superliga obiecuje mniejszym klubom miliardowy fundusz solidarnościowy. To więcej niż daje im UEFA. Czy obietnica zostanie spełniona? Nie wiem, ale argument, że Manchester United, Real Madryt, Barcelona, Manchester City itd wypinają się na całą resztę nie jest taki oczywisty. 12 klubów, które powołały Superligę wciąż chce występować w rozgrywkach krajowych. Tylko władze ligi włoskiej, hiszpańskiej i angielskiej, a także tamtejsze federacje zgodzić się na to nie mają zamiaru.

Kiedy w 1993 roku wielkie kluby wymogły na UEFA odejście od formuły Pucharu Europy i powołanie Ligi Mistrzów, także protestowano. Tymczasem przez te 28 lat rozgrywki bardzo się rozwinęły, stały się jednym z najlepszych futbolowych produktów. Kibicom przynoszą ogromne emocje.

Infantino ma mnie obronić?

W 1982 roku finał Pucharu Europy dobył się w Rotterdamie na stadionie Feyenoordu. De Kuip mógł pomieścić wtedy 69 tys ludzi, na mecz Aston Villi z Bayernem Monachium przybyło 39 tys. 30 tys. miejsc było wolnych. W erze Ligi Mistrzów bilety na finał rozchodzą się jak woda. W 1999 roku, gdy Bayern grał z Manchesterem United pojedynek na Camp Nou obejrzało 90 tys. kibiców. Z transmisjami w telewizji jest tak samo. Dziś Liga Mistrzów jest znakomitym produktem.

Czy Superliga będzie lepsza? Nie wiem. Wiem, że kibiców na świecie bardziej pociąga spotkanie Realu Madryt z Manchesterem United, niż tego samego Realu z Borussią Moenchengladbach w fazie grupowej. Założyciele Superligi chcą rozgrywać same hity, same starcia gigantów, żeby maksymalizować zyski. Tymczasem przy obecnej formule Ligi Mistrzów Barcelona ostatni raz wpadła na Real Madryt dekadę temu. Od 10 lat el Clasico można podziwiać wyłącznie w lidze hiszpańskiej.

Nie jestem żadnym obrońcą pomysłu Superligi. Mam masę wątpliwości jak wszyscy. Używanie słów "zdrajcy", "egoiści", "oszuści" pod adresem szefów 12 klubów pachnie mi hipokryzją. Wszyscy chcą zarabiać na piłce więcej. Mam sądzić, że prezes Realu Madryt Florentino Perez robi wszystko, by mnie jako kibica oszukać i "wyczyścić" z kasy, a prezes FIFA Gianni Infantino, albo szef UEFA Aleksander Czeferin to są moi obrońcy?

Światowa piłka jest obszarem, na którym ścierają się różne interesy. Nie wszystkie mogę prześwietlić już na starcie. Ta cała gra nie jest z pewnością czarno-biała czyli z jednej strony spiskowcy, zdrajcy, szantażyści reprezentujący imperium zła, z drugiej obrońcy etyki i przyzwoitości.

Dariusz Wołowski

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | Superliga | Real Madryt | Barcelona | Manchester United

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje