Reklama

Reklama

Superliga. 12 najbogatszych klubów zrobiło z siebie pośmiewisko

​Przetrwała 48 godzin, co kompromituje i ośmiesza jej twórców. Pozostawi kilku rannych, a może i zabitych. Na oczach milionów ludzi projekt Superligi rozpada się jak domek z zapałek w zetknięciu z płomieniem protestu.

Piłkarze mniej bogatych klubów hiszpańskich mieli zamiar wyjść na mecze najbliższej kolejki Primera Division w koszulkach z napisami wyrażającymi protest przeciw Superlidze. Uważają, że Real Madryt, przy wsparciu Barcelony i Atletico Madryt chcieli odebrać im prawo do piłki.

Superliga. Skompromitowany Agnelli

Trzy kluby Primera Division postawiły się ponad resztę. Szef Barcy Joan Laporta jako kandydat na prezesa był przeciwny Superlidze, ale zmienił zdanie, gdy po wygraniu wyborów przejrzał klubowe rachunki. Katalończycy toną w długach tak jak większość ich wielkich rywali z dwunastki, której zamarzyły się miliardy euro wygenerowane przez nowe rozgrywki.

Reklama

Pomysł był ryzykowny, ale w 48 godzin zaczął ocierać się o groteskę. Ciężko poraniony jest szef Juventusu Andrea Agnelli, publicznie nazwany kłamcą przez prezesa UEFA Aleksandra Czeferina. Dla Superligi Agnelli zrezygnował z szefowania Stowarzyszeniu Klubów Europejskich (ECA), a klub z Turynu opuścił ECA. 48 godzin po ogłoszeniu projektu, który miał zrewolucjonizować futbol, Agnelli ma ponoć zamiar opuścić Juventus. W kilka chwil wali się kariera jednego z najważniejszych ludzi włoskiej piłki.

Superliga. Skompromitowany Perez

Szef Realu Florentino Perez - pierwszy prezes Superligi, zapewne też pali się ze wstydu. Wielki przedsiębiorca, wizjoner, który doprowadził "Królewskich" do pięciu triumfów w Lidze Mistrzów, staje się pośmiewiskiem. Koszulki z protestem przygotowywane przez graczy Cadiz i innych nie będą potrzebne. Wielki projekt okazuje się nierealny, wręcz żałosny.

Być może najbardziej kompromitująco wypadła jednak postawa sześciu najpotężniejszych angielskich klubów. Jakby nie przewidziały skali protestów, które wywołają. Ani trochę nie znają swoich kibiców? Właściciel Liverpoolu John W. Henry publicznie przeprasza teraz fanów klubu za próbę przystąpienia do Superligi.

Pierwszą ofiarą jest Ed Woodward, który zrezygnował ze stanowiska wiceprezesa Manchesteru United. Zapewne będą inne dymisje. Wielcy ludzie biznesu, obracający setkami milionów stworzyli projekt, który narobił hałasu na cały świat i zmarł po upływie dwóch dni. A przecież wystarczyło, by Woodward porozmawiał chwilę z Alexem Fergusonem, największą legendą klubu z Old Trafford, przeciwną projektowi Superligi. Przeciwny był też Pep Guardiola, trener Manchesteru City. Biznesmeni zarządzający angielskimi klubami przystąpili do nowego projektu kompletnie nieprzygotowani. Teraz muszą podkulić ogony i całować pierścień Czeferina i szefującego FIFA Gianniego Infantino. Sami sobie zgotowali takie upokorzenie. Chcieli osłabić władzę FIFA i UEFA, a niestety tylko ją umocnili.

Czy kryła się za projektem Superligi jakaś głębsza myśl, czy sama bezmyślność i chęć zysku? Tak, czy owak szefowie 12 najbogatszych klubów świata nie mogli skompromitować się głębiej.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje