Smutek w Barcelonie. Zaczynają liczyć starty, nie pomógł nawet Lewandowski
FC Barcelona za burtą Champions League. "Duma Katalonii" co prawda spektakularnie rozpoczęła dzisiejszy mecz w Madrycie, ale Atletico w porę wróciło do gry. Podopieczni Hansiego Flicka okazali się gorsi w dwumeczu o jedną bramkę i muszą pożegnać się nie tylko z marzeniami o zdobyciu charakterystycznego uszatego trofeum. Koło nosa obecnym liderom La Ligi przejdą także spore pieniądze. Już w tym temacie rozpisują się media z Półwyspu Iberyjskiego.

Wtorkowa potyczka nie mogła rozpocząć się lepiej dla "Blaugrany". Podopieczni Hansiego Flicka szybko objęli prowadzenie, a następnie jeszcze podczas trwania pierwszej połowy doprowadzili do remisu w dwumeczu. Kibice Atletico Madryt byli zaniepokojeni i obawiali się najgorszego. Do euforii doprowadził ich jednak Ademola Lookman. Więcej bramek już nie padło, dzięki czemu stołeczna ekipa zameldowała się w gronie czterech czołowych drużyn Starego Kontynentu.
A FC Barcelona wciąż musi poczekać na kolejny triumf w swojej historii. Ostatni raz z wielkiego sukcesu w Europie "Bordowo-Granatowi" cieszyli się ponad dziesięć lat temu, bo dokładnie w 2015 roku. Brak przepustki do półfinału ma też bolesne konsekwencje finansowe. Chodzi o nagrody przyznawane przez UEFA za wyniki sportowe. Atletico zapewniło sobie dziś przelew w wysokości minimum 15 milionów euro. "Duma Katalonii" zarobi 2,5 miliona euro mniej.
"Budżet na rok finansowy 2025-26 przewidywał już awans co najmniej do tej rundy, więc Barca straci zyski, które wygenerowałyby wspomniane 15 milionów euro z półfinałów, a także wpływy z biletów za dodatkowy mecz na Camp Nou. Awans do finału w Budapeszcie przyniósłby dodatkowe 18,5 miliona euro, wygrana - kolejne 6,5 miliona, a do tego dochodziły gwarantowane 4 miliony euro za grę w kolejnym Superpucharze Europy w Salzburgu , z opcją dodatkowego miliona euro za wygraną" - czytamy na łamach "mundodeportivo.com".
Były członek zarządu FC Barcelona jest wściekły. Dostało się sędziom
W Katalonii nie wszyscy potrafią się pogodzić z porażką. Nie wytrzymał choćby Toni Freixa, czyli były dyrektor wykonawczy FC Barcelona. "Antyfutbolowa taktyka i stronnicze sędziowanie uniemożliwiły im awans. Haniebne zawody" - napisał w mediach społecznościowych. Specjalny artykuł przedstawiający jego reakcję stworzyła "marca.com". Chodziło zapewne o nieprzyznanie rzutu karnego "Blaugranie". Pod koniec pierwszej połowy doszło do stykowej sytuacji z Danim Olmo w roli głównej.
Polscy kibice także nie zostali dziś rozpieszczeni. Hansi Flick wprowadził Roberta Lewandowskiego pod koniec meczu. Warszawianin nie miał z tego powodu zbyt wiele dogodnych sytuacji. Ba, zadanie utrudniła mu dodatkowo czerwona kartka dla Erika Garcii.












