Sensacja w Lidze Mistrzów. Koszmar Piotra Zielińskiego, sceny w Mediolanie
Inter Mediolan w pierwszym meczu barażowym Ligi Mistrzów przegrał 1:3 wyjazdowe spotkanie z norweskim Bodo. Wówczas mecz na ławce zaczął Piotr Zieliński. Polak wrócił do wyjściowego składu na rywalizację rewanżową na Giuseppe Meazza w Mediolanie. Z boiska zszedł w 62. minucie przy wyniku 0:1, ale sam nie miał sobie wiele do zarzucenia. Ostatecznie mecz zakończył się triumfem gości 2:1, a to oznacza, że Inter odpada z Ligi Mistrzów już na etapie fazy barażowej.

Inter Mediolan w ostatnich latach w Europie zyskał niesamowicie na znaczeniu. Zespół z włoskiej stolicy mody na dwie z trzech ostatnich edycji kończył w finale. Najpierw minimalnie przegrał z Manchesterem City, żeby w ubiegłorocznej edycji przeżyć koszmarną noc w rywalizacji z Paris Saint-Germain.
Bez wątpienia marzenie o zdobyciu drugiego w historii pucharu za zwycięstwo w Lidze Mistrzów pozostaje w Mediolanie żywe. W tym sezonie droga do potencjalnego kolejnego finału wiedzie przez sztuczną murawę w Bodo. Tam w pierwszym meczu barażowym włoska ekipa przegrała 1:3.
Koniec drogi Interu Mediolan. 62. minuty Zielińskiego
Wówczas szansę odpoczynku dostał Piotr Zieliński. W rewanżowym spotkaniu na Giuseppe Meazza szans na taki ruch już nie było. Polak zaczął ten mecz na murawie od pierwszych minut, a Inter musiał radzić sobie bez kontuzjowanego Lautaro Martineza i Denzela Dumfriesa, który wrócił na ławkę rezerwowych.
Od pierwszych minut Inter atakował, a głównym prowodyrem wszelkich ofensywnych akcji był właśnie Polak. Na nieszczęście Interu niewiele z tego jednak wynikało, bo konkretów brakowało. Ostatecznie w pierwszej połowie Inter oddał aż 12 strzałów, z czego cztery były celne. Problem w tym, że łącznie dały one współczynnik 0,6 oczekiwanego gola.
Bramkarz gości zdecydowanie nie zapracował na miano bohatera. W związku z tym wszystkim do przerwy mieliśmy wynik 0:0, a po stronie gospodarzy jednym z najlepszych piłkarzy bez wątpienia był Piotr Zieliński. Do drugiej połowy oba zespoły przystąpiły bez zmian personalnych.
Z perspektywy neutralnego obserwatora druga część rywalizacji rozpoczęła się w sposób ekscytujący. W 56. minucie fatalny błąd popełnił Manuel Akanji. Szwajcar źle wyprowadził piłkę, a ta trafiła pod nogi Blomberga. Ten strzelił, ale z interwencją zdążył Sommer. Szwajcar odbił piłkę na tyle niefortunnie, że spadła ona pod nogi Hauge.
Norweg z bliska wpakował futbolówkę do siatki i wyprowadził Bodo na sensacyjne prowadzenie. Chwilę później niespodziewanie z boiska zszedł Zieliński. W 69. minucie Akanji miał szansę się zrehabilitować, ale po płaskim dośrodkowaniu w pole karne kopnął w dobrej sytuacji w słupek.
W 72. minucie wątpliwości, co do triumfatora tego spotkania zniknęły. Tym razem to Hauge był w roli podającego, a jego dogranie wykorzystał Evjen, podwyższając prowadzenie na 2:0. Trzy minuty później Inter złapał kontakt za sprawą gola Alessandro Bastoniego, który dobrze zachował się w zamieszaniu w polu karnym.
Nic więcej Inter nie zdołał jednak zrobić, choć sytuacji nie brakowało. Ostatecznie naliczono gospodarzom aż 29 strzałów, ale ledwie dwa z nich były tzw. "dużymi szansami". To ostatecznie przełożyło się na porażkę 1:2 i sensacyjne pożegnanie ubiegłorocznych finalistów Ligi Mistrzów już na etapie fazy barażowej. Bodo zagra z Manchesterem City lub Sportingiem Club De Portugal.











