Sceny w Monachium. Pajor z golem, potem dwie czerwone kartki. Zawód Barcelony
Po rozgromieniu w ćwierćfinale kobiecej Ligi Mistrzów Real Madryt piłkarki Barcelony przystąpiły do walki o wielki finał. W 1/2 finału rywalkami okazały się zawodniczki Bayernu Monachium. Na Allianz Arenie od pierwszej minuty oglądać mogliśmy Ewę Pajor. Napastniczka dała o sobie znać już w 8. minucie, gdy zapisała się na liście strzelców. Całe spotkanie finalnie zakończyło się remisem 1:1. Z tego wyniku niezadowolona może być "Duma Katalonii". Co ciekawe, podczas meczu posypały się czerwone kartki.

Znakomicie w tym sezonie radzi sobie kobiecy zespół Barcelony. Ekipa Pere Romeu prawdziwie zdominowała krajowe rozgrywki ligowe i jest już pewna tytułu mistrzyń Hiszpanii. Do tego w połowie maja zmierzą się z Atletico Madryt w wielkim finale Pucharu Królowej. Nie inaczej jest również w Lidze Mistrzów.
Po rozgromieniu w ćwierćfinałowym dwumeczu 12:2 Real Madryt nadszedł czas na walkę o wielki finał. Na drodze "Dumie Katalonii" stanęły zawodniczki Bayernu Monachium, czyli mistrzynie Niemiec. Faworytkami meczu były jednak zawodniczki z Hiszpanii.
Do pierwszego potwierdzenia nadeszło już w 8. minucie. Patri Guijarro doskonale wypatrzyła Esmee Brugts, a ta dośrodkowała w kierunku pola karnego, gdzie idealnie stała Ewa Pajor. Polka z pierwszej piłki pokonała Enę Mahmutović i otworzyła wynik meczu. Był to prawdziwy "złoty dotyk".
Po tym trafieniu gra znacznie zwolniła i toczyła się w środku pola. W okolicach 30. minuty aktywna znów była Brugts. Holenderka ruszyła do przodu i z okolic 16. metra oddała strzał z dystansu. Piłka leciała jednak zbyt lekko i sam środek, co znacznie ułatwiło interwencję golkiperce Bayernu.
Po stronie niemieckiego giganta aktywna była Klara Buhl. 25-latka w 42. minucie zeszła z lewej strony i oddała bardzo groźny strzał z dystansu. Na wysokości zadania stanęła jednak Cata Coll. Po pierwszej części meczu tablica wyników wskazywała 1:0 dla Barcelony.
"Duma Katalonii" atakowała, był słupek. Tak zakończył się pierwszy mecz
Druga część spotkania mogła się rozpocząć "z wysokiego c". Ponownie w roli głównej była Esmee Brugts. Lewa obrończyni kolejny raz dała o sobie znać i znów oddała bardzo groźny strzał. Tym razem piłka uderzyła w słupek. Były jeszcze próby dobitki, lecz zabrakło konkretnego uderzenia.
W 60. minucie znów było gorąco pod bramką Bayernu. Po rzucie rożnym groźny strzał posłała Irene Paredes. Defensorka chciała wykorzystać fakt, że z bramki wyszła Mahmutović i dość niespodziewanie uderzyła piłkę będąc... tyłem. Jedna z zawodniczek niemieckiej ekipy wybiła futbolówkę z samej linii. Dalej było tylko 1:0.
Dziewięć minut później z kontratakiem ruszyły zawodniczki Jose Barcala. Z lewej strony dużo miejsca miała Pernille Harder. Dunka była szybsza od przeciwniczek i wyłożyła piłkę do Franziski Kett. 21-latka zachowała zimną krew i bez większych problemów pokonała hiszpańską golkiperkę.
W 80. minucie strzelczyni gola dla Bayernu otrzymała czerwoną kartkę. Wszystko po tym, jak pociągnęła za włosy Salmę Paralluelo. Na korzyść Niemki nie zadziała nawet analiza sytuacji przez VAR. Swoich emocji nie krył trener ekipy, co poskutkowało... czerwoną kartką.
Ostatecznie rywalizacja zakończyła się remisem 1:1. Rewanżowy mecz półfinału Ligi Mistrzów kobiet pomiędzy Barceloną i Bayernem Monachium odbędzie się 3 maja.














