Reklama

Reklama

Ryszard Komornicki: Lech w meczu z Basel nie potrzebuje cudu

Szwajcaria to nie tylko sery i zegarki, oni naprawdę dobrze grają w piłkę, a Basel rządzi w tamtejszej lidze. Ale Lech nie potrzebuje cudu. Jeśli zagra swój najlepszy futbol, może być dobrze - mówi przed meczem 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów były trener m.in. FC Aarau i FC Luzern, Ryszard Komornicki. "Kolejorz" dziś o 20.45 zagra z FC Basel. Rewanż w Bazylei za tydzień.

Interia zaprasza na tekstową relację z meczu Interia zaprasza na tekstową relację z meczu Lech Poznań - FC Basel. Początek o 20.45! Tylko u nas możesz na żywo komentować!Poznań - FC Basel. Początek o 20.45

Reklama

Tutaj znajdziesz relację na żywo na urządzenia mobilne

Interia: Lech Poznań zmierzy się dzisiaj z Basel w 3. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Ma szansę awansować?

Ryszard Komornicki: - Przed Lechem trudne zadanie, ale Szwajcarzy nie są przeszkodą nie do przeskoczenia. Niezależnie od tego, kto byłby przeciwnikiem mistrzów Polski w 3. rundzie, to "Kolejorz" miałby trudny sprawdzian, bo w ostatnich latach odpadał przecież ze słabymi drużynami z Litwy czy Islandii.

Liga szwajcarska jest pana zdaniem mocniejsza od Ekstraklasy?

- Na pewno czołówka ligi, gdyby spojrzeć na średnią jej umiejętności, jest mocniejsza niż w Polsce. Ogólnie jednak poziom jest zbliżony, z małą przewagą na korzyść Szwajcarii. Nasza liga jest bardziej fizyczna, a oni starają się grać w piłkę nieco szybciej.

Jakie nastroje panują w Szwajcarii przed meczem Basel z Lechem?

- Szwajcarzy są optymistami i nikt nie bierze pod uwagę tego, że Basel mogłoby odpaść. Parę dni temu dzwonił do mnie szwajcarski dziennikarz i mówił, że dla Basel porażka z Lechem to byłby blamaż. Trochę go poprawiłem, bo wyeliminowanie mistrza Polski wcale nie będzie takie proste.

Basel w ostatnich tygodniach przechodzi spore zmiany. W klubie jest nowy trener - Urs Fischer. To może pomóc Lechowi?

- Basel jest takim klubem, który nic nie pozostawia przypadkowi. Strategia jest obliczona na kilka lat i trener ma tu ograniczone pole manewru. To nie jest tak, że przyjdzie nowy szkoleniowiec i powie: "Panowie, teraz ja tu rządzę i zmieniamy wszystko". W szwajcarskim klubie działa komitet transferowy, który oczywiście konsultuje się z trenerem, ale zachowuje decydujący głos dla siebie. Podam przykład: w zeszłym sezonie, kiedy już było wiadomo, że karierę zakończy Marco Streller, oni natychmiast mieli przygotowanych trzech zawodników o podobnej charakterystyce na jego pozycję.

- Zresztą Basel w ogóle jest bardzo uporządkowanym klubem. Np. o zmianie trenera nigdy nie informują najpierw gazety, tylko oficjalny komunikat klubowy. Kiedy ktoś kilka lat temu wyniósł z klubu informacje, to natychmiast został zwolniony.

W ostatnich kilku latach Basel potrafiło sprzedawać zawodników za duże pieniądze. Taki Shaqiri odszedł do Bayernu za 12 mln euro. Jak oni to robią?

- Siadają do stołu i handlują! Może mają jakiś inny cennik? Mówiąc poważnie, to wszystko sprowadza się do szkolenia młodzieży i trenerów. Kiedy rozmawiam czasem ze znajomymi z Europy, to wydaje im się, że Szwajcaria to tylko sery i zegarki. Ale w ostatnich kilku latach futbol w tym kraju zrobił ogromny skok do przodu. Tu nie chodzi o szczęście, tylko o dobry plan, który był później konsekwentnie realizowany. Dzięki ciężkiej pracy oni potrafią wyszkolić naprawdę dobrych zawodników, a potem sprzedać ich na Zachód.

Z Basel odeszło ostatnio kilku ważnych zawodników - Fabian Schaer, Fabian Frei i wspomniany Streller. To dobra wiadomość dla Lecha?

- Szczególnie odejście Schaera to duża strata. To środkowy obrońca, ale lepiej niż w defensywie spisuje się w ataku. Odkąd był nastolatkiem potrafił potężnie strzelić z dystansu. Ależ on miał kopyto! Z kolei Frei był inteligentnym środkowym pomocnikiem, który w Basel grał już ładnych parę lat. Jeśli chodzi o Strellera, to sprowadzili za niego jego "brata bliźniaka" - Marca Janko. To praktycznie ten sam typ napastnika. Umiejętności ma nie mniejsze niż Streller, natomiast Szwajcar dawał zespołowi kilka procent "ekstra", bo miał charyzmę.

W ataku Basel brylował w zeszłym sezonie młody Breel Donald Embolo. Według Szwajcarów to jeden z największych talentów europejskiej piłki. Jak pan ocenia tego gracza?

- Mogę się tylko podpisać pod opiniami tych, którzy wróżą Embolo wielką przyszłość. On jest szybszy od wiatru, niezły technicznie i do tego skuteczny. Obrońcy Lecha nie mogą go stracić z oczu nawet na chwilę, bo jak im się urwie, to go nie dogonią. Jeśli jego głowa będzie pracowała tak dobrze jak nogi, to przed nim wielkie rzeczy.

Polskie kluby na Ligę Mistrzów czekają już prawie 20 lat, a Szwajcarzy co roku mają drużyny w fazie grupowej. Dlaczego?

- W piłkę gra się nie tylko nogami, ale także głową. I tu jest duża różnica na korzyść Szwajcarów. Oni mają u siebie "życie jak w Madrycie", a jednak ciężko pracują i rozumieją, że piłka to przede wszystkim porządek i dyscyplina. Szwajcarzy nie są ludźmi pełnymi polotu czy temperamentu, ale są solidni i potrafią wyszkolić zawodnika od podstaw.

- Poza tym, mają bardzo dobrą etykę pracy. Każdy klub ma swój kodeks zachowań, a w Bazylei jest on bardzo ściśle przestrzegany. Tam nie może dochodzić do sytuacji, że zawodnik cwaniakuje i rządzi klubem.

A w Polsce się to zdarza?

- Tego nie mówię. Ale obserwując z bliska szwajcarski futbol, sądzę, że cały klub piłkarski działa znacznie lepiej, kiedy ma plan. Nie można działać na wariackich papierach. Kiedy do klubu przychodzi człowiek, który w dwa dni chce zmienić wszystko, to zazwyczaj kończy się fatalnie.

- Byłem akurat ostatnio w Polsce, poczytałem sportowe gazety i bardzo zdziwiło mnie to, że trwa wielka dyskusja na temat rotacji i "oszczędzania" zawodników. Każdy chyba się na ten temat wypowiedział, a może teraz trzeba by zapytać samych piłkarzy? Jakoś nie chce mi się wierzyć w to, że oni chcieliby co chwilę siadać na ławce. Zresztą, co robi piłkarz poza graniem w piłkę? Chodzi pracować w kopalni? W Szwajcarii nie ma takich dyskusji. Tam piłkarz ma być przygotowany do grania co trzy dni i kropka.

Ma pan w głowie idealny scenariusz na mecz Lecha z Basel?

- Lech nie może sobie pozwolić na to, by stracić bramkę. Gdyby do tego strzelił jednego lub dwa gole, to już byłoby cudownie. Zresztą nie mówmy o cudach, bo piłka widziała ich już wiele. Lech nie potrzebuje żadnego cudu nad Wartą, wystarczy, że zagra najlepiej jak potrafi i będzie dobrze!

3. runda eliminacji Ligi Mistrzów. Sprawdź zestaw par - kliknij tutaj!

Rozmawiał Bartosz Barnaś

Dowiedz się więcej na temat: FC Basel | Ryszard Komornicki | Lech Poznań | Liga Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje