Rollercoaster w Madrycie, potem czerwona kartka. Lewandowski nie pomógł. To koniec
We wtorek FC Barcelona przystąpiła do niezwykle trudnego zdania w Lidze Mistrzów - odrobienia straty dwóch bramek z pierwszego spotkania z Atletico Madryt. Ekipa Hansiego Flicka od pierwszego gwizdka grała bardzo odważnie i szybko doprowadziła do remisu w rywalizacji. Kilka minut otrzymał Robert Lewandowski, lecz nie miał żadnej dogodnej sytuacji. Co więcej, aktualni mistrzowie Hiszpanii grali w osłabieniu. Ostatecznie "Duma Katalonii" wygrała mecz 2:1, lecz uległa w całym dwumeczu 2:3 i pożegnała się z rozgrywkami.

Niecały tydzień po pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów Atletico Madryt i FC Barcelona spotkały się ponownie. Do meczu na Riyadh Air Metropolitano ekipa Diego Simeone przystąpiła ze stosunkowo sporym buforem bramkowym, bowiem wygrała poprzednią rywalizację 2:0.
W mediach spekulowano, że Argentyńczyk do gry poślę maksymalnie defensywny skład i będzie bronić przewagi. W przypadku "Dumy Katalonii" natomiast spodziewano się od pierwszej minuty m.in. Roberta Lewandowskiego. Finalnie jednak Hansi Flick postawił na Ferrana Torresa.
Aktualni mistrzowie Hiszpanii od razu ruszyli do przodu. Już w 1. minucie w dogodnej sytuacji znalazł się Lamine Yamal, lecz na wysokości zadania stanął Juan Musso. Chwilę później jednak musiał wyjmować piłkę z siatki. Fatalny błąd popełnił Clement Lenglet, a 18-latka od razu wypuścił Ferran Torres. Skrzydłowy zachował zimną krew i technicznie pokonał golkipera rywali.
Zaledwie 20 minut później stadion w stolicy Hiszpanii zamilkł po raz drugi. Kapitalnym podaniem do wspomnianego Torresa popisał się Dani Olmo, a ten zachował się niczym rasowy snajper. Przyjął kierunkowo, wypracował sobie okazję i oddał "zabójczy" strzał. W 24. minucie w dwumeczu było już 2:2.
Po tym trafieniu gra nieco zwolniła i toczyła się głównie w środku pola. Popularni "Los Colchoneros" szukali swoich okazji z kontrataków. Szansa na taki nadeszła w 31. minucie. Na prawej stronie urwał się Marcos Llorente. Wychowanek Realu Madryt wyłożył piłkę do Ademoli Lookmana, a ten tylko dołożył nogę. Było 1:2. Taki wynik premiował do półfinału zespół gospodarzy.
W pierwszej połowie swoje szanse mieli jeszcze Ferran Torres oraz Jules Kounde. Z ich akcji jednak nie wynikło nic szczególnego. Po pierwszej połowie tablica wyników wskazywała 2:1 dla Barcelony.
Barcelona trafiła do siatki, potem czerwona kartka. Wszystko na nic
Druga część meczu mogła znakomicie rozpocząć się dla graczy "Atleti". Kontrę wyprowadził Julian Alvarez. Na wysokości pola karnego wycofał do Lookmana, a ten spróbował zaskoczyć Joana Garcię uderzeniem z daleka. Futbolówka finalnie przeleciała niedaleko dalszego słupka.
W 55. minucie Barcelona przyśpieszyła. Piłkę rozgrywali Cancelo i Olmo. W szesnastce znalazł się Gavi, lecz jego strzał został zablokowany. Piłką trafiła tuż pod nogi Torresa. Ten skierował ją do bramki, jednak po interwencji VAR gol nie został uznany. Hiszpan był na spalonym.
Po nieco ponad godzinie gry na murawie pojawił się Robert Lewandowski. W 74. minucie wyśmienitą okazję miał Robin Le Normand. Defensor wykorzystał zamieszanie w polu karnym i uderzył z półwoleja. Jeszcze lepiej zachował się golkiper "Dumy Katalonii", który obronił strzał, dzięki czemu utrzymał swoją drużynę przy życiu.
Atletico nie zamierzało zaprzestawać atakować. Tuż po zmianie sam na sam z Garcią ruszył Alexander Sorloth. Norweg wywalczył sobie pozycję i nagle padł na ziemię. Gorąco zrobiło się wokół Erica Garcii. Początkowo Clement Turpin zagwizdał spalonego. Wtedy do gry wszedł VAR. Ostateczna decyzja? Czerwona kartka dla Hiszpana. Ostatnie minuty Barcelona grała w osłabieniu.
Po tym zdarzeniu cały zespół desperacko szukał trzeciego trafienia. Głową próbowali Lewandowski i Araujo. Ich uderzenia nie znalazły drogi do siatki.
Finalnie ekipa Hansiego Flicka zwyciężyła w Madrycie 2:1, lecz w dwumeczu przegrała 2:3. W ten sposób do półfinału Ligi Mistrzów awansowało Atletico Madryt. Tam rywalem zespołu Simeone będzie lepszy z pary Arsenal - Sporting Lizbona.















