Rollercoaster w hicie LM. Gwiazdor uciszył San Siro, Zieliński i spółka na kolanach
20 stycznia w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów mogliśmy podziwiać "bitwę liderów". Tego dnia Inter Mediolan podejmował bowiem Arsena. Obie ekipy zajmują 1. miejsca w swoich krajowych rozgrywkach. Wyłonienie faworyta było więc ciężkim zadaniem. W pierwszej połowie byliśmy świadkami wymiany ciosów, z której ostatecznie zwycięsko wyszli Londyńczycy. W drugiej połowie podkreślili oni jedynie swoją wyższość, uciszając legendarne San Siro.

Są starcia, w których wyłonienie wyraźnego faworyta stanowi karkołomne zadanie. Z pewnością do takich pojedynków należą "bitwy liderów". Ciężko bowiem inaczej określić spotkanie 1. drużyny Serie A z 1. ekipą Premier League. Do takiego meczu doszło 20 stycznia, kiedy to Inter Mediolan w ramach trwającej wciąż fazy ligowej Ligi Mistrzów podejmował Arsenal.
Obydwie przytoczone ekipy póki co odznaczają się bardzo dobrą formą. Na korzyść Londyńczyków przemawia jednak wywalczenie pozycji lidera fazy ligowej LM. Niemniej, "Nerazzurri" również nie zawiedli w tej kwestii oczekiwań swoich kibiców, lokując się na tym etapie rozgrywek na 6. pozycji.
Rollercoaster na San Siro. Cios za cios w pierwszej połowie hitu LM
Pierwsze minuty meczu zdecydowanie należały do piłkarzy z Wysp Brytyjskich. Zepchnęli oni graczy Interu do głębokiej defensywy, tworząc sobie kilka sytuacji podbramkowych. Ostatecznie wszystkie strzały zostały jednak zablokowane przez defensorów.
Tego typu naciski prędzej czy później musiały się opłacić. W 10. minucie piłkarze Arsenalu znów znaleźli się w okolicy pola karnego gospodarzy. Tym razem piłka trafiła pod nogi Jurriena Timbera, który postanowił wykorzystać kilka metrów wolnej przestrzeni. Nie trafił on jednak czysto w futbolówkę, przez co ta dość powoli zmierzała w kierunku bramki. Okazję wykorzystał nieupilnowany Gabriel Jesus, który kilka metrów przed linią bramkową przeciął tor lotu piłki, uderzając ją z dużo większym impetem niż kolega. Yann Sommer nie miał szans na obronę strzału Brazylijczyka.
Ta bramka podziałała na gospodarzy jak przysłowiowa płachta na byka. Po wznowieniu gry to oni przejęli inicjatywę. W 17. minucie dobrą okazję do wyrównania miał Marcus Thuram. Po świetnym podaniu od Lautaro Martineza, Francuz znalazł się na obrzeżach pola karnego. Napastnik szykował się już do strzału, lecz jego próbę uprzedziła interwencja Cristhiana Mosquery. Szczęśliwie dla "Nerazzurrich" piłka trafiła jednak pod nogi Petara Sucicia. Chorwat bez zastanowienia przymierzył zza pola karnego, zdobywając pięknego gola.
Raptem 10 minut później Thuram znów stanął przed szansą wpisania się na listę strzelców. Tym razem niekryty napastnik znalazł się z prawej strony pola karnego. Podanie otworzyło Francuzowi bezpośrednią drogę do bramki, lecz oddany przez niego strzał pozostawiał wiele do życzenia.
"Kanonierzy" nie potrzebowali wiele czasu, aby ponownie wyjść na prowadzenie. W 30. minucie zespół wywalczył rzut rożny. Wysoko dośrodkowana futbolówka zmierzała w stronę Leandro Trossarda. Belg nie był ustawiony zbyt dobrze, jednak zdecydował się oddać strzał, trafiając w poprzeczkę. Obrońcy Interu nie wyciągnęli wniosków z początkowej fazy spotkania, ponownie odpuszczając nieco krycie Gabriela Jesusa. To właśnie na jego głowie znalazła się ostatecznie futbolówka, którą ten z dużym spokojem skierował wprost do siatki. Po pół godziny na tablicy widniał już wynik 2:1 dla Arsenalu.
Zdobyte bramki zdecydowanie rozluźniały tego dnia piłkarzy obu zespołów. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy Inter znów mógł doprowadzić do wyrównania. Dwa strzały z lewej strony pola karnego oddał wahadłowy Mediolańczyków Federico Dimarco. Dwukrotnie na wysokości zadania stanął jednak David Raya. To dzięki jego paradom "Kanonierzy" mogli zejść na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem.
Gol rezerwowego gwoździem do trumny Interu. San Siro zdobyte przez "Kanonierów"
Inter całkiem nieźle wszedł w drugą połowę spotkania. Zespół konstruował ataki, które miały na celu ponowne wyrównanie stanu rywalizacji. Defensywa "Kanonierów" była jednak dość szczelna, dzięki czemu w pierwszych minutach tej części meczu Raya nie miał zbyt wiele do roboty.
W drugiej połowie gra stała się dużo bardziej wyrównana. Obydwie ekipy miały swoje okazje, lecz bardzo często brakowało w nich jednego, kluczowego elementu - dobrego wykończenia.
Naprawdę groźnie zrobiło się w 62. minucie, kiedy to piłkarze Arsenalu świetnie rozmontowali defensywę gospodarzy. Futbolówka została skierowana do Bukayo Saki, który wychodził właśnie sam na sam z bramkarzem. Anglik zapewne widział już piłkę w siatce, lecz w ostatniej chwili jego strzał został zablokowany przez Alessandro Bastoniego. Włoski defensor utrzymał tym samym swój zespół w grze.
Nieco świeżości w szeregi gospodarzy wniósł wprowadzony z ławki rezerwowych Francesco Pio Esposito. Młody Włoch potrzebował raptem kilku minut, aby wykreować sobie dwie dobre okazje w polu karnym. W obydwu przypadkach zabrakło mu jednak nieco siły, aby przepchnąć angielskich obrońców.
Mediolańczycy nie chcieli zawieść swoich kibiców, lecz ich ataki w tej części spotkania przypominały "bicie głową w mur". Z pewnością nie był to dzień Piotra Zielińskiego, który aż do 82. minuty pozostawał niewidoczny. Tuż przed końcem spotkania Cristian Chivu zdjął Polaka, zastępując go 22-letnim Ange-Yoanem Bonnym. Francuz nie wniósł jednak zbyt wiele w grę swoich kolegów.
Znacznie lepszą zmianę dał natomiast Viktor Gyokeres. W 84. minucie Szwed wykorzystał błąd w defensywie gospodarzy. Dzięki przytomnej reakcji znalazł się on z piłką kilka metrów przed polem karnym. Uderzenie Gyokeresa spotkało się z próbą interwencji w wykonaniu Sommera. Silny strzał "przełamał" jednak rękawicę Szwajcara. Gol ten stał się ostatecznym gwoździem do trumny "Nerazzurrich".






![Hokej na zimowych igrzyskach olimpijskich 2026 [TERMINARZ, HARMONOGRAM]](https://i.iplsc.com/000LP7T1QWBUD951-C401.webp)





