Rekord Ligi Mistrzów! Wojciech Szczęsny noszony na rękach. Niebywałe, co się okazało
Co to był za mecz! FC Barcelona mogłaby łatwo wytłumaczyć, dlaczego nie podołała zadaniu w Lizbonie i straciła punkty w starciu z Benficą, tymczasem "Duma Katalonii" w wielkim stylu wróciła z kompletem. Bez gola Raphinhi nie byłoby perspektywy na wynik 1:0 w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, za to bez Wojciecha Szczęsnego w bramce w ogóle nie byłoby szans na korzystny rezultat. Nasz golkiper i Robert Lewandowski mogą się cieszyć, bo napisali niespotykaną wcześniej historię w LM.

Mecz na Estádio da Luz jeszcze dobrze się nie rozpoczął, a polskim kibicom boksu przed oczami mogły stanąć niedawne wydarzenia z walki wieczoru w Kazachstanie. Po ledwie sześciu sekundach walki o pas Maciej Sulęcki rzucił rywala na deski. W Lizbonie Barcelona już też była o włos, by w pierwszej minucie zaliczyć bolesny nokdaun, ale od pierwszych sekund wielką historię zaczął pisać Wojciech Szczęsny. Niedawny emeryt w fenomenalnym stylu uchronił swój zespół przed utratą gola.
Barcelona z rekordem Ligi Mistrzów. Wielki wieczór Szczęsnego w Lizbonie
Goście wyżej podnieśli gardę, a szybki "gong" sprawił, że zaczęli odzyskiwać właściwą dla meczu tej rangi koncentrację. I przed upływem kwadransa to zespół Hansiego Flicka powinien wyjść na prowadzenie, ale piłki do siatki nie wpakowali kolejno Dani Olmo i Robert Lewandowski.
W gigantyczne tarapaty swoich kolegów wpędził 18-letni Pau Cubarsi, który już w 22. minucie otrzymał zasłużoną czerwoną kartkę. Gdyby nie jego nieprzepisowa interwencja, Grek Vangelis Pavlidis miałby przed sobą tylko Szczęsnego. Niewiele też zabrakło, aby do przewinienia doszło już w polu karnym, a wtedy nastoletni Hiszpan mógłby rwać sobie włosy z głowy.
Grając z tak znakomitym zespołem, jak Benfica, przyjezdni dokonali nie lada sztuki. Znakomicie między słupkami spisywał się Szczęsny, dodając swoim kolegom animuszu, a ci w końcu zdołali strzelić bramkę. Jedynego gola w tym spotkaniu, korzystając z niefrasobliwości obrońców Orłów, strzelił w 61. minucie Raphinha. Przejął niedokładne podanie w poprzek boiska, ruszył z piłką w wolny obszar między dwójkę defensorów i sprzed pola karnego huknął na bramkę. Mocny i precyzyjny strzał przy słupku był nie do wyciągnięcia dla Anatolija Trubina.
- Szczęsny nas uratował i zachował czyste konto, jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu. Myślę, że z każdym meczem nabiera pewności siebie. My też bronimy lepiej. Wiem, że może grać na tym poziomie, widzę go codziennie na treningach. To fantastyczny bramkarz - mnożył komplementy pod adresem głównego bohatera środowego widowiska trener Flick. Doceniając Polaka zarówno za klasę na boisku, jak również osobowość w szatni.
Po wszystkim okazało się, że Barcelona w tych okolicznościach przeszła do historii Ligi Mistrzów. Jeden z użytkowników portalu X odnotował wielki wyczyn "Dumy Katalonii".
"Po raz pierwszy w historii Ligi Mistrzów drużyna wygrywa mecz wyjazdowy, mimo że grała przez 69 lub więcej minut z mniejszą liczbą zawodników. Poprzedni rekord należał do Juventusu, który wygrał w Walencji w 2018 roku (w fazie grupowej), grając przez 62 minuty z jednym zawodnikiem mniej (z powodu czerwonej kartki dla Cristiano Ronaldo)".
Warto dodać, jak czujnie zauważył czytelnik Interii, iż w meczu Valencii z Juventusem, który odbył się we wrześniu 2018 roku, w bramce Juve stał nie kto inny, jak Wojciech Szczęsny. "Stara Dama" wygrała 2:0 po golach Miralema Pjanicia. Bośniak wykorzystał dwa rzuty karne.













