Real "spięty na trytytki" upokorzył Guardiolę. Skandaliczny występ w Madrycie
Przed meczem Real Madryt - Manchester City znaczna część osób czekających na to spotkanie zakładała, że tym razem atut własnego boiska może okazać się zbyt słaby, aby ocalić osłabiony i pogrążony w kryzysie Real Madryt. Na Santiago Bernabeu przyjechał bowiem wytrawny gracz. Najlepszy trener po Sir Alexie Fergusonie musiał przecież zdemaskować wszystkie wady ekipy Alvaro Arbeloi. Katalończyk nie tylko zawiódł. Tam doszło do kompromitacji.

Poza atutem własnego boiska Pep Guardiola miał w ręku bardzo mocne karty, aby pokonać Real Madryt. Lub przynajmniej tego meczu nie przegrać. Trener Manchesteru City w stolicy Hiszpanii popełnił jednak fatalne błędy, które zostały bezlitośnie wykorzystane.
Oczywiście, taki występ, jaki zaliczył w tym meczu Fede Valverde zdarza się raz, może dwa razy na karierę - pod warunkiem, że nie nazywasz się Leo Messi lub Cristiano Ronaldo. Urugwajczyk poza wielkimi umiejętnościami pokazał jednak jeszcze coś, czego piłkarzom Guardioli w tym meczu zabrakło. Wiarę i przebojowość.
Kiedy Manchester City pokazał wyjściowy skład na to spotkanie, już można było podejrzewać, że Pep Guardiola znowu "przekombinował" - to słowo towarzyszyło Katalończykowi kilka razy w ważnych momentach jego kariery. Szczególnie przy spektakularnych porażkach.
Guardiola miał w rękawie wielkiego asa. I podciął mu skrzydła
Guardiola zaryzykował, wystawiając w pierwszym składzie Doku i Savinho, czyli piłkarzy, którzy robią "sporo wiatru", ale niewiele z tego wynika. Wspomniany Doku nie był, co prawda, największym problemem Manchesteru City w tym meczu. Guardiola popełnił jednak błąd, wystawiając go na pozycji, na której najlepiej czuje się Antoine Semenyo, czyli zawodnik, który w ostatnim czasie prezentuje, chyba jako jedyny z bloku ofensywnego City, bardzo dobrą formę.
Przez to Semenyo musiał radzić sobie bliżej środka i prawego skrzydła, więc jego potencjał został dość mocno ograniczony. Doku natomiast dobrze dryblował i prezentował znakomitą technikę, ale z jego ostatnich kontaktów z piłką nie wynikało nic.
Być może lepszą opcją byłoby wystawienie w pierwszym składzie Rayana Cherkiego i strategia polegająca na postrzaszeniu Realu za pomocą Doku w roli rezerwowego.
Savinho zagrał, co prawda, gorzej od Belga, ale może w obecności typowej "10", czyli Cherkiego, oba skrzydła City funkcjonowałyby lepiej. Decyzją Guardioli na murawie mieliśmy natomiast trzech nominalnych skrzydłowych, a najbardziej poszkodowanym okazał się Semenyo, czyli ten, który potencjalnie mógł uchronić City od aż tak dużej kompromitacji.
Blisko 90 kilogramów norweskiej ludzkiej materii znów błąkało się bez celu
To niesamowite, że tak genialny i doświadczony trener jak Pep Guardiola aż tak bardzo nie potrafi wykorzystywać Erlinga Haalanda. Swoimi warunkami fizycznymi i umiejętnościami Norweg jest przecież w stanie zdominować każdego obrońcę na świecie. Znowu jednak kompletnie rozczarował.
Przesadne znęcanie się nad samym Haalandem byłoby niesprawiedliwe, ponieważ nadal mówimy o liderze klasyfikacji strzelców Premier League - to dowód na to, że Norweg nadal potrafi strzelać gole seriami.
Prawda jest jednak brutalna. Erling Haaland po raz kolejny kompletnie przepadł w kontekście rywalizacji na najwyższym poziomie w Lidze Mistrzów. W żadnym momencie nawet nie pachniało tym, że napastnik City może stworzyć zagrożenie pod bramką City.
Statystyki Erlinga Haalanda mówią same za siebie:
- 10 kontaktów z piłką
- 0 dryblingów
- 7 strat
- 3 celne podania na 7 wszystkich (2/3 na własnej połowie)
- 0 strzałów
Te liczby mówią same za siebie. To był po prostu kompromitujący występ Erlinga Haalanda na tle Realu Madryt i rywalizacji z 33-letnim Rudigerem, który ma poważne problemy z kolanami.
Być może występ Haalanda mogła uratować obecnośc Rayana Cherkiego. Francuz pojawił się na boisku na 20 ostatnich minut i był to czas, który trzeba było wykorzystać do maksimum, aby spróbować jeszcze "wycisnąć" coś z Norwega. Niestety, połowy z tego czasu w ogóle nie było. Haaland opuścił murawę 11 minut po wejściu Cherkiego, a gol, który mógłby mocno poprawić sytuację City przed rewanżem ostatecznie nie padł.
Wygląda to tak, jakby Pep Guardiola nie miał pomysłu na to, jak grać Erlingiem Haalandem, czyli napastnikiem, za którego 99% trenerów świata dałoby się pokroić.
Sam Cherki, co prawda, po wejściu na murawę również nie pokazał niczego wielkiego. Trudno go jednak za ten występ rozliczać. Pojawił się na murawie jako część zdruzgotanej drużyny przegrywającej 0:3.
Real Madryt upokorzył Guardiolę. Era tego trenera się kończy
W poprzednim sezonie Manchester City prezentował się fatalnie. Zajął 3. miejsce ze stratą 13 punktów do Liverpoolu.
W tej kampanii "The Citizens" nie grają aż tak źle jak rok temu. Nadal są w walce o mistrzowski tytuł - choć w walce z tym Arsenalem będzie o to bardzo trudno.
Jednak kiedy przyszedł pierwszy bardzo poważny sprawdzian na poziomie play-offów Ligi Mistrzów i meczu z Realem Madryt, kompletnie oblali. Zostali bezlitośnie zweryfikowani jako drużyna bez głównej myśli wiodącej. "Los Blancos" zranieni plagą kontuzji i w kiepskiej formie potrafili stanąć na wysoości tego zadania i zaprezentować poziom, jakiego wymaga prestiż takiego spotkania.
Manchester City natomiast rozegrał spotkanie niegodne walki o ćwierćfinał Ligi Mistrzów. I słowa Guardioli o tym, że "mecz nie był aż tak zły, jak sugeruje wynik" tego nie zmienią.















