Reklama

Reklama

Real Madryt. Trzy mecze bez gola po raz pierwszy od 11 lat. To już jest kryzys?

Porażka w Moskwie z CSKA (0-1) postawiła Real Madryt w trudnej sytuacji w Lidze Mistrzów, ale uwidoczniła też inny problem. Zdobywcy ostatnich trzech najważniejszych trofeów w Europie przestali strzelać gole. To już trzecie spotkanie, w którym nie potrafili trafić do siatki rywali.

Sytuacja jest poważna. "Królewscy", których mocnym punktem w ostatnich latach była duża skuteczność pozostają przez strzelonej bramki już od pięciu godzin i 19 minut! Dla takiego klubu to wieczność, a mówiąc mniej obrazowo - podobna sytuacja nie zdarzyła się w Madrycie od 2007 roku, gdy trenerem był Fabio Capello. Fatalna seria zaczęła się przed tygodniem na stadionie w Sevilli, gdzie podopieczni Julena Lopeteguiego wyraźnie ulegli gospodarzom 0-3. W weekend nastąpił kolejny cios, bo na Santiago Bernabeu nie dali sobie strzelić gola lokalni rywale z Atletico. Czarę goryczy dla socios przelała porażka w Moskwie. I złego wrażenia nie może zakryć nawet 26 strzałów i trzy słupki, w które zawodnicy Realu uderzali na stadionie Łużniki.

Reklama

Liczby nie zostawiają wątpliwości - nawet jeśli jest to dopiero początek sezonu, pewne tendencje są już widoczne. W minionej dekadzie - jak przypomina Marca" - "Królewscy" zdecydowanie przekraczali średnią dwóch goli na mecz, tymczasem po dziesięciu spotkaniach obecnych rozgrywek, ta średnia wynosi zaledwie 1,7. Mizernie, szczególnie jeśli popatrzymy na ofensywny styl, który Real prezentował pod wodzą Zinedine'a Zidane'a. 

I nie chodzi tylko o te strzały, które ostatecznie trafiają do siatki - także o próby, które nie kończą się golem. Tutaj też widać znaczną różnicę. Średnio jest ich obecnie sześć na mecz, wyraźnie mniej niż w ostatnich dziesięciu sezonach. A gole padają co 54 minuty, podczas gry dotychczasowe statystyki wskazywały na niewiele ponad 30 minut.

Jakie są tego skutki? W La Liga jeszcze mało widoczne, bo Real - dzięki potknięciu Barcelony - ma ciągle tyle samo punktów co najgroźniejsi rywale z Katalonii (choć aż sześć goli mniej!), ale w Lidze Mistrzów sytuacja jest bardziej skomplikowana. To fakt, minęły dopiero dwie kolejki, ale na dzisiaj madrytczycy są na miejscu, które nie pozwala im na awans do 1/8 finału, mając w perspektywie spotkanie z Romą na wyjeździe.

Naturalny powód takiej (nie)dyspozycji to ogromna wyrwa, która pojawiła się w składzie po odejściu Cristiana Ronalda do Juventusu Turyn. Portugalczyk zapewniał Realowi w każdym z dziewięciu sezonów, które spędził w Madrycie około 50 goli we wszystkich rozgrywkach. Teraz te zadania są bardziej podzielone, ale nawet jeśli Karim Benzema stał się bardziej egzekutorem niż asystentem, a Gareth Bale ma więcej przestrzeni dla siebie, to nie jest im łatwo zastąpić CR7. Co więcej, okres gorszej skuteczności pokrywa się z niedyspozycją Walijczyka. W derbach z Atletico Bale został zmieniony już w przerwie i profilaktycznie, z powodu problemów z przywodzicielem nie poleciał w ogóle do Moskwy. Dobra informacja dla kibiców Realu jest taka, że to niż poważnego. Napastnik ma szybko wrócić do treningów i zagrać w sobotę przeciwko Alaves.

Po to, by przerwać fatalną serię bez gola.

RP

Zobacz wyniki Ligi Mistrzów

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę w Primera Division

Dowiedz się więcej na temat: Real Madryt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje