Reklama

Reklama

PSG – Real Madryt 1-2 w 1/8 finału Ligi Mistrzów

Real znowu wielki! Piłkarze dowodzeni przez Zinedine’a Zidane’a nie dali szans drużynie PSG, pewnie wygrywając w Paryżu 2-1 w 1/8 finału Ligi Mistrzów. To oznacza, że przygoda trenera Unaia Emery’ego definitywnie się kończy, a „Królewscy” dalej walczą o trzeci z rzędu triumf w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie.

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu PSG - Real

Zapis relacji na żywo dla urządzeń mobilnych

Ten mecz zaczął się na długo przed pierwszym gwizdkiem. Nawet bardzo długo. W zasadzie lepiej byłoby napisać, że już przed trzema tygodniami - w szatni na Santiago Bernabeu. To wtedy, gdy piłkarze siedzieli jeszcze ze spuszczonymi głowami, mając świadomość, że polegli w meczu, którego nie musieli przegrać, działacze PSG zarysowali główne elementy taktyki przed rewanżem. Punkt pierwszy - zwrócenie uwagi na pracę sędziego, który rzekomo sprzyjał gospodarzom. Niezależnie od tego czy to prawda, cel był jednoznaczny - wywrzeć presję na arbitra, który przyjedzie do Paryża. Bardziej wyraźnie nie można było tego ująć, niż zrobił to dyrektor sportowy paryżan Altero Henrique w niedzielnym wywiadzie dla "L’Equipe": "Chcemy, aby sędziowanie było na wyjątkowym poziomie". W domyśle - aby arbiter nie wahał się sprzyjać gospodarzom.

Reklama

Ale pojawił się jeszcze jeden ważny element, który miał zmobilizować paryżan. Wszystkich, nie tylko na boisku. Plan, aby skupić wokół siebie całe środowisko i pokazać moc wyszedł z samej góry, od prezesa Nassera al-Khelaifiego. Tak powstały trzy (!) sprawnie przygotowane klipy promocyjne pod hasłem "Razem możemy to zrobić". Zresztą, taki transparent pojawił się też na jednej z trybun.

Jednak najważniejsze i tak pozostało do zrobienia na boisku. A tutaj wszystko zawiodło.

Czy absencja kontuzjowanego Neymara wpłynęła negatywnie na postawę drużyny z Paryża? To prawda, Brazylijczyk dzięki swoim nadzwyczajnym umiejętnościom brał w tym sezonie udział jak nikt inny w akcjach paryżan zakończonych golem, ale gra PSG stawała się dzięki temu zbyt indywidualna i przewidywalna. Na mecze ligowe taka taktyka jest w zupełności wystarczająca, ale już na starcie z Realem - niekoniecznie. Jeśli bowiem piłkarze z Madrytu osiągnęli w pierwszym spotkaniu znakomity wynik, znacznie lepszy niż wynikałoby z przebiegu spotkania, to przede wszystkim dlatego, że tworzyli zespół. Zdecydowanie bardziej niż ich rywale. Indywidualne popisy Neymara, osamotnionego po lewej stronie i zbyt oddalonego od innych napastników kończyły się zwykle bez efektu i nie przyniosły nic dobrego.

A jednak przez znaczną część pierwszej połowy można było odnieść wrażenie, iż w grze gospodarzy brakuje błysku, który potrafiłby rozmontować dobrze zorganizowaną obronę gości. Mimo aktywności Di Marii, mimo starań Mbappe. Pierwsze naprawdę groźne sytuacje, właśnie tych dwóch piłkarzy, pojawiły się dopiero tuż przed przerwą. Wcześniej paryżanie starali się przejąć inicjatywę w środku pola, rozgrywać piłkę - czyli to, co potrafią najlepiej - ale efektu nie było widać żadnego.

Real, niewątpliwie zaczynający mecz bez tak dużej presji, wyglądał bardziej dojrzale. Stąd też dwie znakomite okazje. Najpierw Areola obronił strzał Ramosa z kilku metrów, potem nie dał się pokonać Benzemie w sytuacji sam na sam. To zdecydowanie najlepsza sytuacja w pierwszej części spotkania.

Mimo nieobecności Kroosa i Modricia w drugiej linii, bardzo dobrze poczynał sobie Mateo Kovaczić, grając blisko Casemiro i rozmontowując ataki paryżan. Nieprzypadkowo. W 16 dotychczasowym spotkaniach Ligi Mistrzów, w których Chorwat wystąpił od pierwszej minuty, Real nie tylko nie przegrał, ale 14 z nich wygrał!

Po przerwie paryżanie rzucili się do ataku, wiedząc, że to jedyna szansa na odrobienie strat, ale wtedy otrzymali najmocniejszy cios! Akcję, znakomicie rozprowadzoną po lewej stronie przez Asensio i Lucasa Vasqueza, wykończył precyzyjnym strzałem głową Cristiano Ronaldo. 1-0 dla Realu, a dla Portugalczyka to już 12. gol w tej edycji Ligi Mistrzów!

W tym momencie paryżanie musieli strzelić trzy gole, aby myśleć o dogrywce. Wprowadzenie kolejnego piłkarza ofensywnego, Javiera Pastore za Mottę, niewiele jednak zmieniło. W grze gospodarzy zabrakło kogoś, kto niekonwencjonalnym zagraniem potrafiłby dać jeszcze raz sygnał do ataku. Tymczasem Real, mający ogromne doświadczenie w tego typu sytuacjach, spokojnie kontrolował grę.

I wtedy pojawił się kolejny cios, zadany przez... Marco Verrattiego. Włoch jeszcze raz nie wytrzymał ciśnienia Mimo że sam był faulowany, to tak energicznie domagał się interwencji sędziego, iż ten nie wahał się pokazać mu drugiej żółtej kartki.

Paryżanie dość szczęśliwie wyrównali, gdy piłka odbiła się od Cavaniego i wpadła do siatki, ale to wszystko na co było stać wicemistrzów Francji. Dobił ich jeszcze Casemiro po fatalnym wybiciu piłki przez Adriena Rabiota.

Zinedine Zidane po raz kolejny wygrał batalię taktyczną z Unaiem Emerym.

Drużyna z Paryża mająca ogromny potencjał i budowana przede wszystkim na Ligę Mistrzów, po raz drugi z rządu nie potrafiła pokonać potentatów z Hiszpanii i awansować nawet do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. To oznacza na pewno pożegnanie z Emerym, a kto wie, czy nie jeszcze większe zmiany. Bo nie tak Katarczycy sobie to wyobrażali. Nie po to poczynili ostatniego lata transfery za ponad 400 mln euro, aby tak marnie kończyć.

A Real? Zidane - swoim podejściem, swoją charyzmą - naprawdę odrodził piłkarzy, którzy znowu mają szansę na historyczny wyczyn, trzecią z rzędu Ligę Mistrzów. Szczególnie po tak rozegranym dwumeczu. Chapeau!

PSG - Real Madryt 1-2 (0-0)

0-1 Ronaldo (52.)

1-1 Cavani (71.)

1-2 Casemiro (81.)

Remigiusz Półtorak

Zobacz wyniki Ligi Mistrzów 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL